Sherlock Holmes i jego telefon komórkowy ;)

Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze i że lato Wam służy. Jak to zwykle bywa w czasie wakacyjnym, ruch internetowy trochę zwalnia, wszystkim nam brakuje czasu, żeby siedzieć w domu i pisać, czytać lub komentować - pogoda sprzyja zanurzaniu się w ciepełku, wystawianiu nosa na działanie promieni słonecznych i najróżniejszych wędrówkach, bliższych (do parku), trochę dalszych (krótki wypad gdziekolwiek, byle poza granice miejsca zamieszkania) i całkiem dalekich (kto był w Hiszpanii? przyznać się!!). 

U mnie też trochę leniwiej, zamiast tworzyć jeden porządny tekst mam kilka pozaczynanych i przez większość wolnego czasu zbieram materiały, które mogą mi się przydać w ich pisaniu, ale jakoś nie mam natchnienia, żeby porządnie skończyć choć jeden. Mam tylko nadzieję, że dzięki temu powstają naprawdę wartościowe, wyczerpujące i ciekawe artykuły. Przyznać też muszę, że ostatnio oglądam sporo filmów - trafiłam już na kilka naprawdę świetnych. Jak ktoś lubi sensację, to polecam magnetyczny "Trans", wielbicielom thrillerów na pewno spodoba się z lekka bajkowa, przerażająca "Mama", a ci z Was, którzy lubią na filmach pochlipać, którzy czekają na bohaterów, których można podziwiać i sceny, które wzruszają muszą koniecznie oglądnąć "War horse" (nie wiedzieć czemu po polsku tytuł brzmi "Czas wojny"). No i jeszcze oglądałam coś, dzięki czemu piszę dzisiaj ten post:)


Nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy, że serial, który zrobi na mnie największe wrażenie, który wbije mnie w fotel bujany, zaczaruje i sprawi, że będę o nim myślała przez kilka prawie całych dni i kilka prawie całych ćwierci nocy nie będzie opowiadał historii z dawnych lat, nie będzie serialem kostiumowym, historycznym. Stwierdzenie tego faktu tak mnie ostatnio zaskoczyło, że musiało ostatecznie zaowocować tekstem na blogu. 

Rzadko biorę się za pisanie o tym, co oglądam, zwykle większe wrażenie robi na mnie to, co czytam. To książki pobudzają moje szare komórki, to one mnie uczą, wzruszają, rozśmieszają na tyle, że czuję potrzebę dzielenia się z Wami procesami myślowymi, które powstają w wyniku lektury. Nie znaczy to, że nie kocham oglądać filmów - nie raz i nie dwa trafiłam na taki obraz, który mnie ujął, który pokazał mi drogę do zgłębiania wiedzy, kilka razy trafił mi się film poruszający mnie do głębi albo zachwycający mnie bez reszty. Niemniej jednak niezwykle rzadko odczuwam potrzebę napisania tekstu o tym, podzielenia się wrażeniami, odczuciami, myślami - wolę już raczej tworzyć opowieści o historiach, o których przeczytałam w wyniku seansu filmowego.

Dzisiaj siadłam do pisania, bo poczułam się oszołomiona. W chwili, w której piszę te słowa nie jestem jeszcze do końca pewna, co będzie w dalszej części mojego artykułu, bo szczerze powiem, że nie czuję się na siłach, aby zrecenzować serial. Główną moją myślą jest to, żeby każdemu, kto lubi filmy kryminalne oraz znakomite, błyskotliwe scenariusze, każdemu, kto kocha genialnych detektywów i najczarniejsze z najczarniejszych czarnych charakterów, każdemu, kto lubi oglądać dobre filmy polecić serial BBC, który zwie się po prostu "Sherlock".


Jakiś czas temu słyszałam o tym, że powstała produkcja odcinkowa, która przenosi Sherlocka Holmesa do współczesności, daje mu do ręki komórkę i czyni z niego celebrytę medialnego. Moją reakcją było pogardliwe prychnięcie i skrzywienie ust, bo nie przepadam za takimi eksperymentami. Klasyczne opowieści mają w sobie klimat, który zanika w chwili, gdy ociera się o dzisiejszy świat gadżetów, krótkich spódnic i elektronicznej muzyki. Wreszcie jednak skusiło mnie to, iż jest to serial brytyjski, a za takowymi wręcz przepadam, a przy tym zrobiony przez BBC, a to jest zazwyczaj obietnicą czegoś naprawdę dobrego. 

