"Każdy miał motyw. Każdy ma alibi. Rok 1900. Dwór w Jeziorach pod Poznaniem. Trwają gorączkowe przygotowania do ślubu dziedziczki. Jan Morawski, przystojny, szarmancki i inteligentny ziemianin słynący z zamiłowania do kryminalnych zagadek, pomaga rodzinie w poszukiwaniach skarbu dziadka. Nocą pada śmiertelny strzał. Podejrzani są wszyscy. Na dodatek gospodarze stoją na krawędzi bankructwa, rodzinną posiadłość chce przejąć pruski zaborca, a panna młoda nie chce wyjść za mąż. Czy Morawski ocali rodzinę przed hańbą? Czy można zorganizować wesele w rozpadającym się dworze, w towarzystwie trupa i pruskiej policji? Co łączy skarb dziadka, mordercę i szkarłatny pokój?"
Mody się zmieniają, ale jest jedna, która pozostaje niezmienna. To moda na detektywa! Jaki by nie był - milusi wzorem panny Marple, pompatyczny jak Herkules Poirot, dekadencki niczym Philip Marlowe czy zgryźliwy jak Alec Hardy - każdy ma wielką szansę, by zdobyć serca czytelników i widzów jak świat długi i szeroki. O Sherlocku Holmesie to nawet nie wypada mi wspominać, bo i tak macie mnie już za chorobliwie zafiksowaną na jego punkcie maniaczkę (tak, właśnie tworzę cykl tekstów o nim! :) ), niemniej jednak nie można zapomnieć, że nie jest on wcale pierwszym literackim detektywem. Tytuł ten należy się Augustowi Dupinowi, który pojawia się w trzech opowiadaniach Edgara Alana Poego i to w tym właśnie przypadku można użyć tak górnolotnego określenia jak narodziny idei.
Za detektywami ciągnie się cały szereg intrygujących rzeczy. I nie mam tu wcale na myśli trupa w dosłownym tego słowa znaczeniu, raczej to, co wraz z trupem dostajemy w pakiecie. Zagadki, tajemnice, pozornie niemożliwe do rozwikłania łamigłówki - wszystko to ma dużo większe znaczenie od martwego ciała (mówię to z pełnym szacunkiem i uznaniem dla wszystkich ciał, które kiedykolwiek pojawiły się w pobliżu jakiegokolwiek fikcyjnego detektywa!). Do tego skradzione klejnoty koronne, zaginione testamenty, podrobione dzieła sztuki, itp., itd. I nurzające się w tym wszystkim wybitne umysły genialnych kryminologów. Paluszki lizać!
Na naszym rodzimym podwórku kiedyś był Pan Samochodzik i Joe Alex, dzisiaj mamy Szackich i Załuskie - nazwiska, z których możemy być dumni. Osobiście jestem o wiele większą wielbicielką detektywów, którzy ze współczesnością nie mają nic wspólnego, rozwiązujących zagadki sprzed lat i przeżywających przygody na tle historii dawno minionej - takich jak wspaniały i niepowtarzalny Erast Fandorin, postać wykreowana przez rosyjskiego pisarza Borisa Akunina. Niestety, polska literatura nie miała pod tym względem wiele do zaoferowania. Do czasu...
Stałym Czytelnikom tego bloga Katarzyny Kwiatkowskiej przedstawiać nie muszę. Jej znakomite tłumaczenia prozy Elizabeth Gaskell już zawsze królować będą na moich półkach. Jakby tego było mało, została właśnie okrzyknięta pierwszą damą polskiego kryminału retro, stworzyła bowiem szereg świetnych powieści spojonych w całość postacią detektywa-amatora Jana Morawskiego.




.jpg)



.jpg)



