Pasja życia Vincenta van Gogha

Dziś jeszcze nie będzie wielkanocnego artykułu. Ci z Was, którzy zajrzą tutaj w niedzielny poranek trochę się zapewne zdziwią, ale "co się odwlecze, to nie uciecze" - zrobię wszystko, żeby odpowiedni tekst, od dawna planowana niespodzianka świąteczna, ukazał się jutro wieczorem, w sam raz na Wielkanocny Poniedziałek. 

Teraz życzę Wam krótko przepięknych, kolorowych Świąt, podczas których wcale nie będzie przeszkadzał fakt, iż za oknami nic jeszcze nie kwitnie i się nie zieleni. Niech będą takie, jakie kochacie, niech sprawią Wam satysfakcję i dadzą poczucie dobrze spędzonego czasu. Niech przyniosą Wam siłę i spokój!


Gwiaździsta noc, 1989

Przyczyną odłożenia tematyki Wielkiej Nocy może być tylko Vincent van Gogh. W sumie każdy dzień byłby dobry na to, by o nim napisać, ale dziś obchodzimy 160. rocznicę jego urodzin, nie może go więc w takiej chwili zabraknąć na zielonym blogu. Wiele czynników składa się na podziw, jakim go darzę. Nie są to tylko same obrazy, których wcale nie przyjmuję bezkrytycznie - niektóre z nich po prostu mi się nie podobają. Nie przepadam na przykład za jego portretami. Szanuję go za determinację, pasję, za bardzo dobre serce, za to, ile w życiu wycierpiał - nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Kocham to, w jaki sposób prowadził pędzel, jak nakładał farby na płótno. Zdarza mi się, że wolę z bliska przyglądać się szczegółom jego dzieł, niż oglądać cały efekt z odległości. Miałam to szczęście, że widziałam niektóre oryginały prac van Gogha. Było to wspaniałe przeżycie - zobaczyć, w jaki sposób tworzył arcydzieło, jak dobierał kolory, w jakiej kolejności nakładał je na obraz. Przy oglądaniu samych tylko płaskich reprodukcji nie da się dostrzec, że jego dzieła są niemal trójwymiarowe -  tak grubo niekiedy nakładał farbę. Kolory aż wylewają się z obrazu, a niebo faluje, płynie, porusza się - w tym tkwi magia malarstwa Vincenta. 


fragment obrazu Domy w Auvers, 1890


Już z narodzinami malarza wiąże się tragedia. Równo rok wcześniej jego matka powiła martwego syna - Vincent otrzymał te same imiona, co zmarły brat, jakby rodzice chcieli widzieć w nim wcielenie utraconego pierworodnego. Nieraz zdarzało się, że dawano mu do zrozumienia, iż nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań i porównywano z tym, kim mógłby zostać pierwszy Vincent, gdyby żył. Szybko został oddany do szkoły z internatem. Kilka lat później pisał w liście do brata Theo: "Moja młodość była... ciemna i zimna, i bezowocna..." 

Listy van Gogha do brata są bezcennym skarbem. Pełno w nich rysunków, szkiców do obrazów, a przy tym jest to kawałek pięknej literatury i świadectwo prawie całego jego artystycznego życia. Omawia w nich własne metody twórcze i analizuje dzieła bliskich mu mistrzów. Był człowiekiem wyjątkowo oczytanym (w listach przywołuje osiemset dzieł stu pięćdziesięciu autorów) i uzdolnionym językowo: władał biegle francuskim, angielskim i niemieckim. Jaka szkoda, że w Polsce listy te nie zostały odpowiednio wydane - holenderska edycja jest zachwycająca.  


