Historie ludzkie śpią na cmentarzach

Kocham cmentarze. Tak już mam. Nie kojarzą mi się źle, nie rozglądam się nerwowo chodząc między grobami, nie bałabym się wędrować ich ścieżkami nocą. Są dla mnie wyciszeniem i zachwytem. Swoistą galerią sztuki. Dodać trzeba, że muszą to być oczywiście stare cmentarze, bo na nowych brak odpowiednich warunków do kontemplacji - nie ma tam sztuki, ciężko znaleźć ciszę, gdy wokół brak drzew.

Najbardziej lubię takie nekropolie jak Powązki, bo można się w nich zatracić niczym w muzeum, ale mój łańcucki cmentarzyk też nadaje się do tego, żeby po nim błądzić w zachwycie i wynajdywać coraz to nowe perełki warte uwiecznienia i zapamiętania. Nie wszystko napawa optymizmem - sypiące się zabytkowe groby, opuszczone kaplice, zaniedbane mogiły bohaterów zasłużonych dla ojczyzny... Niemniej jednak cmentarze mają to do siebie, że nawet gdy natura postanowi objąć je w posiadanie, to ma to swój urok.

Ostatniej niedzieli wybrałam się ponownie, by pospacerować po ostatnim miejscu spoczynku tych, którzy w moim mieście zamknęli oczy na zawsze. Niektórzy mieszkali tu całe życie, inni przybyli z daleka, by tutaj żyć, pracować i odejść, jeszcze inni trafili na naszą małą nekropolię zupełnie przypadkiem. Zieleń znów opanowała cmentarz na kilka miesięcy. Zawsze mam wrażenie, że w tym miejscu cień jest jakiś inny, głębszy. Naprawdę lepiej mi się tam myśli.

Pod pięknymi pomnikami, pod starymi tablicami, ukryte pod literami, które wcale nie wydają się beznamiętne i martwe, śpią historie ludzi kochanych i kochających, walczących za ojczyznę i za nią ginących, samotnych, szczęśliwych, tęskniących, marzących, pragnących żyć i życiem zmęczonych...








Kim mogła być hrabina Therese Montjoye? Napis na skromnej tablicy zanika...




O Leonardzie Chodzińskim wiadomości znalazłam niewiele. Urodził się w 1843 roku, w artystycznej rodzinie związanej z rodami Potockich i Lubomirskich. Jego krewni pozostawili po sobie wiele śladów - byli rzeźbiarzami, architektami, projektantami, ale o dziełach Leonarda historia milczy...



fot. Bąbel ;)
To nie pękające kamienie nagrobne czy rośliny otaczające pomniki smucą mnie najbardziej, ale bezmyślność ludzka, która skazała ten piękny krzyż na samotność w opuszczonej i zamkniętej na cztery spusty starej kaplicy. Zdjęcie zrobione przez okienko - do środka dostać się nie można.



O spacerze po cmentarzu wojskowym
Że też wtedy beze mnie
przewracali się w hełmie
lecąc twarzą bledziutką na bruk

Jurku z Wojtkiem i Jankiem
klękam z lampką i wiankiem
z czarnym kloszem sutanny u nóg

Przeminęło, odeszło w milczeniu
jak pod kocem na wycieczce ziemia---

świecę lampkę rękoma obiema
gdzie pod hełmem dawnych oczu nie ma

ks. Jan Twardowski

26 komentarzy:

  1. Piękne. Też lubię cmentarze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie one wyciszają w bardzo pozytywny sposób. Chodzę sobie czasami usiąść i pogadać z babcią, która na pewno dobrze mnie stamtąd słyszy :)

      Usuń
  2. Ale się zrobiło rzewnie, nostalgicznie, refleksyjnie... I to tak z rana... Czasem tak trzeba - byśmy nie zgłupieli w tym zwariowanym świecie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komu z rana, temu z rana :) Mnie się zrobiło nostalgicznie głuchą nocą :) W takie upały, jakie panują od kilku dni, cień starego cmentarza jest mi niezbędny...

