Laurel Corona "Wenecja Vivaldiego"



"Chiaretta i Maddalena zostały porzucone na schodach sierocińca Ospedale della Pietà prowadzącego słynną szkołę muzyczną. Wychowanki Piety rozwijają liczne umiejętności, by w przyszłości być dobrymi kandydatkami na żony. Te, którym nie uda się znaleźć męża, czeka życie zakonne... 
Utalentowane siostry rozpoczynają naukę śpiewu i gry na skrzypcach. Chiaretta występuje w chórze, a Maddalena pobiera lekcje u samego Antonia Vivaldiego.  
Czy obu kobietom uda się spełnić marzenia?"

Czy chcielibyście żyć w XVIII-wiecznej Wenecji? W czasach, gdy kobiety pływały pięknymi gondolami ubrane w oszałamiające kreacje, a każdy wieczór spędzały w teatrze, operze lub na koncercie z cavaliere servente u boku? Mężczyźni większość czasu spędzali prowadząc interesy lub bawiąc się w miłym towarzystwie. Przywdziewali wówczas bautę - tradycyjny ubiór kogoś, kto chce zachować anonimowość - czarny kaptur, białą maskę i trójgraniasty kapelusz. Karnawał olśniewał i zachwycał każdego, kto miał szczęście w nim uczestniczyć, Republika słynęła z bogactwa, malarstwa i muzyki (Vivaldi, Belotto, Tiepolo, Casanova, Guardi - któż nie słyszał tych nazwisk?) Gondolierzy zachowywali zasłyszane sekrety dla siebie niczym księża grzechy wyznane na spowiedzi, a płynąc kanałami śpiewali dla pięknych dam.

To jednak tylko jedna strona medalu. Druga była mroczna, nieprzyjemna i smutna.

Zwykle tylko jedna z córek miała szansę na zamążpójście, ponieważ konieczność kilkakrotnego wyłożenia wielkiego posagu przekraczała możliwości nawet bogatych rodzin. Podobnie wyglądały perspektywy synów - aby dobrze się ożenić musieli wnieść w małżeństwo ogromny kapitał, a często po prostu "kupić" sobie żonę. Zazwyczaj więc najwyżej jeden z synów miał takie szczęście. Wenecja pełna była kawalerów, których nie było stać na ożenek, a klasztory pękały w szwach od nie dość zamożnych starych panien. Trzy czwarte arystokratek weneckich zmuszano do przyjęcia ślubów zakonnych.

Możni Wenecjanie nie mogli poślubić pierwszej lepszej wybranki - najpierw specjalna komisja musiała sprawdzić jej pochodzenie i wydać werdykt. Często okazywało się, że w żyłach dziewczyny płynie zbyt mało błękitnej krwi.

Młode żony były porzucane przez mężów już na początku małżeństwa, bo siedzenie w domu było nie do pomyślenia - przecież cała Wenecja pełna była pięknych kurtyzan czekających na każde skinienie wypłacalnych klientów. Ospedale (instytucje wychowujące osierocone i porzucone dzieci) przepełnione były "bękartami", których nikt nie chciał - większość z nich miała w żyłach krew bogatych panów weneckich i ich kochanek. W złym tonie było zbyt częste pokazywanie się w towarzystwie z własną żoną. Kobiety były obgadywane i źle traktowane, gdy nie miewały miłosnych przygód, szukały więc przystojnych i chętnych młodzieńców, często wbrew własnemu sumieniu i pragnieniu lojalności wobec męża. Taki cavaliere servente często miał przyzwolenie męża na bywanie na pokojach żony.


Do opery chadzano nie po to, by słuchać muzyki, ale w celu obmawiania każdego, kto się napatoczył, uczestniczenia w bójkach i kłótniach, plucia z balkonów na niżej położone miejsca i rzucania ławkami w diwy.