No i po mnie! Odcinków to to ma niewiele, bo do tej pory zaledwie sześć (kręcą się kolejne, póki co pewne jest, że powstanie ich jeszcze następne sześć), ale na szczęście każdy z nich jest praktycznie filmem trwającym półtorej godziny - dzięki temu każda zagadka opowiedziana jest dogłębnie, wyczerpująco i niezwykle satysfakcjonująco. Nieraz zdarzało się, że dobry film kryminalny zrażał mnie do siebie tym, iż scenariusz napisano tak, by za dużo treści zmieścić w za krótkim czasie - tutaj to nie grozi. Wszystko jest przejrzyste, klarowne, jasne, a przy tym każda minuta fascynuje, wciąga i angażuje szare komórki bez reszty. I teraz wypada mi już tylko odszczekać całe moje wcześniejsze uprzedzenie do wszelakich kontynuacji i przeróbek. 


Zupełnie wyparował zarzut, który stawiałam serialowi na początku - przeniesienie słynnego detektywa z przełomu zeszłych wieków do naszych czasów okazało się strzałem w dziesiątkę, gdyż scenarzysta ma niezwykły talent do zachowania wszystkiego, co w opowieści istotne. Udało mu się przenieść do współczesnego Londynu cały klimat, jakim tchną opowieści sir Artura Conan Doyle'a, a może nawet uczynić go jeszcze lepszym. Zdobycze cywilizacyjne nie biją po oczach, nie razi wcale komórka w rękach Sherlocka czy laptop, przy którym nieustannie siedzi Watson, ponieważ są one zrównoważone skrzypcami, na których bohater wygrywa Bacha, wystrojem mieszkania przywodzącym na myśl to, jak zawsze wyobrażaliśmy sobie miejsce zamieszkania słynnego detektywa, genialną muzyką, która łączy w sobie wszystko to, co najlepsze we współczesnych filmowych soundtrackach z dźwiękami z lekka trącającymi początkiem dwudziestego wieku, odpowiednim doborem miejsc, w jakich kręcono serial, a przede wszystkim rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi. 


To nie smartfon wybija się na pierwszy plan, to nieśmiertelna i uniwersalna zdolność dedukcji, która łączy epoki i wydaje się być ponadczasowa. Londyn żyje własnym życiem, czaruje nas niepowtarzalną, niezmienną od lat brytyjskością, na każdym kroku pomaga aktorom w stworzeniu jedynej w swoim rodzaju kompozycji - połączenia tego, co najlepsze w naszych czasach z tym, co nas czaruje w czasach minionych.


Dobór obsady jest kolejnym sukcesem twórców "Sherlocka". Benedict Cumberbatch, którego nazwiska ciągle jeszcze nie mogę wymówić i zapamiętać, choć od jakiegoś już czasu stale natykam się na niego w oglądanych filmach, ma niezwykle arystokratyczną i elegancką manierę, jest wymarzonym Sherlockiem ze względu na to, jak niemożliwie wręcz potrafi połączyć w jedno bycie czarująco  sympatycznym z tak irytującym sposobem bycia, że aż ma się czasem ochotę przywalić mu w nos. Sposób grania Cumberbatcha nie pozwalał mi oderwać oczu od jego ust, gdy wystrzeliwał z siebie z szybkością serii z karabinu cały proces myślowy, jaki w ciągu kilku sekund zachodził w mózgu jego bohatera - magnetyzował mnie głębokim głosem, chłodem błękitnego spojrzenia, buzującą inteligencją i świetną prezencją (niektórzy określą ją zapewne "pająkowatą", ale dla mnie taki właśnie powinien być Sherlock Holmes - perfekcyjnie wysoki i szczupły). 


