Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty

Eric-Emmanuel Schmitt "Kiki van Beethoven"



"Choć Kiki ukrywa swój ból, nie może zapomnieć tragicznych wydarzeń z przeszłości. Siłę daje jej muzyka. Jest jej jedyną radością, źródłem nadziei. Gdy pewnego dnia Kiki traci zdolność cieszenia się swym darem, postanawia na nowo odnaleźć w sobie muzykę. Zaczyna wędrówkę do świata dźwięków, a tak naprawdę do głęboko ukrytych zakamarków własnej duszy. Wsłuchując się w siebie, odkrywa wreszcie dawno zapomniane uroki życia."

Spore rozczarowanie, a do tego pewna doza złości na wydawnictwo za swoiste okłamywanie ludzi. Po pierwsze - "Kiki van Beethoven" to zbeletryzowana na szybko sztuka teatralna tegoż autora, która zajmuje raptem 50 stron, czyli jakąś 1/3 książki; reszta to esej na temat fascynacji muzycznych autora, o którym później. Nie ma o tym na okładce ani jednego słowa. Rozumiem, że copywriter nie ma w obowiązku, a nawet nie ma prawa, zdradzania wszystkiego, co kryje się pod obwolutą, uważam jednak, że ewentualnemu nabywcy książki należy się informacja o tym, iż tytułowa opowieść jest de facto lekko rozbudowanym utworem dramatycznym. 

Po drugie - okładka sugeruje opowieść w stylu Schmitta, czyli uroczą bajkę o dziecku/nastolatku, które może przeżywa tragedię i/lub szuka swojej drogi, odpowiedzi, może ma niesamowity talent i problemy z jego rozwijaniem, itp. Miód na duszę dla wielbicieli twórczości francuskiego pisarza. Okładka jednak nijak się ma do treści. Książka (sztuka? miniatura? nowela?) opowiada o starszej kobiecie, która już nie rozumie muzyki Beethovena tak, jak w młodości, która zapomniała, co to znaczy wzruszenie melodią, która po stracie syna nie znajduje już w życiu niczego wartego uwagi. Jak się ma do tego dziewczynka z wiolonczelą (czy kontrabasem?)?