"Van Gogh to bardzo dobry literat. Wie, jak używać stylu. Wiele osób twierdzi, że jego listy to literatura, z czym osobiście się zgadzam. Kiedy już zaczniesz czytać, nie możesz oderwać się od lektury. A przecież to jest cecha dobrej literatury."  Hans Luijten, Muzeum V. van Gogha w Amsterdamie


Vincent pracował jako handlarz dziełami sztuki - najpierw w Hadze, potem w Londynie, wreszcie w Paryżu. Nie cenił jednak tego zajęcia, nie miał do niego serca, a przy tym był dość krnąbrnym i aroganckim młodym człowiekiem. Zrezygnował z posady - nie do końca dobrowolnie - i postanowił zostać kaznodzieją. Od tej pory wszystko co robił stawało się dla niego celem życia, poświęcał się temu bez reszty, często maniakalnie. Jako kaznodzieja górników stał się fanatykiem - olbrzymia empatia, ofiarność posunięta do samoudręczenia, życie w skrajnej nędzy nie spodobały się władzom kościelnym. Utracił więc posadę "z powodu naruszenia godności księdza." Okres ten zapoczątkował w życiu Vincenta twórczy czas - dużo rysował, tworzył szkice, doskonalił warsztat. Powoli odkrywał swoje prawdziwe powołanie.


Kwitnąca gałązka migdałowca w szklance, 1888

Zaczął się uczyć, studiować malarstwo, kopiować dzieła mistrzów. W tym okresie przeżył niejeden dramat - nieszczęśliwą miłość, konflikt z rodzicami, kłopoty finansowe, romans z prostytutką Sien... Ostatecznie wylądował w Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii, ale nie zagrzał tam długo miejsca - taki już był jego charakter, że nie potrafił poddawać się rygorowi, rezygnować z własnych przekonań, a to prowadziło do nieustannych konfliktów. Pojechał do Paryża i zamieszkał z bratem Theo, który już z powodzeniem pracował jako handlarz dziełami sztuki. Ten młody człowiek to największy bohater opowieści o życiu Vincenta van Gogha. To on przez większość czasu utrzymywał brata, zapewniał mu nie tylko pensję, ale i nieustające wsparcie. Wierzył niezłomnie w jego talent i podtrzymywał na duchu zawsze, nawet wtedy, gdy nie miał pojęcia skąd brać pieniądze na utrzymanie siebie, Vincenta, a po jakimś czasie także żony i dziecka.


Pierwsze kroki, 1890

Niespokojny duch gnał malarza dalej i dalej. Wyjechał na południe Francji, do Arles. Nie było to dobre miejsce dla jego rozchwianej psychiki. Upały, szaleńczy wiatr, który w tamtych rejonach prawie nie przestawał wiać, kłopoty ze zdrowiem, do tego nieustanna, wyczerpująca praca, bardzo źle wpłynęły na Vincenta. To tam pokłócił się z Gauguinem, to tam odciął sobie ucho. W końcu dobrowolnie podjął decyzję o leczeniu w zakładzie dla nerwowo chorych w Saint-Remy. 


Gaj oliwny, 1889
"Van Gogh, który paskudny okres smutku i choroby w Arlas, stolicy Camargue, odkrył, że drzewa oliwkowe są dla niego inspiracją i źródłem dobrego samopoczucia. Napisał do swojego brata: "Och, mój drogi Theo, gdybyś mógł w tej chwili zobaczyć oliwki. Stare, srebrne listowie, srebrnozielone na tle nieba... Mruczenie oliwkowego gaju ma w sobie coś intymnego, niesłychanie starego. To zbyt piękne jak dla mnie, by próbować przekonywać się do tego albo ośmielać się go malować." W końcu jednak ośmielił się: van Gogh namalował osiemnaście płócien z drzewami oliwkowymi."  Carol Drinkwater, Oliwkowe żniwa
Po kuracji, która pomogła mu się wyciszyć i trochę zapanować nad nerwami, Vincent pojechał do Auvers, miejscowości nieopodal Paryża. Opiekował się nim dobry przyjaciel impresjonistów, a także Thea van Gogha, doktor Gachet. I tu kończy się cała historia. Nieustanne życie w stresie, kłopoty finansowe, nieszczęśliwe miłości, samotność, niezrozumienie, niemożność sprzedania obrazów - to wszystko odbiło się niesamowicie na psychice tego wrażliwego człowieka. Pod koniec lipca 1890 roku Vincent strzelił do siebie z pistoletu i po kilku dniach zmarł.