F. Guardi, Grand Canal z widokiem na pałac Dożów (1765)

Książka Laurel Corony ma doskonale dobrany polski tytuł (w oryginale jest to tylko podtytuł). Bohaterem powieści nie jest bowiem Vivaldi, nie są nimi siostry - Chiaretta i Maddalena, o których mowa na okładce. Bohaterką jest Wenecja - miasto kontrastów: bogactwa, radości, smutku, a przede wszystkim samotności.

Pod koniec XVII wieku, pod drzwiami Piety - jednego z weneckich ospedale - porzucone zostają dwie dziewczynki. Instytucja przygarnia je z otwartymi ramionami, a po upłynięciu dekady okazuje się, że była to trafna decyzja. Obie stają się perłami wśród wychowanek - młodsza zachwyca śpiewem, starsza potrafi wydobywać magiczne dźwięki ze skrzypiec. Wówczas na horyzoncie pojawia się sam Antonio Vivaldi - "rudy ksiądz", który staje się nauczycielem, przewodnikiem, mistrzem i przyjacielem Maddaleny - samotnej dziewczyny szukającej swojej drogi i swojego powołania.


Antonio Vivaldi
Twórca "Czterech pór roku" pojawia się w tej powieści na drugim, a nawet na trzecim planie, rozbłyska niczym gwiazda, by zaraz zniknąć i pojawić się znów w najmniej spodziewanym momencie. Jego postać jest wprowadzona w treść w mistrzowski sposób - wszystko, czego się o nim dowiadujemy jest przedstawione przez pryzmat myśli, doświadczeń oraz wiedzy Maddaleny i Chiaretty. A jednak z tych drobnych, kolorowych szkiełek układa się jasny i klarowny witraż życiorysu Antonio Vivaldiego. Autorka podeszła do tematu z ostrożnością i wyczuciem - taktownie potraktowała plotki krążące wówczas po Wenecji robiące z kompozytora persona non grata ze względu na domniemane złe prowadzenie się. Zrobiła to w taki sposób, aby nie oczerniać osoby, która już nie może się bronić. Zwłaszcza, że oszczerstwa nigdy nie zostały potwierdzone.


Ospedale della Pieta
Ktoś, kto czytał już "Dziewice Vivaldiego" Barbary Quick odnajdzie w "Wenecji..." sporo tych samych faktów, ponieważ obie autorki zgłębiły temat najlepiej jak potrafiły. Nie ulega jednak wątpliwości, że to Corona odrobiła zadanie dużo lepiej - Wenecja pod jej piórem naprawdę żyje, zaprasza nas na przejażdżkę gondolą i przekazuje swoje sekrety i sekreciki. To z jej książki poznajemy tajniki funkcjonowania Ospedale delle Pieta - przy tym nie są one w stanie nas znudzić, zaciekawiają i zapraszają do dalszych poszukiwań.

Wygląda na to, że Quick nie dotarła do informacji o kupnie przez "czerwonego księdza" smyczka dla dziewczyny imieniem Maddalena, bo skupiła się na postaci bardziej znanej wychowanki Piety - Annie Marii (która w książce Corony pełni ważną, lecz zupełnie odmienną rolę). "Wenecja Vivaldiego" jest książką subtelniejszą, a sama akcja jest mniej sensacyjna. Znakomite zakończenie jest przeciwwagą dla awanturniczego charakteru "Dziewic...", a niedokończenie jednego z motywów wydaje się być mistrzowskim posunięciem (nie martwcie się, nie zdradzę którego). Corona w poetycki i piękny sposób opisuje muzykę, która snuje się przez karty jej książki sprawiając, że podczas czytania widziałam nuty zamiast liter...

