O tym, jak rodzice spać dziecku nie dają :)

Dzisiaj u mnie w domu bardzo rozchichotany wieczór. Tylko Bąbel u siebie w pokoju zły, bo mu spać nie dajemy. Mój mąż dorwał "Wyspę na prerii" Wojciecha Cejrowskiego i usiłuje mi co rusz kolejne fragmenty czytać na głos. A ja nie chcę, bo jak tylko łaskawie raczy mi książkę oddać, to przeczytam sobie sama. W ramach rewanżu zdjęłam z półki "Gringo wśród dzikich plemion" tegoż autora i tak się przerzucamy cytatami. A ponieważ miałam w planach napisać dziś coś ciekawego, ale mi w tym udatnie przeszkadza poniedziałkowe "nie chce mi się", więc Was też po prostu kilkoma cytatami obdaruję. A miejcie i Wy wesoły wieczór:)

Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z książki Wojciecha Cejrowskiego "Gringo wśród dzikich plemion", Zysk i S-ka, 2011.


HEHENY

"Mówiąc najbardziej delikatnie - Peren nie jest ziemią, która żywi. Chyba że potrafimy zadowolić się dietą złożoną z owadów. Ooo, wtedy Peren daje nawet szansę przytyć. 
Gryzło i bzyczało wszędzie. Myślę, że stanowiłem tu dawno nie widzianą atrakcję - człowiek pełen krwi, pokryty cienką skórką, którą łatwo przekłuć. Albo się przez nią przegryźć. 
Wtedy to po raz pierwszy poznałem heheny - owady, które nie kłują, tylko się wgryzają. A potem chłepczą taplając mordy w wypływającej krwi. Żeby im za wcześnie nie zakrzepła, plują na lewo i prawo czymś takim, co przy okazji wywołuje swędzenie. Po jedzeniu odlatują i zostawiają na pamiątkę maleńki czarny punkcik, wielkości takiej jak one same. Ten punkcik to skrzep. Zostawiają też oczywiście - bo jakżeby inaczej - swędzenie. Jego wielkość jest odwrotnie proporcjonalna do wielkości hehena. 
Było ich pełno. W każdym razie tak myślałem wtedy. Kilka lat później nad Orinoko przekonałem się, że pojemność słowa "pełno" jest dużo większa."

AUTOSTOP

"Rano, po dotarciu do Sayaxche oglądaliśmy ślady po kulach na obu burtach ciężarówki, mniej więcej na wysokości naszych pięt. Przestrzelone były także drzwi szoferki od drzwi pasażera. 
Jakie to szczęście, że kierowca był nieużyty i nie chciał wieźć nikogo obok siebie - teraz ten ktoś byłby dziurawy. A zgadnijcie KTO mu proponował za to miejsce pięć dolarów?"

REPUBLICA DE UBEZPIECZALNIA

"Minęło kilka miesięcy i znów stanąłem na granicy Hondurasu. Bez wizy. Władze tego kraju najwyraźniej upały się widzieć we mnie wroga. Ponadto całkowicie zignorowały fakt, że na moim nowym paszporcie nie było już słówka "Ludowa", a orzeł odzyskał koronę. 
Byłem prosić ich ambasadę w Paryżu - nic. Perswadowałem w Wiedniu - nic. W Waszyngtonie - nic. Zeźlony tym biurokratycznym bezsensem postanowiłem z nich zadrwić. Okpić dziadów, tak jak jeszcze ich przedtem nie okpił nikt.(...) 
Pojechałem na to samo przejście graniczne co za pierwszym razem. (...) Podałem żołnierzowi dokumenty. A konkretnie - przywiezioną z Polski specjalnie na tę okazję - książeczkę zdrowia. (Wyglądała zupełnie jak paszport: twarde okładki z wytłoczonym napisem, w środku moje zdjęcie, pieczęć ZUS-u, seria, numer, dane osobowe i 32 strony pokryte rubrykami.) 
Honduraski wojskowy zastukał palcem w napis "Legitymacja ubezpieczeniowa" i zapytał: 
- Co to za kraj? 
- Republica de Ubezpieczalnia - odpowiadam bez chwili wahania, a on wyciąga spod stołu grubą księgę w tekturowej oprawie. 
Na pierwszych stronach był, znany mi już, spis państw świata. Wojskowy palec, tak jak poprzednio, zaczął wolno sunąć w dół listy.(...) Miałem mnóstwo czasu, by się do syta nacieszyć zemstą. 
Kiedy wreszcie dojechał do końca listy stwierdził z niepokojem, że Ubezpieczalnia na niej nie figuruje. W suplemencie "Kraje wrogie - komunistyczne i terrorystyczne" też jej nie było. 
- Czy to państwo występuje może pod jakąś inną nazwą? - zapytał wreszcie. 
- Czasami, ale rzadko. Ubezpieczalnia to Ubezpieczalnia. - bawiłem się setnie. - Ale może niech pan jeszcze sprawdzi pod Suomi. 
Oczywiście wkrótce znalazł to słowo w przypisach, jako wariantywną nazwę Finlandii. Wtedy już bez wahania wbił mi do książeczki zdrowia odpowiedni stempelek. 
- Witamy w Hondurasie, gringo." 


