Ian Serraillier "Srebrny miecz"


"Warszawa, wojenna zawierucha. Troje dzieci - Ruth, Edek i Frania - musi nauczyć się przeżyć na własną rękę. Ich ojciec uwięziony jest w obozie, a matkę wywieziono do Niemiec. Pewnego dnia pośród gruzów i ruin spotykają Janka, sierotę, którego największym skarbem jest nożyk do papieru w kształcie małego, srebrnego mieczyka. Kiedy dzieci wyruszają w podróż po Europie, by odnaleźć rodziców, srebrny miecz staje się dla nich talizmanem i symbolem nadziei.
Ta oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o polskiej rodzinie Balickich doczekała się adaptacji telewizyjnej, zrealizowanej dwukrotnie przez BBC.
Książka należy do kanonu literatury dziecięcej."


 Literatura młodzieżowa ma w moim sercu szczególne miejsce. To przecież dzięki niej jestem teraz nienormalnie w książkach zakochana. Gromadzę na półkach tomy pełne światów, przygód i tajemnic. "Zawieszam się" czasami, gdy na nie spoglądam i kontempluję je z głupawym uśmiechem na ustach (powiadacie, że to się leczy?). Czytam wszędzie, gdzie się da - czytam w wannie, w ogrodzie, czytam gotując i sprzątając, czytam w autobusie i w przychodni... I to wszystko dzięki temu, że w dzieciństwie miałam kogoś, kto podsuwał mi perełki, kto wiedział, co mi się spodoba, kto cudownie ukształtował mój gust czytelniczy.

Nieraz spoglądam zamglonym spojrzeniem na tę część biblioteczki, w której królują książki kiedyś przeze mnie ukochane - dziewczęce powieści w typie "Ani z Zielonego Wzgórza", "Emilki ze Srebrnego Nowiu" czy "Tajemniczego Opiekuna", przygodowe awantury Nienackiego, Bahdaja, Leżeńskiego, Makuszyńskiego, historyczne tomy Przyborowskiego, Sienkiewicza, Szalay-Groele, Domańskiej... Takie wymienianie tytułów i autorów sprawia, że mam wielką ochotę rzucić wszystko, zanurzyć się w świecie dzieciństwa i nie wracać do końca wakacji:)

Nigdy nie przestałam kochać tych książek, nigdy nie odstawiłam ich na boczny tor. Co jakiś czas do grona najstarszych (młodzieżówki napisane w czasie, gdy moja nastoletniość była w pełni swego rozkwitu, leżą w zupełnie innym miejscu, podobnie jak te powstałe, gdy wspomniana nastoletniość przeminęła z wiatrem) dołącza kolejna, po raz pierwszy w Polsce wydana lub wznowiona po pięćdziesięciu a nawet stu latach... Niekiedy zdarza mi się zaopatrzyć się w nowy egzemplarz jakiejś wyjątkowo kochanej, zaczytanej "na śmierć" pozycji.



Współczesne powieści dla młodzieży, choć nie odmawiam im niczego, zazwyczaj bardzo różnią się od tych dawnych - językiem, stylem, doborem treści, walorami poznawczymi lub wartościami wychowawczymi. Coraz częściej trafiam na takie, którym czegoś brakuje, głównie tej rozczulającej naiwności, wiary w dobro, w honor i w prawdę, w drugiego człowieka, który nie zawiedzie, pomoże, obroni. Bohaterowie książek powstałych w czasach dzieciństwa mojej babci i mamy byli dla mnie przyjaciółmi, ale także wzorami do naśladowania. Wystarczy zerknąć do pierwszej z brzegu powieści Kornela Makuszyńskiego, by doszukać się w niej postaci kryształowo szlachetnych, dzielnych, dla których oczywistością była miłość do ojczyzny i słowo honoru. Autorzy dbali o to, by poprzez literaturę wychowywać młodzież na porządnych, dobrych ludzi.


Jedna z klasycznych ilustracji C. Waltera Hodgesa do "Srebrnego miecza"

Dzięki temu przydługiemu wstępowi możecie sobie wyobrazić, jak wiele spodziewałam się po "Srebrnym mieczu", powieści napisanej w latach 50-tych XX wieku przez brytyjskiego nauczyciela języka angielskiego i uznanego twórcę książek dla młodzieży. Aż mi się ręce trzęsły z niecierpliwości. Tematyka, którą poruszył Serraillier jest mi bardzo bliska, nie przepuszczę żadnej książce, po której spodziewam się, że przeniesie mnie w czasy dzieciństwa i przypomni chwile, w których zaczytywałam się bez reszty w przygodach Jarka i Marka opisanych przez Cezarego Leżeńskiego. Moje oczekiwania wobec tego typu literatury są stałe i wyraźnie sprecyzowane.

Historia rodziny Balickich okazała się być dokładnie taką, jaką chciałam, by była. Moje Dziecię jeszcze trochę za małe, myślę, że może na tę lekturę poczekać, aż skończy 11 lub 12 lat, ale polecę mu ją z czystym sumieniem. Zawsze bardzo cieszy mnie wiadomość, że tego typu książki są popularne, wznawiane i chętnie przez młodzież czytane - a ta zdecydowanie do takich należy. W Polsce właśnie ukazała się po raz pierwszy, ale od chwili powstania, czyli od 1956 roku, zdążyła już wejść na stałe do kanonu literatury dziecięcej i młodzieżowej w wielu krajach. Mam nadzieję, że stanie się tak także u nas, w końcu opowiada o losach polskiej rodziny, a spora część akcji toczy się w Warszawie.

Nie spodziewajcie się jednak, że powieść ta należy do nurtu patriotycznego. Została napisana przez Anglika, który pojęcie o wojnie w Polsce miał raczej mgliste. Część, w której bohaterowie przebywają w powrześniowej, a następnie walczącej Warszawie oraz poruszają się po terenach zdobytych przez Rosjan jest raczej sielankowo-bajkowym obrazem stworzonym przez kogoś, kto styczności z opisywaną przez siebie rzeczywistością nie miał żadnej. Spokojne życie w ruinach, wystarczająca ilość jedzenia, ciepłe koce, dobrzy i życzliwi żołnierze radzieccy... Zbyt wielkich wartości poznawczych od tej książki nie wymagajmy. Powstała niedługo po wojnie, kiedy jeszcze prawdy o tym, co działo się na frontach nie były powszechnie i dostatecznie znane. Przy tym nikt nie chciał, aby ze świeżo zakończonym koszmarem zapoznawały się dzieci urodzone już po pożodze. Mądrzy ludzie dbali natomiast o to, by pielęgnować wartości takie jak miłość, przyjaźń, honor i odwaga - te wszystkie cechy odnajdziemy u bohaterów "Srebrnego miecza". Docenić trzeba fakt, iż autor bije się w piersi (dosyć lekko, ale jednak) pisząc o pozostawionej samej sobie w walce o wolność Warszawie. Szczerze mówi o tym, że kraje alianckie nie pospieszyły na pomoc, bo uważały, iż mają ważniejsze sprawy na głowie.

Ian Serraillier językiem prostym, a jednocześnie pięknym, tak charakterystycznym dla wielu dawnych książek skierowanych do młodego czytelnika, opisał wędrówkę czwórki dzieci z Warszawy do Szwajcarii. Ojciec trojga z nich, były dyrektor szkoły podstawowej, został aresztowany, matka trafiła na roboty do Niemiec. Dzieci, pozostawione same sobie, przez kilka lat muszą radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach. Nie wiedzą, że ojcu udało się uciec z obozu i wrócić do stolicy w poszukiwaniu śladów rodziny. Niestety, do spotkania nie doszło. Po Powstaniu Warszawskim, kiedy miasto zamieniło się w kupę gruzów, a tęsknota stała się nieznośna, Ruta, Bronia i pomagający im osierocony Janek postanawiają wyruszyć w podróż. Cel - odnaleźć brata dziewczynek, który również trafił do Niemiec, a następnie rodziców, czekających być może u rodziny w Szwajcarii.


W polskim wydaniu wykorzystano piękne ilustracje Hodgesa .

Rozpoczyna się epicka opowieść o bezdomności i wzajemnym wspieraniu się, o przyjaźni, radzeniu sobie z trudnościami i sile przetrwania. Wraz z młodymi Balickimi i ich przyjacielem Janem wędrujemy przez zrujnowaną Polskę, powojenne Niemcy, szwajcarskie Alpy. Towarzyszymy im podczas przygód tragicznych, niebezpiecznych i wzruszających. Podziwiamy ich dziecięce bohaterstwo, wolę walki, nie tylko o siebie, ale w równym, a może nawet większym stopniu, o towarzyszy. Bezpośredni styl zastosowany przez autora, pozbawiony przesadnych ozdobników, sprawia wrażenie niemal reporterskiego, a to z kolei pozwala czytelnikowi podejść do historii niezwykle emocjonalnie i śledzić ją z zapartym tchem.

Jest to powieść naprawdę wyjątkowa, pomijając wszelkie mankamenty, wobec których nie należy być zbyt surowym. Pamiętajmy, iż była to książka przeznaczona dla czytelnika bardzo młodego, a przy tym urodzonego zaraz po wojnie, któremu dorośli chcieli wówczas za wszelką cenę oszczędzić tragicznych opisów i nieszczęśliwych zakończeń. Pokazuje młodym ludziom wspaniałe wzorce zachowań, daje im bohaterów, których warto podziwiać i naśladować, a przy okazji zachęca do poszukiwania w rzeczywistości historycznej podobnych do nich postaci.

Tak mi się na koniec przypomniało - ostatnimi czasy wydawnictwo Zysk i S-ka wznowiło przepiękne opowiadania Marii Dąbrowskiej "Dzieci Ojczyzny". Zachlipywałam się nad nimi dniami i nocami, gdy miałam -naście lat.



Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 216 s.
Oprawa: miękka 
Wymiar: 130x205 mm
ISBN: 9788377853054







13 komentarzy:

  1. Kto wie, może kiedyś przeczytam książkę tego Anglika. Ja mam negatywne nastawienie do powieści młodzieżowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy lubi, wiadomo, czasami trafia się na takie książki, które skutecznie odstraszają od pewnego rodzaju powieści. Może jeszcze trafisz na coś, co Cię przekona, że warto czasem do młodzieżówek zaglądać :) Pozdrówka

      Usuń
  2. Och,wprost przeciwnie,ja KOCHAM tzw".młodzieżówkę",ale tę dawniejszą,dzisiejsza mnie nie nęci.To fantastyczny relaks i plaster miodu na kłopoty;odskocznia od coraz trudniejszej rzeczywistości.
    Panaceum na stres:)))
    Recenzja doskonała,tę książkę muszę mieć!!! Dla mojej dziatwy dorastającej-Justa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiejsza literatura dla młodzieży ma swoje wzloty i upadki, ale ogólnie balansuje na granicy przeciętności, Natomiast te stare książki - cud, miód i malina ;)

      Usuń
  3. Czyli raczej nie nastawiać się na to, że jest to książka o wojnie? Drastycznych scen nie ma? Na pewno polecę moim przyszłym dzieciom, bo dla mnie Ty jesteś tą osobą, dzięki której poznaję znakomitą literaturę, która mnie uczy tego, co warto czytać. Eli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma wojny, nie ma drastycznych scen. Wszystko jest raczej dość złagodzone, nastawione na opiewanie przyjaźni, więzów rodzinnych, szlachetność i honor. Czuję się bardzo zaszczycona tym, co napisałaś. I trochę przerażona odpowiedzialnością... :)

      Usuń
  4. Zastanawiałaś się nad napisaniem artykułu o książkach dla dzieci i młodzieży, po które warto sięgnąć, o Twoich wspomnieniach z lektury dzieciństwa? To byłoby ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, przyszło mi to do głowy. Ale to temat rzeeeeka :)

      Usuń
  5. Oj,podobnie jak i Ty kocham TAKIE książki,dobrą,tradycyjną młodzieżówkę.Zostałam wychowana na powieściach wymienianych przez Ciebie autorów.To były piękne lata i wspaniałe przeżycia z bohaterami ukochanych książek.Jak dawno nie czytałam nic z ciekawszych pozycji dla młodzieży-teraz tylko jeden temat-życie współczesne i problemy,których mamy w nadmiarze.
    Cieszę się,że napisałaś o tej książce,warto na pewno ją przeczytać,co uczynię z przyjemnością.A że Anglik jest autorem?Mnie to nie przeszkadza,recenzja doskonała,wciągająca,zachęcająca,dzięki:)))
    Miriam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję na komentarz, jakoś mi przez jakiś czas ciężko było zasiąść nad blogiem.
      Mnie też zdecydowanie Anglik jako autor nie przeszkadzał - zaznaczyłam to tylko, ponieważ warto na tekst patrzeć pod kątem narodowości twórcy, żeby za wiele nie wymagać, żeby wiedzieć, czego się spodziewać.
      Ostatnio przytaszczyłam do domu całkiem sporą stertę młodzieżówki, na którą do tej pory miejsca już nie miałam, a nagle nastąpiło cudowne rozmnożenie półek, więc jedną mogłam na nie przeznaczyć. I się w nie wgapiam z szerokim uśmiechem i mam ochotę przeczytać wszystkie na raz! :)

      Usuń
  6. Pozdrawiam serdecznie,odwiedzam Cię codziennie,masz piękny,ciekawy BLOG!
    Zawsze znajdę coś dla siebie-Jana z Podlasia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że się nie zrażasz, gdy przez jakiś czas nic nowego nie piszę. wakacje to czas, gdy tak naprawdę czasu nie mam, więc zazwyczaj trochę mniej publikuję, ale już teraz postaram się nadrobić. Dziękuję! Uwielbiam takie komentarze - mobilizują i sprawiają, że chodzę uśmiechnięta :)

      Usuń
  7. Przeczytałam,a właściwie to "pochłonęłam" z wielką przyjemnością.Przypomniały mi się lata,gdy zaczytywałam się w książkach Makuszyńskiego,potem M.Kann czy C.Leżeńskiego.
    Urocza,niezwykle wartościowa powieść dla młodego czytelnika,ucząca najważniejszych zasad moralnych,etycznych.Akcja wciąga,intryguje,zaskakuje.Ważna jest tutaj przemiana młodziutkiego bohatera,który widząc dobro dookoła,stara się naprawić swoje małe błędy.Polecam na długie zimowe wieczory:-),dziękuję Aniu za tę recenzję i zachętę do czytania tej wartościowej książki,która gdzieś umknęła witrynom księgarskim,a szkoda.Idealny prezent na Mikołaja lub "pod choinkę" dla starszych Dzieciaków.

    OdpowiedzUsuń