Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

Dojrzeć Ducha ponad malinami z koszyka Aliny, czyli 205. rocznica urodzin Juliusza Słowackiego


"Ten wielki poeta... miał serce... jak niewiasta tkliwe. Spoglądał on z miłością, rodzicielską jakby, na każde cierpienie ludzi słabszego ducha - i zniżał się do nich z pociechą, taką jednak zawsze, która ich podnosiła z upadku i pojęciem smutku panującego wiecznie na wyżynach ducha, koiła ich drobne, osobiste smutki. Zresztą jakaś niewidzialna, lecz nieprzeparta siła ciągnęła już ku niemu każdego, komu do siebie raz zbliżyć się pozwolił" - to słowa wspomnienia o Juliuszu Słowackim zapisane przez Aleksandra Niewiarowskiego, poetę i dziennikarza, przyjaciela twórcy Króla-Ducha w jego ostatnich latach życia. 

Możecie mi nie wierzyć, ale twórczość Słowackiego pokochałam w szkole podstawowej, w chwili, w której miałam nauczyć się na pamięć Z pamiętnika Zofii Bobrówny. Te śliczne, urocze strofy, których większa część moich rówieśników z założenia nie znosiła (jak czegoś każą się uczyć, to oznacza, że nic to nie jest warte - mnie też to w pewnym momencie dopadło, bo nie cierpię Gombrowicza, ha!), zapadły mi w serce głęboko, a potem już każdy kolejny poznawany utwór pogłębiał obsesyjną miłość. Najpiękniejsze na świecie liryki, genialne dramaty, wzruszające listy, przepiękny raptularz - wszystko to wymieniłabym jednym tchem na początku listy utworów, które ukształtowały moją pasję.

Historie ludzkie śpią na cmentarzach

Kocham cmentarze. Tak już mam. Nie kojarzą mi się źle, nie rozglądam się nerwowo chodząc między grobami, nie bałabym się wędrować ich ścieżkami nocą. Są dla mnie wyciszeniem i zachwytem. Swoistą galerią sztuki. Dodać trzeba, że muszą to być oczywiście stare cmentarze, bo na nowych brak odpowiednich warunków do kontemplacji - nie ma tam sztuki, ciężko znaleźć ciszę, gdy wokół brak drzew.

Najbardziej lubię takie nekropolie jak Powązki, bo można się w nich zatracić niczym w muzeum, ale mój łańcucki cmentarzyk też nadaje się do tego, żeby po nim błądzić w zachwycie i wynajdywać coraz to nowe perełki warte uwiecznienia i zapamiętania. Nie wszystko napawa optymizmem - sypiące się zabytkowe groby, opuszczone kaplice, zaniedbane mogiły bohaterów zasłużonych dla ojczyzny... Niemniej jednak cmentarze mają to do siebie, że nawet gdy natura postanowi objąć je w posiadanie, to ma to swój urok.

Ostatniej niedzieli wybrałam się ponownie, by pospacerować po ostatnim miejscu spoczynku tych, którzy w moim mieście zamknęli oczy na zawsze. Niektórzy mieszkali tu całe życie, inni przybyli z daleka, by tutaj żyć, pracować i odejść, jeszcze inni trafili na naszą małą nekropolię zupełnie przypadkiem. Zieleń znów opanowała cmentarz na kilka miesięcy. Zawsze mam wrażenie, że w tym miejscu cień jest jakiś inny, głębszy. Naprawdę lepiej mi się tam myśli.

Pod pięknymi pomnikami, pod starymi tablicami, ukryte pod literami, które wcale nie wydają się beznamiętne i martwe, śpią historie ludzi kochanych i kochających, walczących za ojczyznę i za nią ginących, samotnych, szczęśliwych, tęskniących, marzących, pragnących żyć i życiem zmęczonych...

Jaka była naprawdę Maria Pawlikowska - Jasnorzewska? - wywiad z Agnieszką Stabro


Niedawno w księgarniach pojawiła się książka Agnieszki Stabro "Życie listami pisane". Jest to zbeletryzowana opowieść o Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, najsłynniejszej polskiej poetce, o kobiecie, która wywoływała w ludziach tak skrajne emocje, iż wydaje się to niemal niemożliwe. Jaka była naprawdę? Czy w listach i dziennikach, które autorka książki wzięła pod lupę można odnaleźć prawdziwą Marię? A może tylko taką, jaką chciała nam się pokazać? Agnieszka Stabro odpowiedziała na kilka moich pytań dotyczących zarówno książki, jak i jej bohaterki.

