Wlej w nas moc, Chryste - Janek Romocki

Wysoki, szczupły, może trochę zbyt szczupły, jasnowłosy i błękitnooki chłopiec. Wrażliwy, inteligentny, utalentowany. Utracony przez matkę, przez Polskę, przez nas... Nie ukończył nawet dwudziestu lat.


Był mocno związany z ojcem, ciężko przeżył więc jego śmierć. Paweł Romocki, inżynier, major Wojska Polskiego, poseł, zginął pod kołami samochodu prowadzonego przez pijanego Niemca w 1940 roku. Janek miał wówczas 15 lat. Dwa lata później napisał przepiękny wiersz znany jako "Modlitwa Bonawentury" prosząc w nim o przebaczenie dla wrogów. Takich ludzi traciliśmy na wojnie!

Od wojny, nędzy i od głodu,
Sponiewieranej krwi Narodu,
Od łez wylanych obłąkaniem,
Uchroń nas Panie.
Od niepewności każdej nocy,
Od rozpaczliwej rąk niemocy.
Od lęku przed tym co nastanie,
Uchroń nas Panie.
Od bomb, granatów i pożogi,
I gorszej jeszcze w sercu trwogi.
Od trwogi strasznej jak konanie,
Uchroń nas Panie.
Od rezygnacji w dobie klęski,
Lecz i od pychy w dzień zwycięski.
Od krzywd, lecz i od zemsty za nie,
Uchroń nas Panie.
Uchroń od zła i nienawiści,
Niechaj się odwet nasz nie ziści,
Na przebaczenie im przeczyste,
Wlej w nas moc o Chryste.


Janek Romocki, chłopiec o pseudonimie Bonawentura, nie pragnął walki, wojna napawała go rozpaczą. Nie powstrzymało go to jednak od ukończenia Szkoły Podchorążych, brania udziału w wielu akcjach zbrojnych i w końcu od poświęcenia życia za Ojczyznę. Ci, którzy go znali wspominają, że był znakomitym dowódcą, odważnym i honorowym, który zawsze podejmował szybkie i trafne decyzje. Nikt nie był w stanie powiedzieć o nim złego słowa, bo Janek był przykładem dla wszystkich - przykładem żołnierza i człowieka. Nie raz był ranny, już na początku powstania odznaczono go Krzyżem Walecznych.

Biorąc udział w powstaniu ciągle się zamartwiał. Nie radował się wraz z kolegami z tego, że wreszcie walczą, dają popalić Niemcom, że coś się dzieje. Rozmyślał nad konsekwencjami tej walki, przy tym nie mógł przeboleć niczego, co godziło w jego poczucie godności i w człowieczeństwo. Znane jest jego oburzenie na dobijanie rannych Niemców czy na sanitariuszki, które nie chciały zajmować się rannym wrogiem.

12 sierpnia został ranny. Jak zwykle bez strachu wychylił się, by rzucić granat na niemiecki czołg i znalazł się na linii strzału nieprzyjaciela, który wykorzystał okazję. Natychmiast przybiegł Andrzej "Morro", starszy brat Janka. Bonawentura "leżąc w całej swojej tyczkowatej długości" żartował, że nie życzy sobie żadnego uroczystego pogrzebu i żadnych odznaczeń. "Tylko cywilne bławatki pod kocyk" - prosił z uśmiechem. Andrzej się uspokoił - rana rościła nadzieje, a dobry humor brata też dobrze świadczył o jego samopoczuciu.

Ranny został umieszczony w szpitalu na ulicy Miodowej, świeżo oddanym do użytku. Kilka dni później, 18-ego sierpnia, szpital został zbombardowany. Janek Romocki zginął...


Po jakimś czasie matka Janka i Andrzeja pisała w pamiętniku: "Chłopcy - czyż to możliwe, że mam żyć bez was? Jaśku, Jaśku, mój Jaśku, widzę ciągle twoje kochane dobre oczy...". "Jasieńku - dwa lata od twojego pogrzebu! Co robić, żeby móc myśleć o tym spokojnie? Każda minuta tych dni jest jak żywa... o Boże, przy waszych grobach nabieram tchu na dalsze dnie, których już tyle, tyle minęło bez was".


9 komentarzy:

  1. "(...)Mój ranny amunicyjny, umieszczony w szpitalu na Miodowej 23, chciał się pochwalić, że leży przy wielkim poecie. Ktoś w szpitalu dorwał się do wiersza Janka.
    - "Świst", ty nie nasz pojęcia, przy kim ja leżę."
    No i wtedy zobaczyłem Janka, którego przedtem nie znałem. On był z pierwszego plutonu, ja z trzeciego.
    Pluton pierwszy tylko raz zetknął się w walce z nami, trzecim plutonem "Felek".
    Oni zdobywali budynki na Woli tam gdzie ja zdobyłem cekaem.
    Kiedy podszedłem do łóżka, na którym leżał Janek "Bonawentura" od pierwszej chwili nie wierzyłem, że z tego wyjdzie. Tak strasznie biedny, postrzelony w brzuch, naruszony kręgosłup.
    Mało mówił, smutny, biedny. Wtedy dowiedziałem się, że mój amunicyjny wraca do mnie, do oddziału do Jana Bożego.
    Miałem powtórnie iść do szpitala 18 wieczorem i dowiedziałem się, że szpital został obłożony bombami. Miałem wtedy wolne, pobiegłem.
    Chłopcy leżeli w bloku na 2 piętrze. Tego piętra ani bloku po prostu nie było. Zawaliło się wszystko. Z sali gdzie leżał Janek "Bonawentura" i mój Janek Zastawny nie zostało śladu, wszystko zawalone."

    [St.Sieradzki,sierż.pchor.AK,ps."Świst",Batalion "Zośka",fr.wspomnień]

    OdpowiedzUsuń
  2. "Powrót do Warszawy" - JAN ROMOCKI ps. Bonawentura


    "Poprzez strzępy kamienic, przez murów kikuty
    Z bokiem na bok ulicy, omijając cegły,
    Jechałem i patrzyłem na szczątki reduty,
    Od których szedł po kraju powiew niepodległy

    Z dymem zgliszczy zmieszany, wzrastając na sile,
    Z którego już w dni parę legenda wyrosła,
    Idzie powiew z Warszawy. W tej wielkiej mogile
    Jest coś jeszcze prócz śladów krwawego rzemiosła
    ...Utracona...

    I do mnie wołano z tych grobów ulicznych,
    Z wytrzeszczonych pustych okien oczodołów,
    Lecz ja nie rozumiałem tragicznych wyrazów
    Ani niemej wymowy spalonych kościołów.

    I nic w tym nie widziałem oprócz okropności,
    I niczego nie czułem, tylko że mnie boli.
    Ja nie mogłem zrozumieć owych ran świętości
    Ani ceny honoru - bom nie znał niewoli."

    (8. II. 1941r.)
    Dziękuję,Aniu i pozdrawiam:),Ira

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pełna podziwu dla Matek,które traciły swe dzieci w tych okrutnych czasach.Prawdziwe,mocne Matki-Polki!
    Przejmujące pamiętniki matki Janka,film piękny!
    Pozdrawiam gorąco,Aniu,A.

    OdpowiedzUsuń
  4. Były dni,były dni...-wstrząsający film o Matce Jaśka i Jędrka Romockich.Wzrusząjacy dokument dni powstania i dni rozpaczy powojennej.
    Dziekuję ,Pani Aniu.
    Halina G.

    OdpowiedzUsuń
  5. "(...)Inny dwór, który był odwiedzany przez Chopina podczas młodzieńczych wakacji, to
    Obrowo, wieś należąca do Ignacego Romockiego. To nazwisko wywołuje w nas dziś
    szczególne refleksje. Z tego rodu przecież byli dwaj wielcy bohaterowie Szarych
    Szeregów i Powstania Warszawskiego, w którym obydwaj polegli - dowódca kompani
    "Rudy" Batalionu "Zośka" - Andrzej Romocki "Morro" i jego brat Janek
    "Bonawentura", którego modlitwę o łaskę wybaczania śpiewają dziś harcerze
    polscy.

    W warszawskim domu Romockich odbywały się tajne koncerty zakazanej
    muzyki Chopina."

    [B.Wachowicz,Wielkanoce Chopina]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziedzicami Oborowa była inna rodzina Romockich niż bohaterowie Powstania Warszawskiego. Bracia Romoccy pochodzą z rodu, który używał herbu Prawdzic a Romoccy z Oborowa używali herby Ślepowron. Wspólnego przodka tych dwóch rodzin należy szukać w czasach saskich.

      Usuń
  6. Janek Romocki to dla mnie uosobienie czupurnej młodości, całym sercem pragnącej żyć w wolnej ojczyźnie, rycerskiej odwagi, kaskaderskiego czynu lecz także udręczonej duszy humanisty broniącej się wszystkimi siłami przed gwałtem zadawanym ludzkiemu życiu. Pragnienie miłości, życia i działania i strach przed śmiercią w samotności, gdy zazgrzytają zamki pistoletów, a powietrze rozerwie hałaśliwy ryk "krowy". I takie pozornie lekkie podejście do niebezpieczeństwa, szafowanie własnym życiem, skakanie w wir walki, tam gdzie najbardziej niebezpiecznie, gdzie największa tylko zwinność uchronić może od śmierci.... Butna odwaga będąca jednak tylko rozpaczliwą próbą ukrycia jęku duszy łkającej z powodu każdej śmierci, każdego strzału z pistoletu, zadawania bólu i cierpienia, zabijania, krzywdzenia... słowem - tej nieludzkiej apokaliptycznej wojny, której apogeum przetoczyło się przez zabytkowe ulice Warszawy w sierpniu 1944 roku.