Już wysłuchałam "Czterech pór roku" - z zamkniętymi oczyma. Byłam wówczas daleko stąd, w innym czasie i innej przestrzeni - wśród XVIII- wiecznego weneckiego gwaru i muzyki. Gwarantuję, że Wy, po lekturze tej książki, zrobicie to samo:)




Wydawnictwo: WNK
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 432 s.
Oprawa: miękka
ISBN: 9788310119735

15 komentarzy:

  1. Aniu,opisałaś Wenecję tak,że chciałoby się jej posmakować,poczuć jej zapach,zachwycić się niepowtarzalnym pięknem.
    Już teraz,nie przeczytawszy jeszcze tak wspaniale zarekomendowanej książki,czuję się tak,jakbym odnalazła tajemnicze piękno wieczorów spędzonych w gondoli,jakbym była damą wybierającą się na koncert maestro Vivaldiego:)!
    To moje odczucia po przeczytaniu recenzji,a książka już mnie wabi i kusi,dziękuję za wszechstronny obraz dawnej Wenecji,miałam inną wizję,zbyt romantyczną!Posyłam majowe serdeczności,niech świat uśmiecha się do Ciebie:),Maja

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczęłam od wysłuchania "Wiosny" Vivaldiego!Perliste tony skrzypiec odzwierciedlające śpiew ptaków całkiem mnie zauroczyły!Teraz czas na lekturę książki tak wspaniale,tak z sercem zaprezentowanej przez Ciebie,Droga Aniu:),dziękuję i ślę pozdrowienia,K.

    OdpowiedzUsuń
  3. "(...)W głębi na smukłym słupie lew świętego Marka
    Na błękitnym tle nieba i modrego morza,
    Na którego laguny przedwieczorna zorza
    Kładzie się barw polewą, głęboka i żarka.
    Zśród koronek pałacu skamieniałych doża
    Kroczy, gdzie śni o Wschodzie Bucentaura barka."

    [Leopold Staff, Tryptyk sztuki włoskiej: Venezia,fr.]

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu,przeczytałam!
    Powracam teraz do rzeczywistości z pięknej,barokowej Wenecji rozbrzmiewającej gwarnym karnawałem i delikatną,w tle,muzyką Vivaldiego:)!Jakież to specyficzne miasto,pełne kontrastów i sprzeczności ze swoistą etyką,innym pojmowaniem moralności.
    Gdy czytałam barwny opis Święta Wniebowstąpienia,w Wenecji zwanego Festa della Sensa,gdy doża opuszcza swój pałac,wsiada do wspaniałej gondoli,Bucintoro i płynie w kierunku morza,by rzucić do wody złoty pierścień,pieczętujący zaślubiny Republiki Weneckiej z morzem,przypomniał mi się od razu niezwykle barwny obraz Canalatto,przedstawiający ten wielki festyn radości Wenecjan.Zresztą i sam mistrz Giovanni Antonio Canal,malujący pod pseudonimem Canaletto pojawia się epizodycznie na kartach powieści.
    Obraz jest pełen dynamiki,widać na nim tłumy w barwnych strojach,udekorowane gondole,dominuje kolor złota i purpury.
    Zainteresował mnie szczególnie opis tych chwil w powieści:

    "Ambasadorowie i nuncjusz papieski jako jedyni nie musieli przybywać na uroczystość w czarnych gondolach.Ich łodzie,sięgające czasem dziesięciu metrów długości,były od dziobu do rufy udekorowane złotymi ornamentami,lamówkami i warkoczami.Kabiny na pokładzie miały kształt greckich świątyń,zdobionych rzeźbami wyobrażającymi bogów,boginie,delfiny i legendarne morskie potwory.Zasłony z jedwabnego adamaszku,haftowane i zakończone złotymi frędzlami,zapewniały pasażerom odrobinę prywatności."

    A na gondolach taka "prywatność" była rzeczą normalną w bogatej,wiecznie bawiącej się Wenecji.
    Dobrze się czyta tę powieść,Aniu,dzięki za doskonałą,zachęcającą recenzję:-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nicollo Paganini-THE CARNIVAL OF VENICE

    http://www.youtube.com/watch?v=u6S_1oXnWS4&feature=fvwrel

    Trochę pięknej muzyki,droga Aniu:))),buziaki gorące,Mira

    OdpowiedzUsuń

  6. "Od morza wieje siwy wiatr kołyszą się gondole
    Stary srebrzystobrody świat rozstawił w mieście role
    Piazzo San Marco Ratusz i arkady klawiarura
    Tycjan El Greco gubi łzy - milczy architektura