Aktor, który jednym pogardliwym zmarszczeniem nosa potrafił posłać do lamusa dziesiątki obrosłych legendą interpretacji i stworzyć niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju, genialną wręcz kreację z pewnością zasługuje na miejsce w historii. Jego Holmes przez większość czasu zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak przekonany o własnej wyższości nad resztą świata. Odpychający bywa, irytujący jest przez cały czas, to socjopata, który nie potrafi normalnie funkcjonować w społeczeństwie - a przy tym wszystkim nie da się go nie lubić. Jak Cumberbatch to zrobił - mnie nie pytajcie!


Magnetyczną osobowość tytułowego bohatera równoważy postać doktora Watsona, którego gra uroczy, sympatyczny, misiowaty Martin Freeman. To ten typ, którego ma się ochotę przytulić i pogłaskać po główce. Serce na dłoni, lojalność, dobroć w oczach - tym wszystkim jest przyjaciel Sherlocka, choć przy tym wcale nie jest nierealnym ideałem - ma swoje wady i mroczną przeszłość. I wcale nie jest nieistotnym tłem dla detektywa - to pełnokrwisty bohater, partner, postać, którą możemy lubić na równi z Sherlockiem, a może nawet trochę bardziej. 


Tych dwóch aktorów ulepiło więc wspólnie parę idealną, wyważoną, pod żadnym względem nie przesadzoną. Przy okazji każdy z nich ma w sobie wielkie pokłady dobrego humoru, który za każdym razem objawia się inaczej. W trakcie oglądania serialu tyle samo czasu spędziłam na ocieraniu łez wzruszenia (większość tych łez popłynęło w ostatniej części drugiego sezonu) i wbijaniu paznokci w poręcz fotela, ile na chichraniu się w głos z uciechy. Wszystkiego po trochu, dokładnie tyle, ile potrzeba.

Historie, które przedstawiono w serialu z jednej strony nawiązują raczej luźno do oryginału, z drugiej jednak nie sposób od razu nie odgadnąć, o jaki motyw, wątek, o jaką zagadkę chodzi.  Wszystko połączone sensownie, powiedziałabym nawet, że perfekcyjnie. Postaci drugoplanowe też odgrywają swoją rolę - najlepszy jest wręcz diabolicznie szalony Moriarty, który w pierwszej chwili śmieszy, by za moment przerazić - zasługa kameleona o nazwisku Andrew Scott. 


Znakomite kino akcji - oryginalny, a przy okazji nieprzesadzony montaż, nowatorski, potraktowany całościowo scenariusz, błyskotliwe dialogi, rewelacyjna ścieżka dźwiękowa, przepiękne, nastrojowe zdjęcia, nieprzeciętnie utalentowani aktorzy. Wszystko w tym filmie jest dla mnie idealne. Wisienką na torcie jest brytyjski humor oraz sposób prezentowania procesu myślowego Holmesa - ale tego już Wam nie zdradzę, kto nie oglądał musi przekonać się sam. 


Tak wielkiej przyjemności podczas oglądania nie doświadczyłam od wieków. Lubię kryminały, ale ostatnio wszystkie tego typu seriale i filmy zlewają mi się w jedno. "Sherlock" z pewnością w nic z niczym mi się nigdy nie zleje - dawno tak nie nagimnastykowałam umysłu ile podczas prób nadążenia za tokiem myślenia Holmesa, dawno się tak nie uśmiałam z inteligentnych, nienachalnych dowcipów i nigdy tyle nie beczałam nad czymś, o czym od dawna wiedziałam, co już kiedyś przeżyłam i co wiem, jak się skończy. Zabawa konwencją, nawiązania do literackiego oryginału, czerpanie garściami zarówno z klasyki jak i z najnowszych zdobyczy kina - nie ma tu niczego przypadkowego, wszystko ma sens, wszystko połączone jest w całość z wielką błyskotliwością.


Typowe - nie wiedziałam o czym pisać, a potem nie mogłam przestać klikać:) Tekst wyszedł znowu tasiemcowy, choć w założeniu miał być tylko krótkim poleceniem czegoś fajnego do obejrzenia. No, ale mi ulżyło, przelałam na Was sporą część myśli, jakie buzowały we mnie od chwili, gdy w połowie pierwszego odcinka zorientowałam się, że mam do czynienia z czymś zupełnie nieprzeciętnym. Mam nadzieję, że Ci z Was, którzy jeszcze "Sherlocka" nie oglądali, a postanowią to zrobić będą się bawić równie wyśmienicie jak ja. Teraz pozostaje tylko liczyć dni do pierwszego odcinka kolejnego sezonu!


Już bardziej irytującym chyba być nie można:




37 komentarzy:

  1. No to muszę zobaczyć :) Moja koleżanka Sherlocka uwielbia i już od dawna mnie zachęca, a skoro całość ma tylko sześć odcinków... ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sześć półtoragodzinnych odcinków! :) Oglądaj, oglądaj, a potem się podziel wrażeniami. Ja pierwszego wieczora spać przez niego nie mogłam, bo próbowałam nadążyć za jego tokiem myślenia i chciałam umieć tak samo:) - a to nie jest normalne:)

      Usuń
  2. Świetny artykuł! Przyznam, iż od dłuższego czasu noszę się z zamiarem obejrzenia tegoż serialu. Uwielbiam brytyjskie produkcje. Mimo to zawsze, kiedy chciałam zacząć pojawiały się wątpliwości, gdyż nie przepadam za takimi właśnie eksperymentami o których wspominasz. Jednak powiem szczerze, iż zachęciłaś mnie bardzo, baaardzo! I chyba wezmę się za Sherlocka w najbliższym czasie. Cóż, trudno, Downton Abbey i The White Queen będą musiały poczekać ;) A właśnie, oglądasz może któryś z nich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO właśnie, ja też się wahałam przez to przeniesienie w czasie, ale jak napisałam powyżej - wyszło to postaci Holmesa na dobre. Szczerze powiem, że ten serial jest dla mnie o wiele lepszy od oryginalnych kryminałów Conan Doyle'a - może głoszę herezje, ale mnie jakoś nigdy opowiadania o Sherlocku na kolana nie powalały, choć oczywiście same postaci głównych bohaterów bardzo lubiłam.

      Usuń
    2. Czekam na Wasze opinie o "Sherlocku" z niecierpliwością - pogadamy sobie, hihi:) Ja sięgnęłam po ten serial dopiero teraz, bo z reguły oglądam produkcje odcinkowe dopiero wtedy, gdy jestem pewna, iż na pewno powstała już ostatnia część i na kolejne nie będę musiała już czekać. Po "Sherlocka" sięgnęłam trochę z przekory i teraz będę cierpieć nie mogąc się doczekać następnych odcinków:(

      "Downton Abbey" oglądałam na razie pierwszy sezon (skuszona tym, że jest to serial dla mnie wręcz idealny) i byłam zachwycona, ale teraz czekam, aż pojawi się ostateczne zakończenie, bo denerwuje mnie, że przed sięgnięciem po każdy nowy sezon muszę sobie odświeżać poprzednie - kiepska pamięć, cóż... Nakręcą ostatni z ostatnich odcinek, to wrócę do pierwszego i obejrzę całość - tak w sumie lubię najbardziej.

      Dlatego cieszę się, że "Biała królowa" ma mieć stosunkowo niewiele części. W tym przypadku zdecydowanie czekam, aż nakręcą całość - na razie zgłębiam tło historyczne i jak znam siebie będę w trakcie oglądania wykrzykiwać oburzona teksty w stylu: "Przecież tak wcale nie było!", "Kłamstwo, fałszowanie historii!", "Jak oni mogli tak to wszystko pozmieniać i zbanalizować!", ale i tak będę zachwycona, bo kocham brytyjskie seriale, szczególnie kostiumowe!

      Usuń
    3. Downton Abbey planuję już od dawna, natomiast Białą królową staram się oglądać na bieżąco :) Kocham wręcz brytyjskie seriale kostiumowe i historyczne! The White Queen bardzo mi się podoba, aktorzy są moim zdaniem rewelacyjnie dopasowani do ról. Chociaż przyznam się, że podczas oglądania zdarza mi się wyłapywać różnorakie nieścisłości, nie ma ich jednak AŻ tak wiele :>
      No i właśnie zachęcona przez Twój wpis sięgnęłam po Sherlocka - i jestem zachwycona! Zgadzam się z każdym napisanym przez Ciebie słowem. Benedict Cumberbatch jest niesamowity! Nie wiem doprawdy jak on to zrobił, ale jego Holmes jest irytujący i zadufany w sobie, a mimo to nie mogę oderwać od niego oczu i niesamowicie go lubię! Także Martina Freemana nie da się nie darzyć sympatią. Do tego scenariusz i muzyka są na jak najwyższym poziomie. No i co istotne, a co mnie zdziwiło, to to, iż serial mimo, że osadzony w dzisiejszych czasach - ma klimat klasycznych opowiadań Doyle'a! Fantastyczna robota. Dziekuję bardzo, że wspomniałaś o Sherlocku na swoim blogu! :D