    Niedawno byłam na Powązkach. Mróz skuł powietrze lodem, zamarzł nawet wiatr błądzący w gałęziach drzew, bo taki mroźny był styczeń tego roku. Cmentarz był pusty i biały, a brzozowe krzyże w kwaterze Zośki stały w kapturkach śnieżnych czap. Stałam przed mogiłami Janka i Andrzeja, oddając im w duszy hołd za tę ofiarę życia, której zażądała od nich historia i honor, i którą szczodrze złożyli na ołtarzu ojczyzny. Palce u rąk i stóp zgrabiały, policzki zaogniły się z mrozu, ale mimo to niespieszno mi było stamtąd odchodzić, tak wiele przecież o nich czytałam, tak często do nich wracałam, szukając ich postaci we wspomnieniach żołnierzy, książkach Kamyka i Barbary Wachowicz. Tak długo czekałam na to spotkanie, tam, na Powązkach...

    I wtedy, gdy stałam nad ich mogiłami, gdy miałam świadomość, że oni są naprawdę, tuż obok poniżej mnie, jak ciepły promyk słońca w tej mroźnej aurze wróciły do mnie słowa krótkiego wierszyka skleconego przez Janka, , który niegdyś tak bardzo wrył mi się w pamięć:
    „Nikt się o mojej miłości nie dowie,
    nikomu się miłość moja nie przyśni,
    świeższa niż wiatru wiosennego powiew,
    bielsza od kwieciem obsypanej wiśni.”
    I tak wtedy zapłakałam w duchu nad ich miłością nierozkwitłą, nad tym ich życiem młodym, tak wcześnie straconym, oddanym za wolność, która nadeszła po latach dopiero kilkudziesięciu; za ojczyznę, która spod jednego jarzma narzuconego przez wroga wpadła w drugie jarzmo – zgotowane przez „brata” – kalające pamięć Ich, którzy umarli razem z powstańczą Warszawą.
    Śmierć Janka Bonawentury była pewna już wtedy, gdy został ranny 12 sierpnia podczas ataku na Stawkach. Zraniony strzałem w brzuch nie miał szans, by przeżyć. Czekało go powolne konanie. Kres umieraniu w szpitalu powstańczym położyła bomba niemiecka, która wpadłszy przez strop zrzuciła Janka wraz z łóżkiem szpitalnym na sam parter budynku. Spadł w deszczu walących się murów...
    Kim byłby Bonawentura, gdyby jego młode życie nie urwało się wtedy w Warszawie. Poetą? Filozofem? Czasem mam wrażenie, że gdyby ci młodzi ludzie o czystych sercach i pięknych duszach przeżyli koszmar Powstania, świat dzisiaj miałby bardziej ludzkie oblicze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Matka Janka,pani Romocka podarowała księdzu prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu utwór swojego syna,"Modlitwę Bonawentury".
    Zbliża się Święto Zmarłych,musimy pamiętać!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. WIZJA

    "Hej, jeszcze kiedyś gruchną strzały,

    poleci miastem tupot nóg,
    błyśnie w ciemności orzeł biały
    i zadrży wróg.

    Wyjdziemy jeszcze z chat, z kamienic,
    jeden za drugim niby cień,
    szary bruk ulic krwią rumienić,
    wyrzynać w pień.

    I wtedy już nas nie zatrzyma
    żadne żandarma byle - "stój"
    wrzaśniem mu hasło Oświęcimia
    i wyzwiem w bój.

    Jak okrzyk prosta i złowroga
    pieśń się rozlegnie ze wszech stron,
    uderzy w niebo pieśń - pożoga
    wrogom na skon.

    Pan leutenant okno sam otworzy,
    wyjrzy zdziwiony w ciemną noc -
    i pozna zbrodniarz wyrok Boży
    i Bożą moc.

    Niby upiorne zjawy z baśni -
    wtargniem do domów, wyrwiem drzwi,
    pochodnią Jemu twarz rozjaśnim -
    cali we krwi...

    Hej, nawet w górze księżyc blady
    będzie srebrnymi łzami łkał,
    gdy ujrzy nasze barykady
    z ofiarnych ciał.

    Tej nocy wiele się dokona
    i wielu sprawom przyjdzie kres;
    tej nocy wreszcie wstanie "Ona"
    z bólu i łez."
    (Tekst: Jan Romocki)

    OdpowiedzUsuń