Kobiety Boya [2] - Zofia Pareńska

DZIENNIKARZ
(...) pani jest bardzo miła,
pani tak główkę schyliła...
ZOSIA
Prawda? Tak jakbym się dziwiła,
że mnie tyle honoru spotyka;
pan redaktor dużego dziennika
przypatruje się i oczy przymyka
na mnie, jako na obrazek.
DZIENNIKARZ
A obrazek malowany, bez skazek,
farby świeże, naturalne,
rysunek ogromnie prawdziwy,
wszystko aż do ram idealne.
ZOSIA
Widzę, znawca osobliwy.
DZIENNIKARZ
I czemuż pani się gniewa?
ZOSIA
Że pan jak Lohengrin śpiewa
nade mną jak nad łabędziem (...)
S. Wyspiański, Wesele




Zosia Pareńska
Tadeusz Boy-Żeleński był jednym z gości na weselu Lucjana Rydla. Czy już wówczas poznał Zosię? Czy przemknęła mu przez głowę myśl, że śliczne czternastoletnie dziewczątko, które poeta unieśmiertelni wkrótce w narodowym dramacie, zostanie jego żoną? Zapewne nie, bo w jego sercu królowała jeszcze Dagny i jej niepokojące, mroczne spojrzenie. Przeżywał jej nagły wyjazd z Krakowa. Nawet najurokliwsze i najpiękniejsze dziewczę nie było w stanie oderwać go od fascynacji żoną Przybyszewskiego. A Zosia była nie tylko piękna, ale i inteligentna, co tak znakomicie ujął Wyspiański w kilku niedługich aktach.

Ojcem Zosi był Stanisław Pareński, lekarz, profesor, mecenas sztuki, znakomitość krakowska, powstaniec z 1863 roku. Jego dom (a właściwie pałac - dzisiaj hotel Holiday Inn Hotel Krakow przy ulicy Wielopole) był przesiąknięty atmosferą artystyczną, o każdej porze pełno w nim było malarzy, poetów, pisarzy. Nic więc dziwnego, że córki pana profesora były nie tylko wykształcone, ale także pewne siebie, wygadane i naturalne. W "Weselu", obok Zosi pojawia się jej siostra, Maryna. Drugim mężem Marii Pareńskiej był profesor Jan Grek. To do ich lwowskiego mieszkania Tadeusz Żeleński pojechał z wizytą w 1941 roku i razem z nimi zginął zamordowany przez hitlerowców.




pałac Pareńskich, Wielopole 4, Kraków
Wróćmy do Zosi. Świeżo upieczony lekarz pediatra wreszcie zwrócił na nią uwagę i od razu się zakochał prosząc ją o rękę w 1903 roku. W dniu zaręczyn panna Pareńska miała lat siedemnaście, jej narzeczony - dwadzieścia osiem. Matka Tadeusza, ciotka Kazimierza Przerwy-Tetmajera, nie była zbyt zadowolona z wyboru syna, którego uważała za wspaniałą partię, przyszłą znakomitość na polu nauki i sztuki. Marzyła jej się synowa z arystokratycznej rodziny, przynajmniej równa pochodzeniem Tadeuszowi, członkowi rodziny o sześciowiekowej historii z Żeleńskich de Żelanka herbu Ciołek. Dom, który prowadziła był nazywany "świątynią sztuki", przyjmowała w nim największe sławy - od Stanisława Tarnowskiego, wodza Stańczyków, po uczennicę Chopina Marcelinę Czartoryską. Nie była więc zachwycona wesołą, czasem frywolną atmosferą domu Pareńskich, gdzie młodzi malarze i pisarze wpływali znacząco na edukację córek profesora.

Tadeusz wrócił właśnie z Paryża, gdzie leczył rany po śmierci Dagny. Pobyt w stolicy Francji pomógł mu się wyciszyć i skierować myśli na inne tory. Zachwycał się miastem, jego mieszkańcami i literaturą, szczególnie Balzakiem. Uważną słuchaczkę znalazł w Zosi Pareńskiej, której obiecano wyjazd do Paryża w zamian za postępy w nauce francuskiego. Na zaręczynach w gronie rodzinnym na pewno przypomniano w żartach słowa Zosi z "Wesela":  

„(...) chciałabym żeby się kto zjawił, kto by mi nagle się spodobał żebym się jemu też udała i byśmy równo na to przyśli.Widzisz takiego bym kochała, i to tak bardzo, bardzo, bardzo!”
      