Anna Urbańska: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska to poetka, kobieta, o której powiedziano i napisano już bardzo wiele. Co skłoniło Panią do tego, by sięgnąć  głębiej do biografii tej właśnie artystki? Ceni ją Pani jako osobowość, człowieka czy też jest Pani wielbicielką jej poezji?
Agnieszka Stabro: Wszystko zaczęło się od tego ostatniego, czyli poezji. Bardzo cenię i lubię jej wiersze, zawsze trafiało do mnie ich przesłanie, utwory miłosne towarzyszyły mi w zasadzie przez całe życie, ważne też są dla mnie sztuki teatralne Jasnorzewskiej. To prawda, o Pawlikowskiej napisano już bardzo wiele, jednak w tych relacjach wciąż czegoś mi brakowało, mianowicie jej własnego  głosu. Postanowiłam zatem sięgnąć do wówczas niemalże nieznanych, a przynajmniej nie istniejących w powszechnej świadomości, świadectw autobiograficznych Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, czyli listów i notatek dziennikowych. Był w nich taki ładunek emocjonalny, a zarazem tyle ciekawych, nieznanych wątków biograficznych, że pomyślałam, iż warto nie tylko poznać je w całości, ale też i w jakiejś formie opublikować. Po to, aby pokazać inną, zapomnianą twarz poetki.


I jak tu nie kochać jesieni?

I znowu nadeszła... Z jednaj strony piękna, radosna i kolorowa (teoretycznie - wszystko zależy od oświetlenia), z drugiej smutna, ponura, deszczowa... Różnie bywa. Wzbudza we mnie mieszane uczucia, jednak zdecydowanie więcej pozytywnych (ha! mówię tak zapewne dlatego, że dziś było ciepło i słonecznie). Czasami wzdycham z rozpaczą, gdy muszę wyjść na dwór w deszcz i wichurę porywającą szalik (zawiązany "na Sherlocka", a jakże!), dopada mnie melancholia, gdy przez mgłę nie jestem w stanie dostrzec pięknych barw jesiennych liści, a zdarza się też, że łzy wyciska mi myśl o zbliżającej się zimie. I chciałoby się wówczas powtórzyć za poetą:

Eeech! to się jesień zaczęła
 i nie ma komu dać w mordę... 
Tristis est anima meausque, 
jak mówią, ad mortem.*
K.I. Gałczyński, Cyrulik jesienny

*dla tych, którzy łaciną męczeni nigdy nie byli i łacińskich sentencji nie mieli szczęścia wkuwać: Tristis est anima mea usque ad mortem - Smutna jest dusza moja aż do śmierci.

Z drugiej strony nic tak nie wywołuje uśmiechu, jak radość dziecka zbierającego kasztany, nic tak nie zachwyca, jak niemal surrealistyczne widoki żółto-czerwono-rdzawych Bieszczad. Poza tym bardzo fajnie brodzi się w kolorowych liściach:) 


V. van Gogh, Drzewo morwowe jesienią
Najpiękniejsze wiersze mówią o jesieni. A jaka w nich różnorodność - od złotej radości, po śmiertelny smutek. Każdy ciepły, słoneczny jesienny dzień naładowuje moje baterie, które uruchamiam wówczas, gdy "dżdżu krople padają i tłuką w me okno..." A propos - gdyby nie ta właśnie pora roku, to Staff nie napisałby "Deszczu jesiennego". I świat od razu byłby uboższy...

Père Lachaise - Mały Paryż Wielkich Ludzi

Przeglądałam niedawno zdjęcia, które parę lat temu przywiozłam z pobytu w Paryżu. Znalazłam wśród nich te, które niezmiennie urzekają mnie niepowtarzalnym klimatem niespotykanym nigdzie indziej. Nie jest to zasługa fotografa, ale miejsca na nich uwiecznionego. Błądząc ulicami miasta wypatrywałam duchów przeszłości. Oczy mojej duszy zamknięte były na współczesne samochody, turystów, na witryny sklepowe, reklamy i neony. Wędrowałam otoczona mgiełką tajemniczości, niczym ulotna postać z dawnych lat. Czy byłam widoczna dla ludzi, którzy mnie mijali? Nie wiem - nawet jeśli zwracali na mnie uwagę, to ja ich nie widziałam. Dla mnie Paryż jest portalem do przeszłości unoszącym mnie daleko od rzeczywistości. 