"W palącym, letnim słońcu Auvers wspinam się na niewielkie wzniesienie, tuż za miasteczkiem, gdzie mieści się cmentarz. W skromnym grobie, pod wspólnym płaszczem z bluszczu, zerwanym niegdyś w ogrodzie doktora Gacheta, leżą obok siebie: Vincent i Theo. Brat artysty zmarł niecały rok po nim w sanatorium w Utrechcie. Ciało męża złożyła w tym miejscu, w roku 1914, jego żona Joanna."  A. Kumor, To właśnie Paryż
Pomiędzy listopadem 1881 roku, a lipcem 1890 roku Vincent Van Gogh namalował prawie 900 obrazów. Niewiarygodna pracowitość, której efektów już nie doczekał. "Praca pochłonęła całe moje życie i połowa mojego umysłu roztopiła się w niej."

Czytam o nim wszystko, co wpadnie mi w ręce. Przede mną jeszcze tylko lektura "Zakochanej modelki", fikcyjnej, choć dobrze opartej na faktach opowieści o córce doktora Gacheta, Marguerite. Jedną z najlepszych powieści biograficznych jakie w życiu czytałam jest "Pasja życia" Irvinga Stone'a. Malarska, pełna kolorów i energii przypomina jego obrazy, a przy tym znakomicie ukazuje życie van Gogha, każdy z jego etapów. Nie pomija niczego, co istotne dla zrozumienia skomplikowanej natury malarza.

Na jej podstawie powstał w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku wspaniały film z Kirkiem Douglasem w roli Vincenta. Piękny, w klimacie doskonałego starego kina. Twórcy bardzo się starali oddać widoki Holandii, a później Francji, znaleźli plenery jakby żywcem wyjęte z obrazów, postarali się filmować w tych miejscach, w których Vincent przebywał. Wpletli w opowieść jego płótna pokazując najpierw realne widoki, a potem dzieła, które zostały tam namalowane. Szkoda mi tylko tego, że jego szaleństwo zostało przypisane głównie chorobie, nadpobudliwości. Nie pokazali tego, jak wielkie dręczyły go wyrzuty sumienia, że jest na utrzymaniu Theo, że nie zarabia sam, jak bardzo był samotny, jak tęsknił za życiem rodzinnym, za żoną i dziećmi, których nigdy nie miał. Dobrze za to ukazano relacje z Gauguin'em - łagodnego i walczącego ze swoimi wybuchami Vincenta i pełnego przemocy i cynizmu, nie liczącego się z nikim Paula. Jestem pewna, że spora cześć szaleństwa Vincenta (z obcięciem ucha na czele) obciążyła sumienie Gauguina.

 

Zdecydowanie nie polecam natomiast późniejszego filmu "Vincent i Theo". Jest długi, nudny, anemiczny, nie ma w nim krzty pasji widocznej w obrazach. Scenariusz nie trzyma się faktów, wiele spraw jest przeinaczonych. Miał być artystyczny, wyszedł nijaki. Nie ma w nim ducha impresjonizmu i neoimpresjonizmu, nie ma w nim kolorów z obrazów Van Gogha. A Theo cały czas zachowuje się, jakby Vincent był dla niego jedną wielką kulą u nogi, jakby żałował, że brat w ogóle się narodził, nie ma w nim umiłowania malarstwa, nie ma miłości, nic w nim nie ma. 

Oglądałam jeszcze jeden film o Vincencie - "Painted with words" produkcji BBC. Przepiękny, poetycki, a przede wszystkim bardzo mocno oparty na faktach, ponieważ każde słowo wykorzystane w scenariuszu zostało zaczerpnięte z listów malarza, jego brata oraz ze świadectw osób, które znały Van Goghów. Film zdecydowanie warty uwagi, a co za tym idzie - prawie zupełnie w Polsce nieznany.




"Gdy maluję pejzaż, pragnę aby to był nie jakiś drobnomieszczański smętek, ale coś co wyraża mój ból, cierpienie kogoś, kto nie ma miejsca w społeczeństwie i nigdy go nie będzie miał. Patrząc na wierzby, widzę ich bezpośrednie piękno, muzykę, świeżość, smutek i melancholię i te uczucia wyrażam w indywidualny, a przez to bliski każdemu człowiekowi sposób." Vincent van Gogh