S. Wyspiański, Zofia Żeleńska
Mimo zaskakującej śmierci matki w marcu 1904 roku, którą cały Kraków żegnał słowami: "U stóp tej trumny szukać by można wzoru najlepszej żony i matki, i niezapomnianej obywatelki", Tadeusz poślubił Zosię w czerwcu tegoż roku. Następnego poranka zakopiańskie słońce opromieniło pierwszy dzień tego małżeństwa - burzliwego, skomplikowanego i wyzwolonego, które przetrwało trzydzieści siedem lat. Miesiąc później Stanisław Wyspiański narysował prześliczny portret młodej mężatki siedzącej na murku w Tenczynku. Zosia zachwyca na nim nie tylko urodą, ale i młodością, a przy tym powagą i głębią spojrzenia. O czym myślała żona Tadeusza Żeleńskiego wpatrując się w świeżo skoszoną trawę lub w bystro płynącą wodę strumyka? Czy zdawała sobie sprawę z tego, jak skomplikowane i trudne życie czeka ją u boku ukochanego?

W drugą podróż poślubną Żeleńscy pojechali do Paryża. Podczas ich nieobecności teściowa Tadeusza zajęła się przygotowaniem mieszkania dla nich. O pomoc w doborze mebli poprosiła Wyspiańskiego, który tak się zapalił do tego zadania, że rozpędził się i zaprojektował cały wystrój miłosnego gniazdka pary przyjaciół. Od firanek i kotar, po kolory ścian. Boy pisał później, że "surowość była najwybitniejszą cechą tych mebli dużych, ciężkich z ogromną przewagą kloców drzewa o chudo wypchanym siedzeniu, zbudowanych z samych linii prostych, bez jednej falistości, bez jednego wygięcia." Na stołkach nie dawało się siedzieć, a na łóżku - spać, toteż Żeleńscy pozbyli się mebli przy pierwszej nadarzającej się okazji. Z okresu pierwszych miesięcy spędzonych w nowym mieszkaniu pochodzi portret Zosi karmiącej trzymiesięcznego Stasia.


salon Żeleńskich - rekonstrukcja na podstawie fotografii gazetowej
I wszystko układałoby się modelowo i pięknie, gdyby nie charakter Tadeusza, który czasem bywał cholerykiem, innym razem znów "anemikiem", którego "mózg zamienia się w miękką ciastowatą masę, duszę zaś wypełnia obmierzła zgryźliwość." Wrzały w nim sprzeczności, a przy tym, mimo wszystko,  niechęć do zawodu lekarza. Zajął się karierą i flirtami zostawiając 19-letnią żonę z kilkumiesięcznym niemowlakiem w mieszkaniu pełnym robotników, malarzy i wszechobecnego apodyktycznego Wyspiańskiego. "Zielony Balonik", aktorki, z czasem coraz więcej pracy translatorskiej i pisarskiej - Zosia musiała się w tym wszystkim odnaleźć, zaakceptować, albo odejść.

S. Wyspiański, Macierzyństwo
Została i choć małżeństwo z czasem praktycznie przestało istnieć, przetrwała przyjaźń, wspólna praca, przywiązanie. Miejmy nadzieję, że byli szczęśliwi naprawdę, a nie tylko w papierowych wspomnieniach. Oboje angażowali się uczuciowo (ładny eufemizm) w różne związki pozamałżeńskie. Zofia związała się z Rudolfem Starzewskim, redaktorem naczelnym "Czasu", który był pierwowzorem postaci Dziennikarza z "Wesela". Porzuciła go później dla Witkacego. Starzewski przeżył to bardzo ciężko, niedługo potem zmarł w niejasnych okolicznościach. Tadeusz związywał się z aktorkami, z dziennikarką Ireną Krzywicką. I tak żyli sobie, pisząc i tłumacząc francuskie teksty, bywając czasem w domu, a czasem nie bywając, do wybuchu II wojny światowej. Tadeusz wyjechał do szwagierki do Lwowa, skąd już nie wrócił. Zofia przeżyła wojnę w Warszawie. Zmarła w 1956 roku.