      Usuń
    4. Cała przyjemność po mojej stronie:) Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Ja uwielbiam w Sherlocku te jego skrajności - wredny aż do bólu dla większości ludzi, uważający siebie za pępek świata, a jednocześnie darzący tak czułą przyjaźnią panią Hudson i mszczący się bez litości za jej krzywdę. Charakter głównego bohatera został skonstruowany mistrzowsko!
      Miłego oglądania:)

      Usuń
  3. Przyznam,że tytuł postu mnie trochę zaszokował;słynny,ponadczasowy Holmes i komórka???
    Jednak,gdy przeczytałam Twoje przemyślenia i odczucia jednym tchem,nabrałam ogromnej ochoty na obejrzenie serialu:),potrafisz zachęcić,potrafisz w nietuzinkowy sposób,Aniu!
    Chłopaki-aktorzy,przesympatyczni na zdjęciach,w grze tez świetni,jak piszesz!
    Pora odłożyć książki na kilka wieczorów i zanurzyć się w barwny,wciągający świat Sherlocka:)-jak dobrze,że tutaj do Ciebie zaglądam...zawsze coś wspaniałego znajdę-buziaki w ostatni dzień lipca z życzeniem słonecznego sierpnia-Zoja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj jest tak, że w trakcie oglądania filmu kilka razy zerkam w stronę książki tęsknym wzrokiem zastanawiając się, czy by nie przerwać seansu na chwilę i nie poczytać sobie. Z "Sherlockiem" było zupełnie inaczej - oglądałam te dziewięć godzin filmu przez jakieś cztery dni chyba i ani razu nie pomyślałam o tym, żeby sięgnąć po książkę. A TO o czymś świadczy:)

      Tytuł wymyśliłam z wredną premedytacją:) Szokujący, prawda, ale jakże intrygujący :)

      Usuń
  4. Nie sposób się nie zgodzić, już nie mogę się doczekać kolejnych odcinków :) A "Ripper Street" widziałaś? Powinno Ci się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno mi się spodoba, ale ponieważ na pierwszym sezonie się nie kończy, a drugi jeszcze nie wyszedł, więc czekam z oglądaniem na całość. Kusi mnie od dawna, oglądałam pierwszy odcinek, ale powstrzymuje mnie świadomość, że i tak będę musiała oglądać go ponownie w chwili, gdy pojawią się kolejne odcinki. Tak było z "Tudorami" - przed oglądaniem każdego kolejnego sezonu musiałam powtórzyć sobie poprzednie - bez sensu. Nie lubię tego w serialach...

      Usuń
  5. Dziękuję, znów odkryłam coś, co mnie zachwyciło, znów dzięki Tobie. Oglądam i się zachwycam. Nie tylko scenarzysta musi być inteligentny, reżyser także, a i aktorzy przecież mają w tym względzie wielkie zasługi. Ekipa dobrała się jak w korcu maku. Pozdrawiam wakacyjnie, sherlockowo i watsonowo, Gaba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ekipa jest dobrana naprawdę znakomicie - od kostiumologów po aktorów. Dlatego efekty są jakie są - nagrody sypią się nieprzerwanym strumieniem, a sukces serialu na świecie sprawił, że jeszcze przez jakiś czas, mam nadzieję, będziemy się cieszyć kolejnymi odcinkami.