    Wenecja Wenecja - dyskrecja
    Wenecja Wenecja - mgła

    Ulice wymyślono tak by zmieścił się przechodzień
    We dwoje tylko - szerszy trakt to juz płynąć po wodzie
    Okno zamknięte nie wie co warkotu nawałnica
    Zamknięte tylko po to , bo na dwoje jest ulica

    Wenecja Wenecja - dyskrecja
    Wenecja Wenecja - mgła

    Labirynt mgły labirynt słów i labirynt lazurów
    Zmienił się w rzekę ulic rów - podwaja wzniosłość murów
    Nie dość Wenecji było mgły wśród błękitów nad głową
    Teraz odpływa tak jak sny przez żalu jedno słowo

    Wenecja."

    [tekst i wyk.M.Grechuta]

    http://www.youtube.com/watch?v=pLawj5hDfvI

    To dla Ciebie,Aniu z okazji 20 000 gości na Twoim Blogu!!!
    Kocham Wenecję a ta romantyczna piosenka oddaje jej klimat:),pozdrowienia gorące,miłego dnia,choć mglisto i ponuro,niech uśmiech zagości wokół Ciebie,POWODZENIA-Zoja

    OdpowiedzUsuń
  7. Wenecja od wieków zachwyca,mnie zauroczyła swym niepowtarzalnym pięknem!Nic dziwnego,że była natchnieniem dla artystów;malarzy,muzyków,poetów!Jej aura i tajemniczość sprzyja tym wszystkim,"którym w duszy gra":-)))

    "W Wenecji każdy pinakiel,kopuła,wieża,sklepienie czy attyka wynosi się ponad dachy-płaskie dachy z balustradami,z których spogląda się na miasto.
    Posagi na dachu jednego pałacu spoglądają przez kanał na posągi zdobiące inny dach.Maski wyrzeźbione nad zwornikami łuków pochylone są w dół,by lepiej je było widać z gondoli.
    Wszystko uczynione jest na pokaz.
    -Kręte,wąskie uliczki nagle wychodzą na ukryte niewielkie place.Wąskie kanały skręcają nagle (...)
    W Wenecji każda loggia,każdy most,każdy kamień...wszystko w Wenecji zostało wybudowane niczym scenografia dla schadzek przy świetle księżyca,potajemnych spotkań,uścisków gorących dłoni."
    [Susan Vreeland."Pasja Artemizji",fr.]

    OdpowiedzUsuń
  8. "Łódź zwolniła i wpłynęła na zacienione wody niewielkiego kanału.Poruszając się w dostojnym tempie,mijaliśmy wysunięte balkony i pokryte nalotem kamienne figury wpuszczone w kruszejące tynki i cegłę.Spoglądałem w stronę otwartych okien,za którymi można było dostrzec zdobione malowidłami sufity i kryształowe żyrandole.dolatywały mnie urywki muzyki i rozmów(...)Ludzie przechodzili przez kładki,pod którymi przepływaliśmy,a małe fale powstające za naszą łodzią podmywały omszałe schody prowadzące do kanału.Ta dwudziestominutowa przejażdżka łodzią stała się dla mnie wyczekiwanym rytuałem-pokonywałem pięć kilometrów wodami laguny i jednocześnie od pięciuset do tysiąca lat wstecz w czasie.
    Dla mnie Wenecja niebyła li tylko piękna;była piękna wszędzie.Kiedyś postanowiłem przeprowadzić pewien eksperyment i wymyśliłem grę zwaną fotoruletką-polegała na tym,że podczas spaceru po mieście robiłem zdjęcia w chwili,gdy zabrzmiał dźwięk dzwonu,albo za każdym razem,gdy zobaczyłem psa lub kota,żeby się przekonać,jak często,stojąc w dowolnym miejscu,będzie rozpościerać się się przede mną widok wyjątkowej urody.Odpowiedź:prawie zawsze".