11 komentarzy:

  1. W krakowskim pałacyku Pareńskich (zwanym też willa Eliza) bywali młodopolscy twórcy, kogóż tam nie było! Wyspiański, Axentowicz, Malczewski...
    Na ścianach domu zaczęły się pojawiać delikatne pastele - ślad wizyt zaprzyjaźnionych artystów. Bywali bowiem tam "wszyscy".
    Dziś - i na zamieszczonym tu przez naszą Anię zdjęciu to widać - zabytkowy pałacyk otoczony jest przez wszechobecną, bezpłciową, nowoczesną pseudoarchitekturę betonu i szkła.
    No cóż, 5* Hotel Holiday Inn ma swe wymogi. Tylko, czy jego goście doceniają i czy w ogóle wiedzą, kim byli dawni właściciele budynku?

    Pozdrowienia :)
    Magdalena J.Lis

    OdpowiedzUsuń
  2. Fascynująca historia tego związku!!!
    Jak zawsze bardzo ciekawie przedstawiłaś,Droga Aniu,losy tego nietypowego małżeństwa.Obopólne zdrady,na dodatek,akceptowane?
    Ależ to były film!!!
    Dziękuję za ciekawe fakty,które bardzo mnie zaintrygowały,pozdrawiam pachnącym majem,Aśka:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "(...)Kiedy jednak zaczęły się krystalizować małżeńskie plany Tadeusza, a on sam był coraz częstszym gościem Pareńskich "na Wielkopolu" lub w ich letniej willi w Tenczynku, u Żeleńskich nie wzbudzało to entuzjazmu.
    Nie poprawiła też nastroju następna rodzinna wizyta 3 lipca 1903 roku, właśnie w Tenczynku oddalonym ok. 30 km. od Krakowa, pięknie położonym wśród lasów Zwierzynieckiego i Dulowskiego, gdzie Żeleńscy przyjechali na cały dzień. "Byliśmy wczoraj w Tenczynku przeszło jedenaście godzin. Było tam ślicznie i przyjemnie, ale o tyle o ileśmy nie byli sobą wzajemnie znużeni. Mają tam idealne wygody, las tuż, kompletne odosobnienie." – Napisała po tej wizycie Tetmajerowa, dodała jednakże: "Zosia milcząca jak zwykle i zaniedbana w tualecie, a szczególniej w uczesaniu . – Nie, jakoś nie!"
    I w parę dni później: "Tadzio jutro wyjeżdża na kilka dni do Wiednia, a następnie na jakiś tydzień do Tenczynka. Nie to nie jest rodzina pożądana!"

    Czy te niepokoje obu sióstr Grabowskich, bystrych obserwatorek- Wandy kiedyś uczennicy, a potem najbliższej przyjaciółki Narcyzy Żmichowskiej i Julii inteligentnej, i oczytanej matki uznanego już w tedy poety – miały jakieś uzasadnienie, czy może dostrzegały one coś, czego nie powinno się lekceważyć w projektowanym związku, a co mogło by zaważyć na losach przyszłego małżeństwa?"
    [Winklowa]