      Usuń
  3. Mnie cmentarze na tyle przygnębiają, że nie potrafię się tam wyciszyć czy nawet cieszyć pięknem starych nagrobków czy inskrypcji, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje miejsca, w których czuje się dobrze, nie wszyscy mają takie same. Dla mnie cmentarz jest przestrzenią magiczną, tajemniczą, przepełnioną pozytywną energią. A wiesz, gdzie nie lubię przesiadywać? W bibliotekach :) :) Paradoksalne, ale ja się tam skupić nie potrafię :)

      Usuń
  4. Na Powązkach nie byłam całe wieki, podczas ubiegłorocznej wizyty w Warszawie już brakło na to czasu. Na cmentarz-muzeum lubię wybrać się do Krakowa, na Rakowicki. Cicho, pięknie, a wkoło tyle historii ludzkich. W czasie wakacji zamierzam tam właśnie się udać w poszukiwaniu pewnego grobowca.
    Lubię atmosferę starych cmentarzy, tę ciszę i piękno grobowców, ale może dlatego, że osobiście mnie to nie dotyczy, bo nie przychodzę tam "do kogoś", ale "po coś".
    Na moim cmentarzu, refleksje i odczucia mam już inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś jeszcze nie udało mi się dotrzeć na Cmentarz Rakowicki, ale wszystko przede mną - muszę kiedyś zaplanować całodniowy spacer.
      Myślę, że każdy ma inne odczucia w stosunku do cmentarzy.
      Tak mi żal, że stare nekropolie coraz częściej są zamieniane w nowe, pełne takich samych, nowoczesnych nagrobków, coraz częściej wycina się drzewa. Piękno ginie przekopane i zamurowane...

      Usuń
  5. Uwielbiam stare nekropolie. Wielokrotnie o tym i o nich pisałam. Powązki należą do obowiązkowego punktu programu, ilekroć odwiedzam Warszawę, tak jak Rakowicki w Krakowie. Tam się wyciszam, odrywam od problemów świata, oglądam nagrobki, odczytuję napisy, snuję domysły. Kiedy pierwszy raz byłam na Powązkach trafiłam na grób młodej kobiety, która przeżywszy powstanie, wojnę, zginęła w wypadku samochodowym krótko po wojnie. Wysnułam sobie całą historię tej kobiety. Niestety ilekroć później odwiedzałam Powązki nie mogłam odnaleźć tego nagrobka.
    A co do nocnych spacerów- mam taki epizod w życiu, kiedy jako młoda dziewczyna założyłam się z chłopakiem, że przejdę w nocy przez cmentarz i ... przeszłam. Fakt, że to był malutki cmentarzyk, ale zakład wygrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię domyślać się historii ludzi, o których czytam na tablicach - lubię myśleć, że cmentarz to takie magiczne miejsce, które sprawia, że moje wyobrażenia są bliskie prawdy :) Szczególnie stare napisy, takie z początku zeszłego wieku, sprzyjają wyobrażeniom, bo jest na nich nieraz sporo informacji.
      Przejście nocą przez cmentarz musiało być interesującym doświadczeniem. Jakbym miała okazję, to bym się nie wahała, tyle że teraz już za stara jestem na takie "wyzwania", a do tego nasz cmentarz trochę za duży i zamykany na noc.

      Usuń
  6. Jak warto utrwalić dla pamięci potomnych wspaniałe rzeźby nagrobne,niestety,kruszejące.I ja na cmentarzach zawsze znajdę jakiś fascynujący mnie grób,świadek historii;niekiedy ze śladami kul...Angelwhite

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ilekroć jestem na cmentarzu, choćby było to setny raz, zawsze znajduję coś nowego, coś interesującego. I staram się zawsze dużo fotografować - niech piękno przetrwa przynajmniej na zdjęciach...