Najwspanialszym miejscem dla mojej wyobraźni był oczywiście Montmartre, gdzie na każdym kroku natykałam się na znajome twarze. Na jednej z ulic spotkałam Claude'a Moneta, chwilę później zgarnęliśmy do towarzystwa Augusta Renoira, który zaproponował, by wyciągnąć na przechadzkę ponurego Degasa. W kawiarni zastaliśmy już Cezanne'a rozmyślającego nad szklaneczką absyntu. Chłopcy pili różne podejrzane płyny, ja zadowoliłam się zwykłą wodą (nie oparłam się jednak pokusie delikatnego spróbowania Zielonej Wróżki - oczywiście tylko i wyłącznie w celach poznawczych) - idylliczna atmosfera pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie zauważyłam jak szybko płynie czas.

Wspomnienia zupełnie mnie opanowały, a przecież wcale nie miałam zamiaru opowiadać Wam dzisiaj o moich spotkaniach z XIX-wiecznymi malarzami (a przynajmniej nie tymi na Montmartrze). Chciałam zabrać Was do drugiego z najważniejszych dla mnie paryskich miejsc. 
Z dala od miasta szukajmy napisów,
Gdzie wielki cmentarz zalega na górze.
O!jak tu smutno,kędy śród cyprysów
Pobladłe w cienie chowają się róże
A pod stopami-dalej-miasto w chmurze
Topi się we mgłach gasnących opalu...
(...)
Juliusz Słowacki, Paryż 



Ofelia

Dzień dobry, dziś święty Walenty (...) 
Bezbożność to wielka; Bóg widzi,
Jak wielka w mężczyznach bezbożność!
Cny młodzian się tego nie wstydzi,
Gdy tylko nastręczy się możność.
Wszak nimeś cel życzeń otrzymał,
Przysiągłeś się ze mną ożenić!
To ona mu tak mówi, a on jej odpowiada:
I byłbym był słowa dotrzymał,
Lecz trzeba ci było się cenić.
W. Shakespeare, Hamlet (Akt IV, scena V), tłum. Józef Paszkowski


Artur Hughes (1832-1915)

 "(...)szczerze i ślicznie wychwalano dusze czyste, cierpiące bez skargi, słodkie istoty, które nie myślą bronić się ani mścić, jak Ofelia"  
S. Żeromski, Ludzie bezdomni


John William Waterhouse (1849-1917)

Oni wszyscy walczyli o wolność...

Dzisiejszy dzień od rana wydawał mi się jakiś inny, wyjątkowy. Zwykle jestem z datą na bakier, żyję radośnie w nieświadomości, jakiego dnia miesiąca otwieram o świcie oczy. Zapytacie mnie: którego dziś mamy?, a ja zacznę powoli liczyć od ostatnio zarejestrowanej daty - w styczniu przypuszczalnie od Trzech Króli:) Dzisiaj szybko doszłam do wniosku, że trzeba zerknąć na kalendarz, bo światło poranka było inne niż zazwyczaj. Bardziej poetyckie? 

225 lat temu przyszła na świat niepokorna, rogata dusza. Poezja, która spływała z jego pióra zachwyca i oczarowuje, a życie, które tworzył swoimi czynami - fascynuje, pociąga, nie pozostawia obojętnym nikogo. Od tego czasu minęły ponad dwa wieki, a mnie wydaje się to chwilą, bo George Byron jest postacią bardzo mi bliską - najpierw zakochałam się w jego twórczości, potem w wyglądzie:), w końcu w osobowości. Niebanalny dowcip, jaki charakteryzuje jego listy i pamiętniki sprawiał, że nieraz zaśmiewałam się do rozpuku; ich liryzm i delikatność stylu wielokrotnie wyciskały mi łzy z oczu. Przekorny, rozpustny, a jednocześnie dobry, wspaniałomyślny, odważny.