    P.S.Ciekawa historia tego związku,świetnie nakreślona przez Ciebie,Aniu:),pozdrawiam gorąco,bo chłodny początek czerwca,M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiająca jest ludzka natura, która uwielbia oglądać i przyglądać się światu, ludziom… przez dziurkę od klucza. Dlaczego tak „ciekawią” nas tajniki i sekrety nie naszej alkowy?
    Nie przepadam za biografiami, gdzie wątki kręcą się wokół spraw intymnych lub bardzo intymnych. Żaden pisarz , historyk, biograf nie jest w stanie doszukać się, wytłumaczyć… dlaczego ktoś tak a nie inaczej postąpił, dlaczego zdradzał , dlaczego dręczył, dlaczego stronił od ludzi lub wręcz odwrotnie- chłonął wszystko wszelkimi zmysłami ? Chyba nawet sam zainteresowany, nie umiałby wytłumaczyć własnego postępowania, a cóż może wiedzieć na ten temat osoba postronna, która na dodatek swój ogląd czerpie z plotkarskich notatek, skrawków korespondencji, która czasami nijak ma się do rzeczywistości. Czytałam biografię Boya innego autora – Józefa Hena „Błazen - wielki mąż”. Zawsze wzbudzają kontrowersje ludzie nietuzinkowi, ludzie, którzy w swych poglądach, postępowaniu odbiegają od norm przyjętych w danej chwili. Tadeusz Boy z pewnością i w dzisiejszych czasach gościłby na łamach plotkarskich tabloidów.
    Pisarze, którzy wykraczają poza standardy czasów w których przyszło im żyć, są zawsze o krok do przodu od tych, którzy są wierni opinii tłumu . Powstają wtedy szaleńczo piękne utwory, zostają otworzone furtki do światów, do których nie znaliśmy drogi, nie mieliśmy kluczy lub po prostu baliśmy się tam zaglądnąć.
    „Urozmaicone” wnętrze Boya, sprawiło, że jego utwory do dziś wnoszą nowatorski sposób patrzenia na świat. Uwielbiam tłumaczenia Żeleńskiego, lubię czytać Balzaca, Prousta, którego Boy tak pięknie tłumaczył. Lubię jego , przedmowy, „od tłumacza”, które wprowadzają mnie w rzeczywistość mi nieznaną. Boy był niepoukładany, chaotyczny w życiu prywatnym … jeśli chodzi o tłumaczenie tekstów, jego warsztat pisarski - był perfekcjonistą obdarzonym dużą dozą fantazji i lekkością pióra.
    Lekarz pediatra, hazardzista, pisarz, tłumacz, polityk, kochanek, mąż … można tak wymieniać i wymieniać. A kim był, jaki był naprawdę Boy?- tego nigdy nie dowiemy się.
    Dorota Kubiak

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, Boy miał niesamowity talent pisarski, cudownie lekkie pióro, czyta się go jak marzenie. To, kim był i co robił w żaden sposób nie ujmuje mu geniuszu. Czy chciał, by przyszłe pokolenia znały go nie tylko z tego, co napisał, ale też z tego jak żył? Chyba tak, zostawił po sobie wiele zapisków, esejów, dzienników, starannie zbierał listy, które otrzymywał i kopiował te, które pisał do innych. Zebrawszy razem wszystko, co przelał na papier możemy wiele powiedzieć o jego osobowości, o tym, jaki miał charakter - z takiej ilości tekstów wyłania się spójny wizerunek człowieka, mężczyzny, pisarza. Oczywiście, nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć, dlaczego zrobił to czy tamto, ale dla obrazu jego postaci, który jest nam potrzebny, by zrozumieć jego teksty i czasy, w których żył, ważne jest jednak to, co robił.