Mogę Wam jeszcze polecić "Słoneczniki" Sheramy Bundrick. To opowieść o kobiecie, którą Vinent poznał w Arles. Nie wiemy o niej nic poza tym, że w jakiejś niepozornej notce prasowej powstałej w związku z obcięciem sobie przez Vincenta kawałka ucha pojawia się imię Rachel. Autorka wymyśliła cały wątek mocno osadzając go w rzeczywistości, podążając za źródłami. Znakomicie odmalowała charaktery postaci, które umieściła w powieści. Znając obrazy genialnego Holendra wyobrażałam sobie proces ich tworzenia, ale dopiero po przeczytaniu kilku książek, przede wszystkim "Pasji życia" i "Słoneczników" poznałam genezę ich powstawania, wgłębiłam się w myśli, które mogły się kłębić w głowie Vincenta, gdy sięgał po pędzel. Zachwyciła mnie ostatnia scena - Rachel idąca nad grób Vincenta staje na rozstaju dróg, które on namalował zaledwie kilka dni? tygodni? temu. 


Przeczytałam m.in.:
*Irving Stone "Pasja życia";
*Sheramy Bundrick "Słoneczniki";
*Dieter Beaujean "Van Gogh";
*Derek Fell "Kobiety w życiu van Gogha";


Taras kawiarni w nocy, 1888


Most Langlois w Arles, 1888


Most Langlois w Arles, 1888

Kościół w Auvers, 1890

39 komentarzy:

  1. Aniu, Tobie także wszystkiego, co najlepsze z okazji Świąt. Niech będą kolorowe mimo bieli za oknem (ja mam prawdziwa zimę od rana!).
    Holenderska edycja listów bardzo pięknie wydana. Wspominasz, że listy te nigdy nie zostały wydane po polsku, ale ja pamiętam taki gruby tom, który czytałam przed laty. Byłam zachwycona językiem, stylem, umiejętnością opisów codzienności. Szczerze powiem, jego listy bardziej do mnie przemówiły niż jego obrazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie - poszperałam i znalazłam. Czytelnik wydał niektóre listy dwa razy, w 1964 i 1970 roku. Nie wiem tylko, czy z ilustracjami. Kolejna pozycja do zdobycia:) Dziękuję, że zwróciłaś na to moją uwagę, nie miałam pojęcia.
      U mnie biel już znika, bo od rana leje deszcz - wszystko jest szare, bure i mokre, błeee... Dziwne te święta. Nic to, ważne to, co w serduchu!
      Miłego dnia!

      Usuń
    2. U Ciebie szare, mokre , a u mnie... nie pamiętam takiej zimy. Jesteśmy zasypani bielą i to ponoć nie jest koniec. Padało, pada i ma padać. Tyle śniegu nie widziałam przez całą tegoroczną zimę, nawet w górach.

      Usuń
  2. To się czyta!!!Zaczynam pogłębiać znajomość van Gogha:),uśmiechniętych,rodzinnych Świąt-Jar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia - święta minęły bardzo miło, w spokoju, bez pośpiechu, wreszcie mogłam naprawdę zanurzyć się w lekturze:)
      Van Gogh warty jest tego, by go zgłębiać, nie tylko jako malarza, ale także jako człowieka, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie do każdego dociera, nie każdemu się podoba. Dla mnie na zawsze zostanie ikoną malarstwa, przykładem na to, jakie bywają dole i niedole artystów...

      Usuń
  3. Tutaj to już prawie wiosennie!!!Rozjaśniłaś świat słonecznikami i...gałązką kwitnącego migdałowca:),oczywiście też i południem Francji.Uwielbiam jego nocne niebo z migocącymi gwiazdami i wysmukłe sylwetki cyprysów.
    Szkoda,że nie znam,ale piękny chyba był film z Kirkiem Douglasem,przedstawiłaś ciekawe fotosy,doskonała charakteryzacja aktora!!!
    Teraz to już naprawdę dobranoc:)-Zoja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Gwiaździsta noc" jest moim ukochanym obrazem, mogłabym się w niego wpatrywać bez końca...
      "Pasję życia" w wersji filmowej polecam, czasem chyba bywa w telewizji, choć nie jestem pewna, bo nie posiadam tej zdobyczy cywilizacji współczesnej:)