"Był młody, piękny;  jego szaroniebieskie oczy rzucały pełne uczucia spojrzenia spod długich rzęs. cera jego miała jakąś delikatną, niemal przeźroczystą bladość. Usta jego, jak usta czarującej kobiety, miały wyraz zmysłowy i kapryśny... (...) Zbliżywszy się doń spojrzała na tę piękną twarz, te brwi o doskonałej linii, te sfalowane włosy, w których przebłyskiwały jeszcze z rzadka rudawe odcienie, te usta o wargach greckiego posągu, z leciutko opuszczonymi kątami; słuchała przez chwilę tego łagodnego głosu, niskiego i tak dźwięcznego, że dzieci mówiły o nim: Ten pan, co mówi, jakby grał.
Widziała jego wypracowaną kurtuazję, jego dumną, niemal bezczelną pokorę." A. Maurois, Byron
Zawsze wierzyłam, że gdyby Byron dożył 1830 roku, to spakowałby walizki i błyskawicznie pojawiłby się w Warszawie, by wspomóc swoją osobą i majątkiem walkę Polaków o wolność. Tak zrobił w przypadku Grecji, lecz wyprawy tej, niestety, nie przeżył. Niepodległa państwowość (obok wolności jednostki mającej prawo decydować o sobie i o swoim postępowaniu) była tym, w co wierzył najmocniej. W walce odnajdywał sens życia - początkowo były to spory z konwencjami, fałszem i udawaną moralnością, ostatecznie poświęcił się bojom o wolność obcego państwa, które pokochał całym sercem.

Świąteczne życzenia


V. Johansen, Radosne Boże Narodzenie (1891)

A. Tayler, Wigilia

Przy wigilijnym stole,
Łamiąc opłatek święty,
Pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty;

Że jak mówi wam wszystkim
Dawne, odwieczne orędzie,
Z pierwszą na świecie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiędzie.

Sercem go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota-
Oto co czynić wam każe
Miłość, największa cnota.
(...)
J. Kasprowicz, Przy wigilijnym stole

Polskie Wigilie

Z czym kojarzy się Wam Wigilia? Z opłatkiem, przytłumionym światłem choinkowych lampek, z kolędami i życzeniami składanymi rodzinie... z prezentami, które wyłaniają się z kolorowych papierów na oczach rozradowanych dzieci... ze stołem, na którym króluje barszcz z uszkami i karp... z pasterką... Mam nadzieję, że właśnie z tym wszystkim lub z wieloma innymi cudownymi przeżyciami i symbolami. Dla mnie ten dzień jest także czasem wspominania - nie tylko tych wszystkich Wigilii, które przeżyłam i które czas wyrył w moim sercu oraz w pamięci. Wspominam też czasy, które znam tylko z opowieści i z książek, a które są dla mnie bardzo ważne, wspominam ludzi, którzy wówczas żyli i musieli mierzyć się z trudną rzeczywistością. Czasy zaborów, wojen - a przecież każdego roku nadchodziła Wigilia i Boże Narodzenie, w roku 1830, 1863, 1914, 1939...


W. Kossak, Gwiazdka legionowa

O zimie - bardzo różnie...



"Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom 

im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom 
tym bardziej sypie śnieg,

Bim – bom
jak biały puch z poduszki.
I nie wie zwierz ni człek,
Bim – bom
choć żyłby cały wiek,
Bim – bom
kiedy tak pada śnieg,
Bim – bom
jak marzną mi paluszki"
A.A.Milne, Chatka Puchatka

Bielą się pola, oj bielą,
Zasnęły krzewy i zioła
Pod miękką śniegu pościelą...
Biała pustynia dokoła. -
Adam Asnyk 


Vincent Van Gogh, Pejzaż zimowy

"Nieba prawie już nie było nad ziemią. Padał tylko śnieg taki gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły. Któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca?..." 
B. Prus, Kamizelka


Claude Monet, Sroka
Ile dziś skrzydeł ptasich spadło i zgasło,
jakbyś sam w anielski ich trzepot się dostał?
Rzeźbi cisza spokojny gotyk - blanki, miasto
na maleńkich wieżach ostów.
Płacz, płacz w rozdwojone wrota snów:
po obłoki zasypany w spokój.
Jak po szeregach głów,
po głowach zasypanych,
po stopniach zamarzłych powietrza wstępujesz najwyżej,
w glorię marmurowych obłoków. 
K.K.Baczyński, Śnieg  


Claude Monet, Droga do Giverny
 - jak on to zrobił, że słyszę jak ten śnieg trzeszczy???

 "Wschodnia Syberia (...) Była ona prawdziwym królestwem tajgi i najsroższej na świecie zimy. (...) Gdyby istniał Demon Zimy, to chyba tę właśnie krainę obrałby za królestwo." 
A. Szklarski, Tajemnicza wyprawa Tomka

 A Mrożek pisał o śniegu: woda w proszku:)



"Chopin, świetlany bladej mej twarzy kochanek..."