      Usuń
  7. Te stare, trochę zarośnięte faktycznie mają swój niepowtarzalny urok. No i właśnie... Historia. Pięknie o tym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak mnie zachwycała roślinność na Pere-Lachaise - jakież to nostalgiczne, symboliczne. Tam dopiero historia przenika każdy zakątek - marzę, by kiedyś tam wrócić...

      Usuń
  8. Cisza,spokój,piękno zaklęte w kamieniu i tylko wiatr szeleści w koronach drzew i snuje swą cichą opowieść o tych,którzy tutaj śpią...
    Pięknie,Aniu-nie musimy szukać znanych nekropolii,w naszym najbliższym otoczeniu,też warto poszukać minionego piękna i wielkiej historii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak cudownie jest chodzić po małym cmentarzu i szukać śladów historii - tej wielkiej i tej mniejszej...

      Usuń
  9. Wszędzie potrafisz znaleźć piękno!
    Synek idzie w Twoje ślady,potrafi patrzeć:) Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jak Bąbel się bierze za fotografowanie, to zawsze wychodzi mu coś nietypowego, nieszablonowego, oryginalnego - choć na pierwszy rzut robił zdjęcie zupełnie zwyczajnej rzeczy :)

      Usuń
  10. Poszperałam u Trześniowskiego o rodzinie malarskiej,w ogóle artystycznej w całym tego słowa znaczeniu,pochodzącej z Leżajska,ale o...Leonardzie nie ma tam żadnej wzmianki:-(
    Inni członkowie rodziny faktycznie działali w Łańcucie,mieli kontakty z Potockimi.I tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo miło byłoby pokazać dziecku jakieś dzieło artysty, na którego grób można w każdej chwili zaglądnąć...