      Usuń
  6. Wielbię "Sherlocka", prawdopodobnie najlepszy serial jaki w życiu oglądałam, a na pewno jest w ścisłej piątce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz koniecznie, jakie tytuły masz jeszcze w tej ścisłej piątce - może znajdę wśród nich coś fajnego dla siebie:)

      Usuń
  7. Oglądałam wszystkie sezony i z niecierpliwością czekam na następny! Uwielbiam ten serial :)
    http://ze-sztuka-pod-reke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny sezon ma się pojawić w grudniu tego roku. Do Bożego Narodzenia jeszcze tak daleko... ;)

      Usuń
  8. Na razie tylko jeden odcinek zaliczyłem;świetna obsada,doskonale zrobiony film-pozdro-Zyg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iluż widzów załatwiłam "Sherlockowi"! ;):) Jakże się cieszę!
      Pierwszy odcinek, czyli "A Study in Pink" - obejrzałam go i miałam ochotę od razu włączyć go jeszcze raz:) Uległam dopiero po kilku tygodniach, ale za drugim razem oglądałam już bez polskich napisów, żeby się nie rozpraszać ich czytaniem - wielka różnica, o ileż lepiej rozumiałam teksty i o ile bardziej doceniłam grę aktorów...
      Dialogi mnie po prostu powaliły, podobnie jak sposób prowadzenia kamery, zdjęcia, sama zagadka. A także konstrukcja postaci, może jeszcze nie tyle Watsona, co już Holmesa. Jego walka z samym sobą: czemu ulec - rozsądkowi czy dreszczykowi emocji, ciekawości i własnemu ego - mistrzostwo świata.

      Usuń
  9. Aż spróbuję obejrzeć. Sama idea przenoszenia postaci pomiędzy różnymi epokami kojarzy mi się z niezbyt ambitnymi, amerykańskimi komediami. Ale skoro zapewniasz, że twórcy nie osiągnęli tych samych efektów to może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Holmesa jako postać książkową, zwykle bałam się tej postaci w adaptacjach telewizyjnych, ale "Sherlock" podbił moje serce! :)
    Ostatnio tłumaczyłam czytelnikom dlaczego warto go obejrzeć.

    Zapraszam do mnie. :)
    tripleaworks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj, Aniu..
    Natknęłam się wczoraj na twojego bloga, szukając jakiejś rozsądnej recenzji Szmaragdowej Tablicy. Weszłam, zaczęłam czytać, przeglądać..i utknęłam na amen :-)Piszesz..porywająco. Piszesz tak, że ma się ochotę biec do księgarni i zrobić tam małą czystkę. Albo raz jeszcze czytać rzeczy już przeczytane.
    Dziękuję za to, że dzielisz się swoja mądrością. Na pewno zyskałaś we mnie wiernego czytelnika :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie teraz wstyd, że zrobiłam sobie tak długi urlop od pisania, czerwienię się po cebulki włosów... Witam Cię wielkim uśmiechem na Zielonym Blogu i bardzo się cieszę, że przybyła kolejna osoba, dla której będę mogła pisać. Zamierzam zebrać się do kupy i pokończyć wszystkie teksty, które pozaczynałam - kilka recenzji, obiecana Jane Austen, no i cykl o historii Anglii. Chyba trochę za dużo tematów na raz wzięłam na siebie, bo każdy mnie ciągnął i pochłaniał, a że robiły to wszystkie na raz, więc się pogubiłam. Ogarnę się i wracam, już za parę dni. Podobnie jak wrócę do przeglądania innych blogów i pisania komentarzy - od tego tez miałam wakacje, ale dość tego!:)
      Dziękuję Ci za te słowa, tak miłe i inspirujące - mam nadzieję, że będę Ci tu gościć często!
      Ania

      Usuń
    2. PS. A jak nie znajdziesz nigdzie "Sherlocka", to kliknij mi na maila Twój adres - wyślę Ci go.

      Usuń
    3. Nie śpiesz się z pisaniem, najfajniejsze teksty pochodzą z potrzeby serca, nie z chęci ilościowego zapychania stron. Poszukam jeszcze tego Sherlocka, ale jakby co - dzięki, zawołam. :-)

      Usuń
  12. "Sherlock" to jeden z najlepszych seriali ostatni lat. Benedict jest rewelacyjny! W styczniu ma wyjść nowy sezon, czekam z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też czekam, gryząc paznokcie. Stale przekładają datę, mam już tego dość! Oby się nie okazało, ze uraczą nas nim dopiero na Wielkanoc...