      Usuń
  4. Dla mnie Vincent van Gogh to artysta, który całym swoim życiem szukał w ludziach miłości i akceptacji, a tym bardziej kochał tych, którzy byli upodleni. To, co napisałaś Aniu o małym Vincencie, że był dla swych rodziców namiastką zmarłego brata, to niestety smutna prawda. Co roku w dniu urodzin pierwszego Vincenta, matka brała drugiego Vincenta za rękę i szła z nim na cmentarz na grób swego martwo urodzonego dziecka. I tam, na tym cmentarzu płakała nad śmiercią swego pogrzebanego syna, nie dostrzegając zarazem, że inne jej dziecko potrzebuje miłości. Nic dziwnego, że dorastając w poczuciu winy wynikającej z rzekomej nieumiejętności bycia idealnym synem, jakim z pewnością byłby pierwszy Vincent oraz wiecznej swojej niedoskonałości, którą wytykano mu od kiedy pamiętał, van Gogh załamywał się później za każdym razem, gdy spotkał go zawód w życiu osobistym. Porażki doświadczał wiele razy w życiu: w obliczu nieszczęśliwych miłości, rozczarowania bezdusznością kleru wobec ludzi biednych i cierpiących, w obliczu swej bezradności wobec losu górników. Załamał się, gdy potępiono go jako duchownego tylko dlatego, że chciał współcierpieć z tymi biedakami, gdy zawiódł go przyjaciel - Gaugin, gdy ukochany brat Theo zakochał się i zaczął dzielić swe uczucia pomiędzy Vincenta i Joannę... Wówczas jego przygnębienie pogłębiło się dodatkowo w obliczu poczucia winy, że nie potrafi sam się utrzymać i że jest zależny w tym względzie od Theo, który sam jest w trudnej sytuacji finansowej i musi płacić za leczenie swojego chorego dziecka.
    Depresja van Gogha pogłębiała się z każdym kolejnym odrzuceniem. Pierwszym było odebranie mu prawa do normalnego dzieciństwa i uczynienie go niedoskonałym substytutem starszego brata. Ostatnim była prawdopodobna nieszczęśliwa miłość Vincenta do córki doktora Gacheta. To była ta ostatnia kropla, która przepełniła czarę. To wtedy Vincent stracił chęć do życia i nawet radość tworzenia nie zdołała odegnać myśli samobójczych.
    Obrazy van Gogha są pełne uczuć i wrażeń. Patrząc na "Słoneczniki" podziwiamy realistycznie uchwycone kwiaty i zastanawiamy się, kiedy spadnie następny zwiędły płatek... Wpatrując się w "Gwiaździstą noc" czujemy na twarzy chłód ciemnej nocy i niemal słyszymy jak szumi woda, jak drga powietrze oświetlone światłem gwiazd.
    Vincent van Gogh to mój ukochany twórca.
    Bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam Twój artykuł o nim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vincent miał bardzo ciężkie życie, od początku był doświadczany na wszelkie sposoby. Tym bardziej zachwyca i wzrusza fakt, że potrafił tworzyć tak nieraz radosne, kolorowe obrazy. Być może była to dla niego odskocznia, swoista terapia, która dała mu siłę na to, by tworzyć przez dziesięć lat, malować bez ustanku, nie troszcząc się prawie o jedzenie czy dach nad głową. Wielki człowiek i wielki artysta. Tak bardzo nieszczęśliwy...

      Usuń
  5. "Gdy maluję słońce, chcę, aby ludzie czuli, z jaką szybkością ono wiruje, jak promieniuje światłem, wydzielając fale olbrzymiej siły i gorąca. Gdy maluję łan zboża, chcę, aby ludzie czuli, jak atomy w ziarnie pęcznieją i wzbierają, aż kłos dojrzeje i pęknie. Gdy maluję jabłko, chcę, aby ludzie czuli, jak sok owocu rozsadza łupinę, jak nasiona napierają na zewnątrz, pragnąc stać się nowym owocem."
    (Irving Stone, "Pasja życia")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało ci się, Vincent, udało! Wszystko, czego pragnąłeś w malarstwie udało ci się osiągnąć...