"Gdyby car rosyjski był człowiekiem rozumnym - powinien by zabronić w Polsce grywania polonezów i mazurków Chopina. To nie muzyka - to zarzewie powstańcze."
muzyk austriacki z XIX wieku


F.Barrias, Śmierć Chopina
Chopin to dla większości ludzi nazwisko, potęga muzyki, nuty, dźwięki, miłość do Ojczyzny - to symbol. Dla mnie jest to także człowiek, którego ulubionymi kwiatami były fiołki, który bardzo kochał i bardzo cierpiał, szedł przez życie samotny i nierozumiany. Czy jego śmierć wyglądała tak, jak na obrazie Barriasa? Mało prawdopodobne, ale dzieło wpisuje się w poetykę romantyczną, sprawia, że dramatyzm sceny pozostaje w naszej pamięci na długo. Niestety, patrząc na ten obraz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że malarz sportretował Delfinę Potocką, a Chopin posłużył mu tylko do tego, aby mieć pretekst do pokazania tej kobiety w scenie, w której mogłaby wyglądać pięknie i łzawo.

Delfina śpiewała dla Fryderyka dwa dni przed jego śmiercią - to ona właśnie stoi przy fortepianie niczym uosobienie natchnienia, niewzruszona, nieobecna, zajęta tylko sobą i tym, by pięknie wyglądać. Jakże różni się od tej przesadzonej postaci klęcząca za nią, skromna i niepragnąca narzucać się nikomu Marcelina Czartoryska, prawdziwa przyjaciółka kompozytora, uczennica, opiekunka w jego ostatnich dniach; jak przejmujący wydaje się żal Solange Sand-Clésinger płaczącej przy piersi zakonnicy - dla niej Chopin był ideałem, wzorem, geniuszem, w końcu przyjacielem. Przy Fryderyku czuwa jego siostra Ludwika, która z narażeniem życia zawiozła potem serce brata do Polski. Cztery kobiety - każda inna, tak jak różne są odczucia wywoływane w widzach przez obraz Barriasa. Ja go lubię - mimo wszystko, w końcu Potocka wygląda tak pięknie...
"Gdyby fiołki i konwalie
Zamiast pachnieć grać umiały,
Byłaby to muzyka Szopena." L.Staff, Nonsens


T. Kwiatkowski, Ostatnie chwile Chopina

Myśli listopadowe...

"Śmierć - to jakbyś (nie całkiem, ale przyjmij, że prawie...)
Rozdmuchiwał wodorosty, zimne i zielone,
  I jakby się na przestrzał - nagle - w ciemnym stawie
Zrobił otwór błękitny wprost na Tamtą Stronę..."B. Obertyńska
Początek listopada to czas głębszego zadumania nad Wiecznością, to więcej myśli poświęconych tym, którzy odeszli. Dla mnie jest to także czas sięgnięcia do literatury, która wiosną czy latem, podczas mojego biegania po słońcu i wakacyjnych wycieczek leży na półce samotna i tęskniąca za mną. Dla mnie epoka Mickiewicza i Słowackiego to nie Pan Tadeusz czy komedie Aleksandra Fredry, ale Anhelli, Dziady, Irydion, Król Duch, Ballady i romanse... To wiara w zjawiska nadprzyrodzone, w zjawy, duchy i boginki wodne. To wiara w "las, w którym drzewa gadają i mieszczą w sobie dusze samobójców." Kocham pejzaże księżycowe, na których gdzieś w tle przemyka duch poległego powstańca.
"Cóż jest w tej cichej śmierci okropnego? Czemu
Lękamy się tej ziemi, co nam czoło plami,
I snu z założonymi na piersiach rękami?"
J. Słowacki, Mazepa


A. Grottger, Nokturn

Kolejny diament na szańcu - Tadeusz Gajcy

Gajcy nie pisał poezji, nie tworzył jej - on nią żył. Istniał tak, jakby był częścią wiersza, który go uświęca i czyni człowiekiem. Wierzył, że tylko poezja pomoże uratować przed przypadkowością istnienia. A przypadkowości było w czasie wojny wiele...

Kolejne życie poświęcone ojczyźnie, kolejny talent rzucony na szaniec. 