MOTYLE

"Motyl - bardzo delikatne słowo. Zwiewne, zupełnie jak... motyl. Po angielsku też jest delikatne - butterfly. (...) Po francusku, z kolei, śliczne, drobniutkie - papillon. Po hiszpańsku, urocze - mariposa. Po rosyjsku, kochane - baboćka. A po niemiecku SCHMETTERLING! No cóż. 
Motyle w Amazonii są tak piękne, że zapierają dech w piersiach. Trudno sobie wyobrazić, by mogły kogoś skrzywdzić. Czym? Bezgłośnym trzepotem skrzydeł? A jednak - bywają groźne. Przerażające. Do tego stopnia, że zapierają dech w piersiach - tym razem dosłownie. I definitywnie. Raz na zawsze. 
Leci sobie baboćka, leci papillon, leci mariposa... i nagle okazuje się, że to jednak !!!SCHMETTERLING!!!"

O MISJONARZACH: 

"Padre stał wypięty, zupełnie nie po księżowsku, z głową zanurzoną w zamrażarce. Z grzechotem przesuwał zawartość w poszukiwaniu czegoś stosownego na dzisiejszą kolację. 
- Będziemy musieli upiec węża - zawołał spomiędzy zamrożonych mięsnych brył - bo nic innego nie mam. 
- Dzisiaj piątek - rzuciłem przekornie. 
- Nie szkodzi - odrzucił ksiądz - to był wąż wodny, więc da się podciągnąć pod 'danie rybne'."

"Już na misjach ojciec Darek nauczył się indiańskiego języka, którym mówiło wówczas zaledwie dziewięć osób na całym bożym świecie. Kiedy piszę te słowa, mówią nim już tylko dwie osoby - jedna (Darek) mieszka w Waszyngtonie, gdzie robi doktorat z antropologii kultury, a druga to pewna bardzo stara Indianka żyjąca w Paragwaju, która nie ma z kim porozmawiać, bo wszyscy jej współplemieńcy pomarli, a ks. Darek wyjechał." 

"Indianie, których odwiedzał, chodzą nago albo prawie nago. Przykrywają jedynie te miejsca, które są w ich pojęciu brzydkie i dlatego wstydliwe. Zawijają więc rany, zasłaniają ropiejące liszaje i blizny, ale nigdy nie ukrywają tego, co zdrowe. (...) Jak w takiej sytuacji postrzegali księdza ubranego od stóp do głów w sutannę? Może był dla nich cały pokryty krostami? 
Pewnego dnia misjonarz zdjął sutannę. (...) To, że ją zdjął, Indianie poczytali sobie za zaszczyt, a jednocześnie deklarację braterstwa. 
Kilka dni później ów polski ksiądz odprawił pierwszą mszę świętą na golasa. Miał na sobie tylko stułę i przepaskę biodrową - skąpy kawałek czerwonej szmatki, który zasłania tylko z przodu - pupa goła. Tym razem, po raz pierwszy, Indianie go nie zignorowali - przybyli wszyscy i z szacunkiem, w kompletnej ciszy, wysłuchali jak się modli do swojego Boga. Teraz modlą się wspólnie. (...) Czy msza święta odprawiona z gołą pupą jest profanacją? Na pewno nie pośród amazońskiej puszczy - tam jest aktem niezwykłej mądrości i szacunku do Indian. Czyli tych naszych braci, których Pan Bóg umieścił daleko poza cywilizacją majtek i biustonoszy." 

11 komentarzy:

  1. Czy tylko ja czytając to mam wrażenie, że ten jego charakterystyczny głos słyszę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też!!! Jak ta żaba z parkowego stawu! :) :) Ale za to jaka wygadana żaba! :)

      Usuń
  2. Hyhy, ja niemal płaczę ze śmiechu czytając jego książki - nie znam drugiego tak dobrego gawędziarza! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rozumiesz doskonale, jak wyglądał nasz wieczór? Płakaliśmy oboje :) :) :)

      Usuń
  3. Uwielbiam Cejrowskiego i czytac i ogladac ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Programy podróżnicze, bo jak się za politykę bierze, to już mnie nie kręci. Nie, żebym w wielu sprawach nie miała podobnego zdania, bo mam, ale ogólnie jestem apolityczna i wolę się skupiać na ciekawszych rzeczach. Książki czyta się rewelacyjnie, programy ogląda znakomicie - dobrze, że WC jest i niech będzie jak najdłużej!

      Usuń
    2. Tak jest programy przyrodnicze!!:)

      Usuń
  4. O nie. Tam na dole cała półka książek Wojtka do mojej dyspozycji, a tutaj taki post kusicielski... Kiedy ja spać będę? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na co komu spanie? :) Pudełko zapałek i czytamy do rana :):):)
      Jeśli mam być szczera, to nie dałam rady czytać WC ciurkiem, jednej po drugiej. Jedna książka raz na jakiś czas wystarczy.
      Ale mimo to kuszę, kuszę, bo to lektura, od której cudownie boli brzuszek :) :)

      Usuń
  5. Oj,będzie się działo,będzie przy jego stoliczku na Targach Książki w Krakowie :).To już tak niedługo,super!!!
    Dzięki Ci, o,dzięki,Aniu za ten fantastycznie napisany,z werwą i "donośnym śmiechem" post:)pozdrawiam jesienną,melancholijną porą ale już się śmieję wraz z Tobą-Zoja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że będzie się działo! Ja będę się tam "działa" osobiście:) :)
      To Wojtek fantastycznie napisał, moja w tym zasługa żadna :)
      Miłego jesiennego wieczoru z cudowną książką!!

      Usuń