    John Berendt,Miasto spadających aniołów

    Anusiu,pozdrawiam majem i kwitnącymi kasztanowcami,świat jest piękny-ZARA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję za ten piękny cytat z tej uroczej książki! Ja mam wynotowany taki:

      "Niezależnie od regularnego podnoszenia się i opadania wody w kanale Misericordia życie za moim oknem toczyło się własnym specyficznym rytmem. Dzień zazwyczaj rozpoczynał się w ciszy przed świtem, kiedy sprzedawca warzyw i owoców wskakiwał do łodzi zacumowanej naprzeciwko mojego okna, delikatnie uruchamiał silnik, po czym powoli, przy wtórze cichego terkotania, odpływał kanałem - takie odejście na paluszkach w wydaniu łodzi motorowej."

      Książka o Wenecji zdecydowanie warta polecenia!:)

      Usuń
  9. "(...) w moim mniemaniu Wenecja jest wyjątkowo pięknym,odizolowanym od reszty świata,skupionym na sobie miastem,potężnie działającym na zmysły,intelekt i wyobraźnię.
    Dlatego,że mimo kilometrów splątanych uliczek i kanałów Wenecja jest dużo mniejsza i bardziej przystępna,niż się początkowo wydaje...
    Dlatego,że rozbrzmiewający co piętnaście minut dźwięk kościelnych dzwonów-bliski lub daleki,solowy lub zbiorowy,każdy o innej osobowości-zawsze był balsamem dla moich uszu i nerwów.
    Dlatego,że nie wyobrażałem sobie bardziej kuszącego zadania,któremu,któremu mogłem się poświęcić na czas bliżej nieokreślony.
    I dlatego,że jeżeli wierzyć najgorszym prognozom o podwyższającym się poziomie wód,Wenecja może niedługo przestać istnieć".

    John Berendt,Miasto spadajacych aniołów

    To jeszcze i taki cytacik dodaję:))) nocy pachnącej bzami-ZARA

    OdpowiedzUsuń
  10. "(...)Vivaldi komponując te połączone w jedną całość cztery koncerty skrzypcowe,opatrzył każdy z nich kilkuwierszowym,własnego autorstwa komentarzem literackim.Oddawał on atmosferę i urok czterech pór roku.
    Oryginalne wierszyki są czarujące w nastroju,ale-pomyślałem-warto,aby nową i nieco dłuższą ich wersję napisał któryś ze współczesnych poetów.Wybór padł na Agnieszkę Osiecką,która znajdowała się wówczas u szczytu sławy i popularności.
    Zgodziła się i z wielkim zapałem zabrała się do pracy.Po kilku tygodniach poezje były gotowe.
    Prosiła jedynie,aby w telewizyjnej zapowiedzi nie nazywać ich przekładem,bo mimo,że strofy Vivaldiego są czarujące,trochę odbiegła od oryginału.Nie umiała i nie chciała pisać w duchu tamtej,osiemnastowiecznej poezji.
    Sugerowała,aby nazwać jej wiersze "tekstami polskimi" lub "wersjami polskimi".Oto jej poezje po raz pierwszy drukowane:

    I.SONET WIOSENNY
    "Bóg czarną chustę zdjął z powietrza,
    znów młoda wiosna siły zbiera,
    Ta,co od świtu była bledsza-
    poróżowiała...primavera.

    Mruczy fontanna musująco
    i grzeczny zefir dzień otwiera,
    zaś anioł zimy wzdycha drwiąco,
    lecz brak mu siły...primavera.

    Patrz,jak tej nimfie piersi rosną,
    pasterz z miłości już umiera,
    już pachnie wiosną...
    La primavera."

    [Bogusław Kaczyński,Łańcut moja miłość.fr.]

    Zamieściłam tutaj,Aniu,tylko Sonet wiosenny:-),z racji najpiękniejszej pory roku,która trwa...
    Osiecka po raz pierwszy recytowała na Festiwalu Muzycznym w Łańcucie cykl tych sonetów.

