"Jest rok 964. Nieopodal Gniezna do dworu należącego do rodu Luboniów nieoczekiwanie powraca z niewoli niemieckiej Włast, syn zamożnego władyki. Nikt nie wie, że ukrywa pewną tajemnicę. Jest bowiem chrześcijańskim duchownym, który przybrał imię Matia. Dowiaduje się o tym władca Państwa Polan, książę Mieszko, na którego dworze panują obyczaje pogańskie. Docierają tam jednak wieści o potędze kneziów i panów, którzy się ochrzcili. Ci zaś uchodzą za zdrajców i niemieckich przyjaciół, a lud, nie dowierzając im, stroni od nich i czyha tylko, by się ich pozbyć. Książę Polan także nie okazuje ochoty do nawrócenia. Tymczasem na ziemie polskie przybywa księżniczka czeska Dobrawa. Mieszko ją poślubia i przyjmuje chrzest. Wypowiada potajemnie wojnę starej wierze i rozpoczyna długotrwały proces chrystianizacji swojego państwa. Pomaga mu w tym ojciec Matia..."
Dawno, dawno temu, nie za siedmioma górami i nie za siedmioma rzekami, ale tutaj, gdzie większość z nas mieszka (metaforycznie w przypadku wszystkich, którzy do Poznania mają dość daleko), miał swoją siedzibę potężny władca. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, więc potężny to on może był dla swoich poddanych i dla mniejszych sąsiadów, jednak dla jednoczącej się chrześcijańskiej Europy był Mieszko I jedynie pogańskim książątkiem, które nie miało dość siły, by przeciwstawić się wchłonięciu go przez niezwyciężone Cesarstwo Rzymskie. I choć robił chłopak co tylko się dało - pracował nad łączeniem w jedno państwo rozsypanych plemion słowiańskich - to ciągle musiał obawiać się łakomych spojrzeń rzucanych nań zza zachodniej i południowej granicy.
Cóż my możemy wiedzieć o czasach, w których Mieszko I galopował po puszczy, by upolować niedźwiedzia na kolację? Trochę suchych faktów, z których w głowie pozostają niewiele mówiące hasła: władca Polan, żona Dobrawa, chrzest Polski w 966 roku. Przed oczyma staje nam brodacz, pewnie dzierżący krzyż na portrecie Jana Matejki - ot, władca, który postanowił zmienić wiarę, nakazał to samo wszystkich swoim poddanym i cyk!, załatwione. Problem pod postacią cywilizowanych państw europejskich, które patrzyły na lechickie plemiona zachłannym wzrokiem, rozwiązał się szybko i bezboleśnie. Pogaństwo, a wraz z nim Światowidy, Peruny i Jasze, w momencie odeszło w niepamięć. A przecież było dokładnie na odwrót...
Cóż my możemy wiedzieć o czasach, w których Mieszko I galopował po puszczy, by upolować niedźwiedzia na kolację? Trochę suchych faktów, z których w głowie pozostają niewiele mówiące hasła: władca Polan, żona Dobrawa, chrzest Polski w 966 roku. Przed oczyma staje nam brodacz, pewnie dzierżący krzyż na portrecie Jana Matejki - ot, władca, który postanowił zmienić wiarę, nakazał to samo wszystkich swoim poddanym i cyk!, załatwione. Problem pod postacią cywilizowanych państw europejskich, które patrzyły na lechickie plemiona zachłannym wzrokiem, rozwiązał się szybko i bezboleśnie. Pogaństwo, a wraz z nim Światowidy, Peruny i Jasze, w momencie odeszło w niepamięć. A przecież było dokładnie na odwrót...