    Dlaczego jesteśmy ciekawi prywatnego życia innych? Dlaczego kocham biografie? Dla mnie jest to ważne, ponieważ dzięki temu wielkie postaci przestają być tylko papierowymi informacjami encyklopedycznymi. Podam przykład - Krzysztof Kamil Baczyński, to poeta, który jest dla mnie ideałem. Tworzył genialną poezję. W szkole podstawowej był dla mnie tylko nazwiskiem kogoś, kto napisał wzruszającą "Elegię o chłopcu polskim" i przejmujący wiersz "Z głową na karabinie". Nie chciałam, by został dla mnie nazwiskiem, przeczytałam więc wszystko, co byłam w stanie znaleźć o jego życiu, zagłębiłam się w tajniki jego osobowości, poznałam jego życie prywatne, "zaprzyjaźniłam się" z bliskimi mu osobami. Stał się dla mnie człowiekiem, który istniał, który miał skórę i krew takie same jak ja, który czuł tak samo jak ja. Znam jego relacje z matką, wiem, w jaki sposób poznał Basię, jak układały się wzajemne stosunki tych dwóch najważniejszych dla niego kobiet. Wiem, co robił w wolnych chwilach, znam wiele jego myśli - nie tylko z wierszy, ale także z listów, rysunków, prozy. K. K. Baczyński stał się dla mnie Krzysiem Baczyńskim, poznałam genezę jego wierszy, zrozumiałam je głębiej i lepiej.
    Ja też nie lubię biografii, w których ktoś opiera się na pogłoskach, niesprawdzonych informacjach, plotkach. Kocham natomiast te, które wynikają z dogłębnego poznania źródeł przez biografia, z badania tekstów, relacji świadków, z poznawania kontekstów, otoczenia, środowiska, epoki. Dobre biografie powstają z setek kawałków układanki, a gdy już są kompletne, pozwalają poznać człowieka, który kryje się za tworzoną przez niego literaturą, poezją, obrazami, a tym samym pomagają lepiej zrozumieć to, co pisał. Dzięki biografiom, które przeczytałam mam wielu przyjaciół we wszystkich epokach, lepiej rozumiem świat i historię.
    .....

    OdpowiedzUsuń
  6. .....
    Jaki był Boy kompletnie i do końca? - nie jesteśmy w stanie tego powiedzieć, to fakt. Myślę jednak, że znając tak wiele jego tekstów, w których czasem odkrywał, innym razem starał się ukryć swój charakter, znając wielką liczbę listów, które pisał on, które pisano do niego i o nim, możemy przedstawić sobie całkiem nieźle sylwetkę tego człowieka - nie zawsze idealnego, nie zawsze wspaniałego i uczciwego, ale dzięki temu żywego, prawdziwego, istniejącego kiedyś. Dzięki temu lepiej możemy zrozumieć to, o czym pisał.

    Jestem wielką zwolenniczką biografii, które nie są wyssane z palca. Czytając beletrystykę biograficzną muszę się najpierw upewnić, że wszystko jest w nich oparte na faktach, a jeśli nie wszystko, to czy autor zaznaczył w posłowiu, co nie jest poparte źródłami, co stało się tylko jego insynuacją. Wszelkie informacje o ludziach, które umieszczam w swoich tekstach opierają się na źródłach, listach, relacjach współczesnych (zweryfikowanych przez inne źródła), jeśli wprowadzam coś, co mnie zastanawia, co nie jest sprawdzone, czego nie da się potwierdzić, zapisuję to w formie pytania. Czy moglibyśmy tak dobrze poznać epokę fin de siècle'u nie znając życia prywatnego modernistów, nie wiedząc, z kim miała romans Dagny Juel i co z tego wynikło, kim były pierwowzory postaci z dramatu Wyspiańskiego?
    Nie chcę się zastanawiać, dlaczego Dagny spotykała się z Żeleńskim, chyba że udokumentowałaby to w pamiętniku czy w jakimś liście i dała mi do ręki mocny argument; nie chcę wiedzieć, dlaczego Zosia Pareńska miała romans z Witkacym, jej motywy byłyby dla mnie istotne tylko wtedy, gdybym była w stanie dotrzeć do ich sedna, gdybym mogła powiedzieć, że wiem, iż były na sto procent takie, a nie inne. Mając do dyspozycji te źródła, które istnieją ważne dla mnie jest tylko to, że Dagny spotykała się z Żeleńskim, a Zosia miała romans z Witkacym. A dlaczego? To ich sprawa.
    Rozumiem, pani Doroto, pani niechęć do biografii, bo sama zetknęłam się z wieloma takimi, które budziły mój niesmak insynuacjami i "faktami" wyssanymi z palca. Czytając jednak wszystko, co tylko jestem w stanie o osobie mnie interesującej mogę oddzielać prawdę od fikcji, fakty od plotek. I jest to dla mnie wspaniała przygoda:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To jeszcze ja dorzucę ziarenko w sprawie BIOGRAFII, bo temat to dla mnie od lat bliski.
    Dlaczego niektórzy lubią biografie? Dlaczego lubimy podglądać i ciekawi jesteśmy życia innych? To proste. Jesteśmy ludźmi i inni ludzie nas ciekawią. Nie żyjemy przecież na pustyni.Czytamy o innych zgłębiając epokę, odnajdując siebie, poszerzając wiedzę...
    Pisanie biografii jest pracą żmudną, długotrawałą, ale pasjonującą. To połączenie pracy detektywa, archiwisty, reportera, podrożnika... To odkrywanie czyjegoś życia, właśnie z tych skrawków, o których wspomina P. Dorota - pamiętników (czasem plotkarskich), skrawków korespondencji, starych gazet zapełniających zakurzone magazyny bibliotek.
    Spośród wielu, bardzo wielu, fascynujących rzeczy na świecie przebywanie w archiwum, gdzie przed nami leży teczka zawiązana tasiemką lub wstążką, którą możemy odwiązać i zajrzeć do środka, dotknąć papierów, dokumentów, listów, których nikt nie przeglądał od dziesiątków lat jest... niesamowitym przeżyciem.
    Czytanie korespondencji, która nie była pisana do nas, a jednak po czasie jako dobro narodowe trafia do archiwów to jest jakieś wejście w czyjeś życie. I chyba każdy biograf czuje się w tym momencie troszkę nieproszonym gościem.
    A życie opisywanej postaci krystalizuje się w głowie pisarza nieraz całymi latami, a kiedy wszystko jest już gotowe, gdy przychodzą egzemplarze autorskie książki-biografii, gdy już nic nie można zmienić, wtedy powstają w głowie pytania.
    Czy naprawdę tak było? Czy jeszcze jest coś do odkrycia, do powiedzenia?
    Żadna biografia nie jest do końca tylko jedną prawdą, to często znaki zapytania i jedynie od rzetelności autora zależy, czy je uczciwie sygnalizował.
    Osobiście nie wyobrażam sobie literatury bez biografii/literatury faktu.Od nas- czytelników zależy czy zawierzymy autorowi, czy podążymy śladami wskazówek, niedopowiedzeń, bibliografii, by odnaleźć jeszcze więcej.
    Aniu, podzielam Twoją fascynację biografiami i sama jako ich pasjonatka i niepoprawny pochłaniacz literatury tego typu, a także okazjonalnie ich autorka pozdrawiam!
    Magdalena J.Lis

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze napisana biografia mieni się wszystkimi kolorami życia-blaskiem i cieniem,dobrem i złem.
    Znam "słynnych " pseudobiografów,którzy za cel postawili sobie epatowanie czytelnika tanimi sensacjami(vide Ferdynand Hoesick -"Miłość i miłostki"w podtytule Erotyki historyczno-literackie.W-wa rok 1939).
    To tyle na marginesie rozważań "lubię-nie lubię biografii".
    Halina Grabowska

    OdpowiedzUsuń
  9. W ramach Naszego wspólnego lubowania się w książkach, chcę przeprosić Wszystkich kochających i lubiących biografie, spisane życiorysy, tajemne pamiętniki. Oj, nie było moim zamiarem , broń Boże,” wytykanie” upodobań czytelniczych. Także i ja lubię opowieści o ludziach. Mogę wtedy pofantazjować, pomyśleć – dlaczego tak , a nie tak! Nie lubię tylko, tanich sensacji, wysnutych podejrzeń, ocen zrobionych zbyt pochopnie, plotek, które potrafią zniszczyć , dosłownie - zniszczyć ludzkie życie.
    Do napisania mego zdania o życiu prywatnym , bardzo prywatnym Boya , skłoniła mnie opowieść o …Marii Skłodowskiej. Teraz, po latach , o romansie Marii i Paula Langevina czytamy jak miłą sercu romantyczną opowieść. Ale za życia Marii, pogoń za sensacją, za tematem wywołującym oburzenie pruderyjnego środowiska, o mały włos doprowadziłaby do śmierci noblistki. Hm… ciekawą sprawą jest przeczytać niezwykłe wyznania miłosne zakochanej pary. Nigdy byśmy nie poznali tak szczerych, pełnych namiętności wyznań, gdyby nie ludzka ciekawość. Bo któż by podejrzewał panią fizyk, że tak pięknie potrafi pisać o … miłości. Listy kochanków powędrowały na biurko szefa bulwarowej prasy, a potem ku uciesze (!) czytelników zostały opublikowane. Było w nich wszystko, to , co zakochani chcą zatrzymać TYLKO dla siebie. Wyznania żarliwej miłości, tęsknota, zazdrość, szczerość, na którą człowiek zdobywa się w intymnym kontakcie z osoba najbliższą. Skandal był pożywką przez długo czas dla prasy i żądnych sensacji czytelników. W niezliczonych publikacjach ukazywano Marię, że jest zepsuta, zdemoralizowana, że zatruwa francuska naukę, do której wdarła się podstępem, że miejscem Marii jest paryski bruk. Nawet przyznany drugi Nobel , nie uspokoił opinii publicznej. Informację o zdobyciu nagrody umieszczono w prasie na dalekich stronach . Skłodowska całe swoje życie ukrywała skrzętnie swoją prywatność… i nagle stała się bohaterką bulwarowej prasy. Zamknęła się w sobie i chciała skończyć swe życie…
    Gdy czytam , po latach opublikowane listy Marii, to jest mi „trochę wstyd”, że śledzę korespondencję nie do mnie adresowaną. Że czytam słowa, które powinno znać tylko dwoje ludzi…Mam wrażenie, że dokładam kamień – nieprzyzwoitej mej ciekawości do życia Marii. ( Na podobnej zasadzie traktuję wszelką tajemną korespondencję , wyszperaną gdzieś z szuflad , zakamarków, strychów, która była chowana przed ludzkim wzrokiem. Oj moje podejście do korespondencji okrutnie by zubożyło światową literaturę).
    I teraz, po latach , załóżmy hipotetycznie, że jakiś mniej dociekliwy biograf pisze książkę o Marii Skłodowskiej na podstawie tekstów prasowych, … co wtedy napisze o Marii?
    Dlatego bardzo ostrożnie podchodzę do życiorysów pisanych przez dociekliwych lub mniej dociekliwych pisarzy. Zawsze doszukuję się drugiego dna. Gdy jakaś opisywana postać bardzo mnie zaciekawi, to z kolei mobilizuje mnie do poszukania informacji na jej temat w innych książkach , materiałach. Niezgoda ma na „ niezdrowe podglądanie ludzi” czasami ma i dobre strony, bo „zmusza” mnie do sięgania po nowe, książkowe odsłony ludzkich życiorysów. Czasami wtedy z pomnikowej osoby wyłania mi się postać z krwi i kości, a innym razem , ktoś traci miejsce na piedestale. Ciekawość ma różne oblicza.
    Jak okiełznać ludzką ciekawość ?- nie ma takiej potrzeby… jeśli naszą ciekawością nie ranimy drugiego człowieka. Oj, kończę już… bo zaczynam filozofować :)
    Dorota Kubiak

    OdpowiedzUsuń
  10. O, widzę, że nie tylko ja lubię się czasem zapomnieć pisząc ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Podsumowując, Zofię Pareńską można uznać za femme fatale. Większość bliskich jej osób zginęła śmiercią tragiczną. Już sam fakt, że Starzewski popełnił samobójstwo na wieść o tym, że ukochana związana jest z Witkacym. On Z kolei skończył podobnie, jak wiadomo, popełnił samobójstwo wraz z kochanką, (która przeżyła co prawda). Słyszałam też, że któraś z jej ciotek czy sióstr (nie jestem pewna) wyskoczyła przez okno. W encyklopedii "Wesela" można znaleźć pod jej nazwiskiem jeszcze kilka takich przypadków. Autor owej książki zaznacza jeszcze, że za młodu Zosia wraz z siostrą mieszkały w zaciemnionym pokoju, nawet za dnia używając świec, słońce je bowiem przerażało. Brzmi nieprawdopodobnie, kto wie jak było naprawdę?

    OdpowiedzUsuń