    OdpowiedzUsuń
  11. "...Z tą myślą doszedł do brzegu kanału i spojrzał w prawo. I zobaczył coś, co dotychczas widywał tylko na zdjęciach z początku zeszłego wieku.
    Gładką jak lustro taflę wody Canale Grande.
    Najmniejsza fałdka nie marszczyła powierzchni, nie było łódek, ani śladu wiatru, żadnych mew.
    Brunetti stał jak zahipnotyzowany i miał przed oczami wszystko to, co oglądali jego przodkowie: to samo światło, te same fasady, te okna, rośliny, a w uszach tę samą ożywczą ciszę. I – o ile rozróżniał odbicia – wszystko istniało podwójnie."
    (Donna Leon,Mętne światło)

    To cytat z powieści,która bardzo mnie wciągnęła,wspaniałe opisy Wenecji:)-życzę pięknego lata-pozdrawiam-Zyg.

    OdpowiedzUsuń
  12. Po wysłuchaniu wierszy Ewy Lipskiej nawiązujących do Czterech Pór Roku Vivaldiego,zdecydowanie wolę "wersje polskie"tekstów twórcy tych słynnych Koncertów,napisane przez Agnieszkę Osiecką.
    Wyżej zamieściłam Sonet Wiosenny,teraz kolej na pozostałe pory roku:-)))

    II.SONET LATA
    "Pachnący wietrzyk,zdrów i syt,
    kołuje pod upałów szatą,
    i w organowy skalny rytm
    ustawia swoje szyki lato.

    I szumią zboża w miłej męce...
    I zieleń kłania się granatom...
    Języki ludzkie i zwierzęce
    olbrzymim chórem sławią lato.

    Improwizuje ptak szalony,
    wygina szyję do błyskawic
    I płynie śpiew nieutulony...

    Księżyca sopran lśni nad światem,
    i błyszczą oczy młodych pawic...
    Ach,młode lato,młode jeszcze...
    Ach,L'estate"

    Chyba nie będę tutaj na razie zamieszczała sonetu o jesieni,żeby nie popsuć radosnego nastroju zielonej,pachnącej wiosny i oczekiwania na złociste lato:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lipskiej i jej "poezji" nie toleruję, bo zdecydowanie jestem zwolenniczką poezji w poezji :) :)

      Usuń
  13. (...)" Dzięki opisom Iwaszkiewicza mam przed oczami Wenecję piękną i monumentalną.
    Skupiającą w sobie całe piękno Europy, całą romantyczną miłość kochanków. Smaganą letnimi podmuchami wiatru kierującego gondolami, rozbrzmiewającą muzyką włoskich oper, pachnącą kawą z małych kawiarenek.
    Wenecję, gdzie przy Ponte Rialto gromadzą się tłumy ludzi rozmawiając o sztuce i literaturze, a poruszając się vaporetto podziwiają słynne pałace.
    Zatapiając się w weneckie opisy Iwaszkiewicza przybywamy do Miasta-Ikony, esencji Europy z tysiącletnimi nawarstwieniami kultur, z setkami kościołów i klasztorów, pałaców i muzeów, oper i teatrów.
    Do Wenecji z obrazów Canaletto, z cudownym niebem, falami uderzającymi o brzeg i pięknem klasycyzmu.
    Do miasta, które jest dla mnie miastem na tyle prawdziwym, na ile nierealnym… Nierealnym Marzeniem…

    "A woda kanałów przed tymi wspaniałościami też jest nie do opisania, ma szerokie, wachlarzowate fale i wygląda już jak gdyby była malowana. Po co więc ją jeszcze na nowo malować? Wszystko tu jest obrazem - i nie potrzeba tego uzupełniać ani pędzlem, ani słowem. Canaletto to tylko fotografował. Ja nie mam potrzebnego aparatu. ( J.Iwaszkiewicz)"

    [papieros-w-filiżance.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń