Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Boyne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Boyne. Pokaż wszystkie posty

Majówka, czyli wszystko co dobre szybko się kończy

Dawno już nie byłam tak zadowolona z tego, jak spędziłam kilka wolnych dni. Zwykle zbiera się masa spraw do załatwienia, pełno kurzu do usunięcia, szaf do posprzątania, okien do umycia - wymieniać można długo. A potem nagle okazuje się, że wolne chwile są już tylko wspomnieniem, a wielkie plany dotyczące wypoczynku nadal pozostają planami. Tym razem udało mi się jakoś zorganizować i spędzić długi majowy weekend tak, jak sobie to wymarzyłam, a nawet jeszcze lepiej.

Przede wszystkim nie planowałam nigdzie jechać, ale dzięki luźno rzuconemu pomysłowi i szybkiej jego realizacji prawie z marszu spakowałam rodzinkę i pojechaliśmy na dwa dni w nasze ulubione miejsce, czyli do Krakowa. Prognozy pogody nie były optymistyczne, mieliśmy więc plan A i tzw. plan alarmowy, czyli plan B. W środę pogoda, choć niezbyt rozpieszczająca ciepełkiem, była jednak znośna i plan podstawowy dotyczący tego dnia został zrealizowany w stu procentach. Nieważne, że nie udało mi się zaprezentować na krakowskim Rynku nowych sandałków. Nie padało, więc wszystkie marzenia mojego Bąbla zostały spełnione.

Mimo tego, iż każdy zakamarek zoo poznał już jakiś czas temu, także i tym razem oświadczył, że zwierzaki punktem głównym wycieczki muszą być. Wdrapaliśmy się więc do wysoko położonego zwierzyńca, zarejestrowaliśmy optymistyczny fakt powstawania pawilonu dla żyraf, których bardzo w tym miejscu zawsze brakowało, pogadaliśmy z Aslanem (lwem), Marlenką (wydrą), królem Julianem (lemurem) i innymi futrzakami, z których prawie każde zostało przez Bąbla ochrzczone imieniem z filmu lub książki i ruszyliśmy wreszcie w niepoznane jeszcze rejony. A dokładniej w kierunku kopca Piłsudskiego - tam do tej pory nie byliśmy. Trochę wiało, a widoczność nie była najlepsza, ale szczyt udało nam się zdobyć:) Po obiedzie Bąbel pomknął na hulajnodze przez krakowskie uliczki, a my pomknęliśmy za nim z językami na brodach. Przemknęliśmy w ten sposób przez Rynek, Grodzką, a potem bulwarem pod Wawelem. Na szczęście łaskawie pozwalano nam chwilami odpocząć. Na koniec jeszcze spacerek Plantami. Byłam mocno zmęczona fizycznie, ale psychicznie odpoczęłam znakomicie.


John Boyne "W cieniu Pałacu Zimowego"


"Powieść obyczajowa, rozgrywająca się przez kilkadziesiąt lat XX wieku. Młody Georgij niezwykłym zbiegiem okoliczności trafia do carskiego pałacu w Petersburgu, gdzie poznaje rodzinę Mikołaja II i zakochuje się w księżniczce. Gdy wybucha rewolucja, ucieka na Zachód i osiada z żoną w Londynie. Nostalgiczna opowieść o wpływie młodości i wielkiej historii na całe życie. Wątek sensacyjny (szpiegowski), świetna psychologia i panorama ważnych wydarzeń minionego stulecia. Nowa książka autora powieści „Chłopiec w pasiastej piżamie”."

Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie wezmę do ręki nową książkę Boyne'a - nie tyle ze względu na jego pierwszą powieść, ile na tematykę, którą wybrał tym razem. Czasy carskiej Rosji są dla mnie niezmiennie fascynujące, nie wspominając o historii ostatnich Romanowów - wpływającej na moją wyobraźnię i wciągającej każdym szczegółem, zarówno wspaniałym i pięknym, niezbadanym i tajemniczym, jak i tragicznym. Ilekroć oglądam zdjęcia tej kochającej się rodziny, która miała to nieszczęście, że była rodziną panującą w kraju zbyt wielkim, zbyt biednym i zbyt ambitnym, przenoszę się w czasie i przemierzam pokoje pałaców, sprawdzam siłę wzroku Rasputina, prowadzę długie rozmowy z najstarszymi córkami cara, przytrzymuję kapelusz, który próbuje ulecieć w powietrze, gdy przechadzam się wietrznymi brzegami Newy... Opowieści o końcu carskiej Rosji mają w sobie moc tak sugestywnego przekazu, że nie potrafię o nich zapomnieć.
      
"W cieniu pałacu zimowego" pochłonęłam z zapartym tchem ciesząc się dobrą powieścią i Wielką Historią w niej opisaną. Mimo kilku potknięć, które można wytknąć autorowi, nie ulega wątpliwości, że jego opowieść jest fascynująca i sprawi, że niejeden czytelnik sięgnie głębiej pragnąc dowiedzieć się czegoś więcej o Romanowach. Ich postaci zostały opisane żywo i naturalnie, stają się nam bliskie i wzbudzają emocje. Ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym sięgnąć po tę książkę nie znając wcześniej tragedii carskiej rodziny, ale zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu czytelników jest ona nowością i jestem przekonana, że już na zawsze pozostanie w pamięci i w sercu każdego z nich.