      Usuń
  11. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam tekst o odwiedzinach łańcuckiego cmentarza. Pani Aniu, sądziłam, że coś ze mną jest nie tak… bo także i ja lubię wędrówki po starych cmentarzach, cmentarzyskach. Widzę jednak, że Pani również lubi i chłonie atmosferę „ogrodów snu i pamięci” jak pisał prof. Nicieja, pisząc o cmentarzach. Nie byłam na cmentarzu w Łańcucie, ale widzę po zdjęciach, że jest piękny przez lata istnienia, że czuwają nad nim, z pozoru, ciche i nieme anioły. Cmentarze traktuję jak nietypowe muzea, gdzie „głos” mają pomniki, rzeźby, epitafia, szumiące drzewa. Nawet kraczące wrony odgrywają w takim miejscu, nietypową rolę. Są jak czarni strażnicy, patrolujący miejsca wiecznego spoczynku ludzi. Pierwszym cmentarzem, który zapamiętałam jako coś nietypowego, był muzułmański mizar w Kruszynianach i katolicki cmentarz na Pękowym Brzyzku w Zakopanem. Później były Powązki, Pere-Lachaise w Paryżu, Rossa w Wilnie i jeden z najpiękniejszych cmentarzy na świecie, jakim jest cmentarz na Łyczakowie we Lwowie. I ten ostatni przeze mnie wymieniony ma to coś!- piękno, urok, smutek, czar, melancholię, zadumę. Wbrew wszystkiemu, dla mnie cmentarz jest pogodnym miejscem, miejscem, gdzie niematerialny czas potrafi przemówić, gdzie ulotna pamięć ma swoją przystań. Cmentarz to także doskonałe miejsce na wagary, czytanie książek… i na randki. Może brzmi to okropnie, ale takie miejsca prowokują do przemyśleń, chwili zadumy, postanowień i obietnic. Całe szczęście, że nie jestem odosobniona w tym co piszę. Na wspomnianym przeze mnie cmentarzu Łyczakowskim, znajdowało się romantyczne (!) miejsce spotkań kochanków. Artur Grottger spotykał się tam swą muzą – narzeczoną Wandą Monné. Po śmierci Grottgera, panna Wanda na swój koszt sprowadziła, prochy ukochanego Artura i wystawiła w miejscu, w którym za życia spotykali się, przepiękny pomnik. I czyż cmentarze nie mają romantycznych historii, gdzie miłość trwa aż po grób, dosłownie i w przenośni? A ileż ciekawych historii ludzkiego życie mają w swej opiece kamienne sarkofagi, grobowce … Szkoda, że wraz z odejściem ludzi, odeszły w zaświaty ludzkie losy, których, tutaj na ziemskim padole, nigdy już nie poznamy. Możemy jedynie dywagować, tworzyć fikcje, domyślać się jak to było. Dlatego dla mnie cmentarze są wielką księgą tajemnej historii, namacalnym a jednak tak niedotykalnym miejscem spotkania przeszłości z przyszłością.
    Dorota Kubiak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Dorotko, cieszę się, że trafiłam z tekstem i ze zdjęciami w Pani zainteresowania - po raz kolejny :) Łańcucki cmentarz jest piękny, ale z biegiem lat jego urok zanika, ginie przekopany i wymieniony na standardowe, nowoczesne nagrobki. Stare mogiły, o które nikt już nie dba, są usuwane, nawet wówczas, gdy ozdabiają je piękne pomniki, a w ich miejsce stawiane są nowe, "bezpłciowe" prostokąty. Taka kolej rzeczy, z jednej strony to rozumiem, a z drugiej serce mnie boli... I na naszym stareńkim cmentarzyku coraz więcej nowoczesnych brył, coraz mniej drzew. Nie wiem, czy na Rossie, na Rakowickim i na innych nekropoliach jest tak samo, ale na Pere Lachaise nikt stuletnich nagrobków nie tyka. Nawet zawalone kolumny czy pomniki leżą nieruszone, otoczone roślinnością, obejmowane ramionami z bluszczu czy mchu i to potęguje cudowny nastrój wyciszenia, spokoju, medytacji.
      Ma Pani rację mówiąc, iż cmentarz jest pogodnym miejscem - ja mam takie samo wrażenie. Śpią na nim ludzie, którzy już są szczęśliwi, którzy odpoczywają, a klimat tam panujący pozwala nam na uspokojenie się, na przemyślenie pewnych rzeczy od nowa i na spojrzenie na świat z większą miłością. Jest jeszcze coś - dzięki cmentarzom i refleksjom nad mogiłami pamięć o wielu ludziach, którzy już nie mają nikogo, kto by ich wspominał, trwa nadal, bo przystając nad ich grobami i rozmyślając hipotetycznie nad ich życiem sprawiamy, że ich istnienie nie przemija bez echa.

      Usuń

  12. Nigdy nie mówcie, drodzy moi,
    Że szkoda moich młodzieńczych lat -
    Bo pamiętajcie, że tylko z takich ofiar
    Powstanie nowy, lepszy świat.
    - Łańcut, 1944

    Inskrypcja z mogiły trzech młodych żołnierzy Armii Krajowej.

    To, że spocząłem w tak młodym lat rozkwicie,
    Świadczy, że istnieją rzeczy cenniejsze nad życie.
    - Łańcut, 1944

    Inskrypcja z grobu młodego chłopca, żołnierza Armii Krajowej, poległego w boju 18 lipca 1944 r.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też uwielbiam cmentarze, ten spokój, cieszę i piękno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta cisza jest najpiękniejsza. Cisza to odpoczynek najwspanialszy.

      Usuń
  14. Zgadzam się ze stwierdzeniem. Cmentarz to ostatni ślad bytowania człowieka w tym świecie. Każdy umarł w różnym wieku, w różnych okolicznościach. Przeżył wiele dobrego i złego, ale nadal tutaj istnieje.

    OdpowiedzUsuń