      Usuń
  6. Mój ulubiony artysta,szkoda,że taki nieszczęśliwy.Dzieciństwo rzutowało na całe jego życie...
    "Tak w życiu jak i w malarstwie mogę sobie poradzić bez Pana Boga.Nie mogę natomiast istnieć-ja,człowiek cierpiący,bez czegoś większego ode mnie,czegoś co wypełnia całe moje życie-bez siły twórczej..."
    (van Gogh)

    Zamieściłaś najpiękniejsze obrazy:))))
    Mira M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się zmieścić moje ulubione dzieła Vincenta, ale nie było moim celem tworzenie galerii, których wszędzie pełno. Dlatego tylko taki mały wycinek piękna wcisnęłam do tekstu. "Pierwsze kroki" to moje niedawne odkrycie, jakże zaskakujące i urocze. Biedny Vincent, pragnął mieć dzieci, bardzo je kochał...

      Usuń
  7. Po ukończeniu obrazu "Nocna kawiarnia" van Gogh opisuje w liście do siostry Wilhelminy problemy,jakie stwarza malowanie nocnego nieba:
    "Koniecznie chce teraz namalować gwieździste niebo.Często mam wrażenie,że noc jest bogatsza kolorystycznie od dnia,noc jest kolorowa intensywnymi fioletami,błękitami i zieleniami."
    Zaraz potem dodaje:"oczywistym jest,że malowanie gwieździstego nieba nie polega na zaznaczeniu białych punktów na czarno-niebieskim tle."
    Postanawiając malować noc pod gołym niebem przyznaje,że czasami trudno mu właściwie ocenić używany kolor:"Prawda jest,że w mroku nie można dobrze ocenić tonacji,mogę pomylić niebieski z zielonym,czy liliowoniebieski z lilioworóżowym."
    Nad brzegiem Rodanu maluje pierwszą "Gwieździstą noc",rozświetloną gwiazdami w tonach "cytrynowych,różowych,zielonych,błękitnych i niebieskich jak niezapominajki".
    "Niebo jest niebieskozielone,woda to błękit królewski,pola zaś ciemnofioletowe.Miasto jest niebieskie i fioletowe,lampy gazowe-żółte a ich rudozłote promienie przechodzą w brąz z odcieniem zieleni.Na błękitnozielonej połaci nieba Wielka Niedźwiedzica migocze zielenią i różem,których delikatna bladość kontrastuje z brutalnym złotem gazowych lamp."
    W takich barwach van Gogh widział...noc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaką on miał niesamowitą wyobraźnię, jak cudownie potrafił opisać coś tak niesprecyzowanego jak kolor nocnego nieba!

      Usuń
  8. Jak on cudnie malował drzewa!!! A.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Nie wymyślam dzieła w całości,przeciwnie,znajduję je skończone;muszę je tylko odkryć,wyłuskać z natury."
    [Vincent van Gogh]

    W kwietniu 1888r.pisze z Arles do brata:"Przyniosłem dziś obraz.(...)Po zwodzonym moście jedzie niewielki wóz,dobrze widoczny na tle niebieskiego nieba-rzeka,też niebieska,brzegi pomarańczowe i zielone,i grupa piorących kobiet w pstrych czepkach i kaftanikach".
    Chodzi o most Langlois,nazwany tak od strażnika,który zajmował się jego podnoszeniem i opuszczaniem.( W liście do brata Vincent pomyli kolejność liter i z Langlois zrobi Anglais,czyli Anglika.)
    W maju powstaje druga wersja mostu.Tym razem idzie po nim kobieta z parasolką;spoza dwóch cyprysów wyłania się domek strażnika.
    W okolicach Arles, na Kanale Południa,zbudowano w 1830r.jedenaście podobnych mostów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość z nich istnieje do dziś, co widać na zdjęciach i na kadrze z filmu "Pasja życia". Przydałaby się jakaś wycieczka śladami Vincenta:):)

      Usuń
  10. Chyba w Prowansji jest jakiś Szlak van Gogha;Francuzi z pietyzmem dbają o takie miejsca.
    Wiem,że na południu Francji jest mnóstwo tych tzw."route":))),to w ogóle przepiękna kraina!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. "Przyjechał do Arles 21 lutego 1888r.Jest olśniony urodą przyrody.Właśnie tak wyobrażał sobie Japonię:"...krajobraz pod śniegiem z białymi szczytami wznoszącymi się ku niebu,równie rozświetlonemu jak śnieg,przypominał malowane przez Japończyków pejzaże zimowe." Wkrótce nadeszła wiosna eksplozją kolorów i zapachów."Pracuję nieustannie..."pisał do Teo,który wysłał mu pieniądze i starał się o wystawienie kilku jego płócien w ramach Salonu Niezależnych.
    W połowie czerwca,w ciągu kilku dni spędzonych w Saintes-Maries-de-la-Mer zobaczył Morze Śródziemne z charakterystycznymi dlań nocami i niebem.
    Po powrocie maluje gorączkowo i z zapałem."