Dywanem złotych liści przeżeglował anioł
i dotknął mnie swym cieniem. I nagle przystanął.
Gdym krzyknął przerażony, że boję się smierci,
złowrogo zalśnił skrzydłem, wzrokiem mnie przewiercił.
T.Gajcy, Wizja
 

Był młodym człowiekiem, który poważnie myślał o swoim rozwoju, o przyszłości - czytał Conrada, Dostojewskiego, Kafkę. Rozwinął się intelektualnie do tego stopnia, że został poetą i filozofem, myślicielem, którego teksty zachwycają dojrzałością i wyrafinowaniem, wzbudzają respekt. Możemy tylko żałować, że w pewnym momencie zniszczył swoje młodzieńcze wiersze. Dlaczego nie był z nich zadowolony? Uznał, że są zbyt naiwne, proste, czy zmienił światopogląd? Poeci zachęcali go do pisania, prosił ich o opinię, a oni twierdzili, że wiersze młodzieńca chwytają za serce i mają enigmatyczną siłę. 

Brwi skupiły tu noc gęstą nazbyt,
język świecy się zwijał i kruszył,
u pułapu nie większy od gwiazdy
pająk liczył zielone sekundy.
T. Gajcy, Ballada czarnoksięska

Nastoletni poeta i tłumacz Homera nie zakopał się pod książkami i nie zamknął w pokoju. Uwielbiał chodzić do kina na komedie braci Marx. Grywał w siatkówkę i piłkę nożną. Kochał słodycze, podobno całe kieszonkowe wydawał czasem na pączki. Pięknie grał na mandolinie. Nie przepadał za przedmiotami ścisłymi, ale dobrze się uczył. Koledzy wspominali, że lubił kolorowe koszulki, koleżanki zapamiętały zielone oczy i czarujący uśmiech.


Miłość do ojczyzny była dla niego naturalna jak oddychanie. We wrześniu 1939 roku usiłował zaciągnąć się do wojska, ale ponieważ miał zaledwie 17 lat, nie został przyjęty. Chwycił więc za inny oręż - pióro. Pisał wiersze bardzo filozoficzne, pełne apokaliptycznych wizji. Wspaniałe, dojrzałe, zapadające w serce i duszę. Kochał i był kochany, więc wśród wierszy znajdziemy też cudowne erotyki, choć nie ma ich wiele. Rodzice ukochanej Wandy nie pozwalali młodym się pobrać twierdząc, że Tadeusz za mało zarabia, żeby utrzymać żonę. 

Kochałem tak jak ty zapewne,
ale mi serca dano skąpo
na miłość moją niepotrzebną,
bowiem stawały nad epoką,
której imiona dajesz teraz
olbrzymia śmierć i przerażenie. (...)
Miasto, w którym
do ciebie piszę - stoi ciemne,
choć zwykłe słońce liże mury
spryskane pismem krwi daremnej.
T. Gajcy, Do potomnego

Poezja była jego światem, jego życiem i nadzieją. Denerwował się, gdy ktoś, kto miał recytować jego wiersze na wieczorze poetyckim nie zrozumiał ich i zinterpretował niezgodnie z jego intencjami - tak bardzo chciał przekazać innym swoje myśli i wizje.


Gajcy działał bardzo aktywnie nie tylko jako poeta. Zanim nauczyciele pomyśleli o zorganizowaniu tajnych kompletów on już udzielał kolegom lekcji jako polonista. Brał udział w słynnej akcji złożenia wieńca pod pomnikiem Mikołaja Kopernika - była to polska odpowiedź na niemieckie obchody śmierci "największego germańskiego astronoma". Zginął wówczas Wacław Bojarski.

1 sierpnia 1944 roku Tadeusz zanotował: Boże, zaczęło się! Od Ciebie zależy wszystko. Do powstania poszedł z przyjacielem, Zdzisławem Stroińskim, kolejnym straconym poetą. Początkowo nie zostali przyjęci do oddziału, bo nie mieli broni. Po ciężkich walkach każde ręce były na wagę złota, więc Karol Topornicki i Marek Chmura, czyli Gajcy i Stroiński załapali się do Dywizjonu Motorowego. 15 sierpnia znaleźli się na placówce przy ulicy Przejazd, w wysuniętej masywnej kamienicy. Nocą słychać było niepokojące odgłosy kucia i wiercenia, ale dowódca je zignorował. Nie powinien był - to Niemcy podkładali ładunki wybuchowe. Po południu, 16 sierpnia, budynek wyleciał w powietrze... 

Przechodniu, powiedz imię,
a poznamy miejsce marzenia,
które niesie bezpiecznie i lekko.(...)
Taka miłość. Jak kamień przygniata
ręce nasze przebite na przestrzał
ułożone miłośnie na kwiatach
i żelazie bogatym jak wieńcach.
Nie zapomnisz, bo miłość ta
da ci oczy niezwykłe i zmarszczkę,
i zobaczysz się, wolny, pod kaskiem
z bronią naszą w twych spokojnych snach.
T. Gajcy, Epitafium


Nad strugami karawan
chodziła jasna nowina -
powiła Smutna Panna
Żałobnego Syna.
Śpiewali Mu, śpiewali ochoczo,
pastusze melodie skakały jak deszcze,
grały królewskie korony
i palmowe grało powietrze.
Śpiewali Mu, śpiewali,
cherubiny zwłaszcza, w długich piórach,
krągłą ziemię chylili nad Małym
i rączkami ją we śnie otulał.
Ale niedługo potem
zaczęło w górze straszyć
i za stajenką poruszali grzechotką
z armat buczących i maszyn.
I zapalili daleko
kilka krajów czerwoną łuną,
że trzepotał powieką
i spoglądał na Północ.
T. Gajcy, Betleem

Śmierć poety

Jakiś dźwięk nad jego kołyską. Nie słyszała go matka, nie słyszała niania. On usłyszał - głuchy dźwięk kamienia uderzającego w żelazo. I zobaczył - kobietę trzymającą w ręku kosę. Uśmiechnął się do niej, wyciągnął małe rączki. Dotknęła delikatnie jego czoła. Jej oczy mówiły: Poczekaj maleńki, jeszcze nie czas. Niedługo, ale jeszcze nie teraz. Śpij spokojnie, ale pamiętaj.

Dźwięk ten nie ustąpił z jego pamięci, w przeciwieństwie do innych odgłosów i obrazów z wczesnego dzieciństwa. Towarzyszył mu stale, słyszał go każdego poranka budząc się i każdego wieczora zasypiając. Pewnego dnia dźwięk się zmienił. Jeszcze go nie rozpoznał. W tym momencie został poetą.

Wkrótce podobne brzmienia otoczyły go ze wszystkich stron - był to szczęk karabinu. On jednak odróżniał swój odgłos od innych. Zrozumiał. Pamiętał piękną kobietę pochylającą się nad kołyską. Napisał: Zanim dwadzieścia lat minie umrze mu życie w złocieniach rąk. Dowiedział się, czym jest Przeznaczenie.

I nadszedł rok przepowiedziany przez Wieszcza. I wybiła Wielka Godzina. Nie unikał tego, co musiało przyjść. Wyszedł z domu i więcej nie wrócił. Znaleziono go z malutką dziurką od kuli - w czole.

Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu


Dziękujemy Wam!

"Cały się stałem Ojczyzną... i cały stałem się prochem... i cały rozpaczą."
 J. Słowacki, Król Duch
Pierwszego sierpnia 1944 roku dzień zaczął się tak samo jak wiele wcześniejszych. Codzienność okupacyjna - praca, przemykanie pod ścianami, czasem tajne komplety, często walka o zdobycie czegoś do jedzenia, unikanie wzroku Niemców patrolujących ulice. Większość ludzi nie wiedziała, że za kilka godzin wydarzy się coś nadzwyczajnego. Każdy jednak czekał - na znak, na dzień, który coś zmieni, na czas działania...


Godziną "W" była siedemnasta. W kilku częściach Warszawy walki zaczęły się już trochę wcześniej.  Mieszkańcy stolicy chwycili za broń i wzięli los w swoje ręce. Dorośli, młodzież, dzieci - stali się Ojczyzną. Nie chcieli więcej czekać, nie chcieli biernie cierpieć, nie chcieli umierać w więzieniach i obozach. Pragnęli tylko chodzić ulicami z podniesioną głową, spacerować po ukochanym mieście wiedząc, że nie należy już ono do wroga. 

Raptularz impresjonistyczny [1]

      Na miłość boską, czy jestem w domu obłąkanych? - Vincent zatoczył się jak oślepiony w stronę jedynego krzesła, które tu stało. (...) Od 12 roku życia widywał jedynie obrazy ciemne i ponure; płótna, na których pociągnięcia pędzla były niewidoczne, wszystkie szczegóły starannie i gładko wypracowane(...). Obrazy, które śmiały się tu do niego wesoło ze ścian, były odmienne od wszystkiego, co kiedykolwiek widział (...). Obrazy te pławiły się w słońcu i pulsowały życiem. Obrazy baletnic za sceną - jaskrawa czerwień, zieleń i błękit rzucone lekkomyślnie tuż obok siebie. Odszukał nazwisko artysty - Degas. Potem był tu szereg pejzaży, sceny nad brzegiem rzeki, w których malarz pochwycił wspaniałą bujność traw pełnego lata i żar południowej godziny. Nazwisko artysty brzmiało: Monet. W setkach obrazów, które Vincent do tej pory widział, nie było tyle blasku, swobodnego oddechu ani woni, co w jednym jedynym z tych jaśniejących płócien. (...) Praca pędzla była bezwstydnie widoczna, każde pociągnięcie, każda kreska obnażona i niezatarta. Powierzchnia obrazu była gruba, głęboka, wibrująca. (...) dla tych malarzy powietrze było czymś uchwytnym - coś, co należało malować tak samo jak przedmioty.  I. Stone, Pasja życia


V. van Gogh, Gwiaździsta noc

Wiosenne rozmarzenie...

 W gruncie rzeczy należało przeżywać życie chwilę po chwili, tak jak się je winogrona: ziarnko po ziarnku... Jeżeli człowiek potrafi cieszyć się każdą chwilą, każdym kęsem czasu, ani się obejrzy, a już nauczy się używać rozkoszy życia.
Pierre La Mure, Moulin Rouge


E.R. Hughes, Księżniczka na wagarach

Pięknej i spokojnej Wielkiej Nocy

Chrystus zmartwychwstał jest
Nam na przykład dan jest,
Iż mamy z martwych powstać,
Z Panem Bogiem Królować,
Alleluja!

Zaczynając tym przepięknym XIV-wiecznym hymnem, który jest najstarszym znanym tekstem polskim dotyczącym Wielkiej Nocy chcę życzyć Wam... chwili odpoczynku od trosk, zapomnienia o zmartwieniach, spokoju i wyciszenia. Życzę Wam tego, czego pragniecie - spaceru w wiosennym słoneczku, odetchnięcia z książką od zabiegania, myślenia o tym, co piękne wokół Was, co daje Wam radość i sprawia, że się uśmiechacie. Nie ma bardziej optymistycznego święta, więc dziś patrzcie z nadzieją w przyszłość, bo wszystko będzie dobrze. 
Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą.
Dwa dni leżałem w grobie i dziś zmartwychwstałem.
Jan Lechoń, Wielkanoc



      Niech Chrystus Zmartwychwstały zleje na Was łaski i da poczucie wieczności.

Wyszedł ci sobie Pan Jezus
We Wielkanocną sobotę,
Kłaniało mu się po drodze
Schodzące słońce złote (...)

Idzie na rezurekcję,
Rozgląda się dookoła
A gdzie li wzrok jego padnie
Śmieje się trawa wesoła (...)
Jan Kasprowicz, W sobotę rezurekcyjną















Powietrze aniołów pełne


"Lecz nagle list przerywam. Ktoś puka. Otwieram. To tylko anioł przyszedł. Przesyłam go w liście." ks. Jan Twardowski


A. W. Bouguereau "Pieśń aniołów"



Świat wewnętrzny


Wierzby w strugach wodę piją,
Mgły lekuchną przędzę wiją,
Gaje mówią w głos pacierze,
Ślubną suknie brzoza bierze,
Macierzanki pachną błogo...Maria Konopnicka


John Howe, Old Man Willow






Po co poddawać się smutkowi, po co rozpamiętywać porażki, po cóż myśleć o tym, co nie jest takie, jakie być powinno? Wystarczy wejść w głąb swojej wyobraźni i zanurzyć się w świecie, w którym po lasach biegają cichutko Elfowie, a drzewa, choć z pozoru nieruchome, mogą podstawić przechodniowi korzeń, jeśli im się nie spodoba. Wystarczy wyjść na spacer do parku i patrzeć na świat tak, jakby to była prawda. Wtedy wszystko wygląda inaczej, na niebie pojawia się słońce, a smutki pierzchają w ciemne zaułki, z których nie ma potrzeby ich wyciągać.
    
Trzeba pamiętać, że Elfowie i czujące drzewa istnieją, wystarczy tylko zaprosić ich do swojego świata -  to upiększa życie. Świat wewnętrzny rządzi się innymi prawami.