      Usuń
  13. Obejrzałam wszystkie sześc odcinków..i jak rany..potrzebuję kilku dni na przetrawienie...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie "porażonych":):):) Ja siadłam do pisania recenzji od razu po wyłączeniu "Reichenbach Fall" i w efekcie zadziałało to na mnie kojąco:) Gdyby nie to, to pewnie bym całą noc przetrawiała. Zawsze ogromnie wzrusza mnie ukazywanie w literaturze czy w filmie niezwykłej siły przyjaźni, poświęcenia się dla niej bez reszty. A tutaj mamy jeden z najdoskonalszych jej przykładów.
      Jak przetrawisz, to coś skrobnij - jestem ciekawa wrażeń:):)

      Usuń
  14. Punkt dla Ciebie. Już wiem, co będę oglądała wieczorem. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazdroszczę, że masz przed sobą pierwsze oglądanie :) Pierwsze jest zawsze najlepsze. No, ale ja mam teraz trzecią serię, więc chodzę z głową w obłokach :) "The empty hearse" był genialny!!

    OdpowiedzUsuń
  16. NAJCUDOWNIEJSZA POSTAĆ EVER OD LAT UWIELBIAM HOLMESA A SERIAL G E N I A L N Y TO MAŁO POWIEDZIANE! PRZEPRASZAM ŻE TAK Z CAPS LOCKIEM WYSKAKUJE ALE TEN SERIAL TO JEDNA Z 5 RZECZY NA ŚWIECIE KTÓRYCH NIE UMIEM OPISAĆ. WIELBIĘ DUET CUMBERBATCH+FREEMAN <3 IDEALNY HOLMES I WATSON!

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja generalnie mam awersję do seriali... "Trzeba było" obejrzeć Tudorów, Rzym i Spartakusa, bo epoki i tematy takie, że mus... Ale też całe, nie po kawałku.
    Poza tym nie cierpię ekranizacji ulubionych książek (tak, tak, pisałaś herezje!), bo nic się nigdy nie zgadza i wkurza mnie to okropnie! :)
    Ale Sherlock... Ach, Sherlock...! No i to byłby koniec recenzji ;)
    P.S. A moja wizyta tutaj - zupełnie przypadkowa: przeniosło mnie tu z grafiki google, a dokładniej - z poszukiwania zdjęć z "Sherlock'a" :)
    Twój blog mam już w zakładkach, Bratnia Duszo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze Spartakusa mam przed sobą, Rzym mnie zachwycił, ale na dobrą sprawę dopiero od końcówki pierwszego sezonu, a Tudorowie - wiadomo - uwielbiam, mimo wszelkich śmiesznostek:)
      Ja seriali nie znoszę, ale nie dlatego, że mi się nie podobają, tylko dlatego, że są takie wciągające i coraz lepsze. Nie przepadam za tasiemcami, jedynym, jaki oglądam jest "Doctor Who". Generalnie wolę miniseriale i takie, które mają po kilka odcinków, a nie ponad 20 na sezon.
      "Sherlock" jest dla mnie poza wszelkimi podsumowaniami - nie da się go porównać z niczym, jest dla mnie niezaprzeczalnie najlepszym serialem wszech czasów.

      Witaj u mnie, Bratnia Duszo - cieszę się, że tu trafiłaś. Zaglądaj częściej, odzywaj się - daj się poznać! Pozdrówka ślę wesołe, wielkanocne!

      Usuń
  18. Bardzo ciekawy wpis. Lubię tu zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem zauroczona tym serialem! Racja Benedict Cumberbatch idealnie wcielił się w rolę Sherlocka hipnotyzuje swoim głosem, spojrzeniem, przyciąga tajemniczością, bystrością i inteligencją. W ogóle jest on naprawdę wybitnym aktorem i każda grana przez niego postać jest po prostu idealnie przedstawiona. Widząc Martina Freemana w roli dr. Johna Watsona miałam uśmiech na twarzy, bo ciągle widzę go jako Bilbo Bagginsa, jakoś bardzo silnie zakorzenił mi się w tej roli :) Nie mniej jednak z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki :)

    OdpowiedzUsuń