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnie napisane. Miło jest czytać takie blogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zawsze staram się pisać takie teksty, jakie sama lubię czytać - pełne informacji, ale przy tym ciekawe i dowcipne. Mam nadzieję, że wychodzi mi to lepiej z każdym dniem. Staram się i doskonalę. Dzięki Waszym komentarzom mam motywację:) Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Gdzieś mi przemknęły na Twoim blogu słowa, że wielcy pisarze dlatego byli autentyczni, bo pisali o tym wszystkim, co naprawdę mieli w sobie. Mniej więcej tak brzmiał sens - choć mogłem nieco przekręcić samą treść. Tak, to jest rzeczywiście prawda. Czytelnik - nie ma znaczenie, jak bardzo wrażliwy i jak bardzo wytrawny - natychmiast wychwyci każdy fałsz, każdą próbę zatuszowania swojej (autora) myśli na rzecz formy - jakiejkolwiek. Ponadto, obok - nazwijmy to umownie, prawdy - musi być jeszcze coś więcej. To coś więcej, to po prostu - pasja. Inaczej - szczerość ( rodzaj prawdy, tyle, że ograniczonej), lojalność i wreszcie miłość względem tego, czym w danej chwili jesteśmy. To wszystko jest w Twoim pisaniu. Tak też czytam Twoje słowa z prawdziwą przyjemnością - co w moim przypadku nie często ma swoje miejsce. Jesteś wyjątkowo naturalną i prawdziwą osobą. Odnośnie samego już czytelnika - jako podmiotu - powiem tak, i otóż: nie oglądaj się za jego aprobatą i nie szukaj uznania. To bowiem prowadzi do tzw. efektu "placebo". A to już jest pierwszy krok do nijakości. Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej takich wpisów, jak chociażby ten dotyczący Vincenta van Gogha. D.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cytat pochodzi od Llosy.

    Dziękuję, bardzo przyjemnie czyta się takie słowa. Sprawiają, że wszelkie zalążki zwątpienia wyparowują, a myśli same rwą się do wyszukiwania nowych tematów i układania kolejnych tekstów.

    Zawsze będę się starała kierować tymi radami.

    OdpowiedzUsuń
  15. I w końcu zawitała do nas piękna wiosna jak u van Gogha,słoneczna i radosna!
    Rozzłociła ogrody krzewami forsycji,obsypała krokusami,zawilcami i...fiołkami kobierce,jeszcze nie zawsze zielonej trawy,rozświergotała ptakami gaje,lasy i parki...Rozpędziła chmury,niebo pokryła śródziemnomorskim,cudownym błękitem...
    Słonko ogrzewa ziemię tak długo ochłodzoną przez śniegi...Jest pięknie,tylko patrzeć jak zakwitną sady,jak listki pokryją delikatną zielenią wszystkie gołe dotychczas gałązki.
    "Wiosna,wiosna...Ach!To ty?"
    Dziękując za van Gogha posyłam słoneczne buziaki:)))-Halszka

    OdpowiedzUsuń
  16. Pasję życia (podobnie jak niemal wszystkie pisane przez Stone) biografie uwielbiam. To dzięki niemu lepiej zrozumiałam malarza i to dzięki niemu sięgnęłam po Kobiety życiu Van Gogha, odwiedziłam Arles, a przy okazji wizyty w Orsay z większym zainteresowaniem oglądałam jego obrazy, no i marzeniem moim jest odwiedzenie Amsterdamu -właśnie z powodu Vincenta. Słoneczniki też czytałam i jakkolwiek nie mogę tej książce zarzucić nierzetelności to książka bardziej przypomina mi romans, a ten nie jest moim ulubionym gatunkiem. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, przypomniałaś mi o "Kobietach w życiu Van Gogha", zapomniałam o nich napisać... Świetna książka! Zazdroszczę Ci wizyty w Arles - chciałoby się poczuć na twarzy ten wiatr szaleńców...

      Ja też nie lubię romansów, jednak znając życie Vincenta i wiedząc, jakie miał problemy z kobietami chciałabym wierzyć, że czasem zdarzały mu się też szczęśliwe chwile... Autorka fikcję mocno oparła na faktach i to jest cenne w tej książce.

      Ciągle jeszcze nie udało mi się przeczytać "Zakochanej modelki" - w tym przypadku obawiam się romansidła i trochę boję się rozczarowania tą książką...

      Usuń
  17. Ja planuję przeczytać Listy do brata Vincenta. Rozumiem to pragnienie wiary w to, że znalazła się jakaś dusza pokrewna, która choć troszkę ulżyła jego twórczym i życiowym mękom. Kierując się podobnymi pobożnymi życzeniami czytając Udrękę i ekstazę (a jestem bałwochwalczą wielbicielką M.A) chciałam wierzyć, że mało znana Contesina di Medici rzeczywiście była powiernicą i przyjaciółką tego wielkiego samotnika - geniusza. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Udręka i ekstaza" stoi od kilku lat na półce przed samym moim nosem i krzyczy na mnie wielkim głosem, że jeszcze jej nie przeczytałam, a ja się zabieram za nią i zabrać nie mogę. Tak, tak, wstydzę się... wielce... postaram się poprawić - napisze wówczas coś o Michale Aniele i będziemy mogły podyskutować:)

      Usuń
  18. Szydzik Zofia

    gwiaździsta noc Vincenta

    po werniksem
    nic nie jest constans
    sieje się gwiezdny pył
    za moment runie nadgryziony księżyc
    w dół na wioskę co wytrzeszcza złote oczy
    przytula się do wzgórz Alpilles szukając ratunku
    zaciąga na siebie kołdrę gaju oliwnego
    oniemiał w bezruchu stary cyprys
    z niepokoju w indygo
    wieża kościelna
    pobladła

    Wiersz inspirowany obrazem Vincenta Van Gogh'a - Gwieździsta noc

    OdpowiedzUsuń
  19. W lutym ub.roku za ponad 10 mln funtów sprzedany został na aukcji w Londynie obraz Vincenta van Gogha "Vue de l'Asile de la Chapelle de Saint-R,my", należący do zmarłej hollywoodzkiej gwiazdy Elizabeth Taylor.

    Obraz powstał w w 1889 roku, na rok przed śmiercią artysty. Przed aukcją szacowano, że osiągnie na niej cenę 7 mln funtów.
    Taylor nabyła tę pracę w 1963 roku.

    Sprzedano również dzieła dwóch francuskich mistrzów: autoportret Edgara Degasa i pejzaż pędzla Camille'a Pissarro. Trzy obrazy - razem z Van Goghiem - uzyskały cenę niemal 14 mln funtów.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czy wiecie jakie dzieła literackie pojawiły się na obrazach van Gogha? Pilnie potrzebuję do pracy zaliczeniowej na studiach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szybko pamiętam obraz "Spacer więźniów" inspirowany "Wspomnieniami z domu umarłych" Dostojewskiego. Na kiedy Ci to potrzebne.

      Usuń
    2. Poszukaj jeszcze czegoś o obrazie "Gwiaździsta noc", bo istnieją sugestie badaczy, iż jest to dzieło inspirowane twórczością poety Walta Whitmana. Myślę, że mają sporo racji. :)

      Usuń
  21. Czy ktoś wie jakie powieści znalazły się w obrazach Van Gogha oprócz "Madame Chrysanthème" na podstawie książki Pierre'a Loti " ?

    OdpowiedzUsuń
  22. cześć, już po 16. grudnia :)
    Napiszesz jakie powieści znalazły się w obrazach Van Gogha?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca wiem, o czym mam napisać. Czy o obrazach, które być może były inspirowane literaturą czytaną przez Vincenta, poezją, powieściami, itd., czy może o obrazach - martwych naturach, na których malarz uwiecznił książki o konkretnych tytułach?

      Usuń
  23. O jednym i drugim :) myslałam, ze są tylko inspiracje, nie wiedziałam o martwych naturach, na których malarz uwiecznił książki o konkretnych tytułach. Ciekawe będą oba wątki. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń